REKLAMA
Anywhere logo

Que pasa? Fiesta Barcelona!

2016-01-28
...
Z Modlina do Barcelony można przetransportować się w trzy godziny. Na miejscu zaczyna się impreza. Kosmopolityczny charakter metropolii, klimat śródziemnomorskiego kurortu i bogata w historię stolica dumnych Katalończyków w jednym. Jesteśmy w Barcelonie!

 

barcelona1Nie była to moja pierwsza wizyta w tym mieście, ale pierwsza jako świadomej turystki. Poprzednio, gdy miałam 11 lat, spędziłam tam jeden dzień, wracając z wakacji spędzonych z mamą w nadmorskiej miejscowości na Costa Brava. Autokar (wtedy na wycieczki na drugi koniec Europy jeździło się autokarami) zawiózł nas pod Sagradę Familię i na pokaz fontann, a resztę czasu spędziłam na głównej turystycznej arterii, Las Ramblas, bo mama bała się, że się zgubimy. Dziś jestem duża i mogę stawiać czoła światu.
Okazało się, że nawet w środku nocy nie jest tam niebezpiecznie. Organizując sobie pobyt, trafiłam na dzielnicę El Carmel. Moim jedynym zasięgnięciem informacji było spytanie mieszkającego tam kolegi, czy to niebezpieczna okolica. Odpowiedział: „W Barcelonie raczej nie ma niebezpiecznych okolic”. Potem wszyscy kiwali głowami z dezaprobatą, ale bardziej niż z przerażenia dlatego, że nic się tam nie dzieje. „Daleko od centrum” – mówili barcelończycy, bo nie wiedzieli, że dojazd metrem w 10 minut to dla mnie żaden problem.

Komunikacja miejska w Barcelonie to bajka. Najlepiej wybrać metro. Świetnie rozpisane, rozchodzące się w logiczny sposób na kolejki podmiejskie, sprawia, że startując z dowolnej stacji, dotrzecie w najodleglejsze miejsce. Wszystko jest tak przejrzyste, że żeby się zgubić, trzeba naprawdę bardzo tego chcieć. Podstawy hiszpańskiego będą pomocne, by rozszyfrować napisy informacyjne – te w pierwszej kolejności pojawiają się po katalońsku, ale wszystko można intuicyjnie zrozumieć. Jeśli chodzi o wracanie z nocnych imprez, to przed zaplanowaniem wieczoru warto sprawdzić, w jakich godzinach danego dnia działa metro. Nocne autobusy też funkcjonują bez zarzutu. Wszystkie stają na Plaza Catalunya, u szczytu ulicy Las Ramblas. Przy pytaniu, jak i gdzie wysiąść, hiszpański jest już niezbędny – rzadko kierowca autobusu zna angielski.barcelona

W tym mieście ludzie są serdeczni i otwarci na turystów – w końcu to oni w dużej mierze tworzą atmosferę miasta. Trzeba jednak pamiętać o podstawowych zasadach grzeczności i, przepraszam za pompatyczne słowo, szacunku. Barcelończycy czują się częścią odrębnej nacji i ich pierwszym językiem jest kataloński, ale nie wymagają znajomości katalońskiego od przybyszy, wystarczy komunikatywny hiszpański. Jeśli nie znacie żadnego z tych języków, cóż, weźcie ze sobą rozmówki. O historii i tożsamości Katalończyków dowiecie się wiele w mieszczącym się po drodze na plażę Muzeum Historii Katalonii. Przygotujcie się na kilka godzin zwiedzania. To zadziwiające, jak Katalonia ma wiele wspólnego z Polską. W rozmowie z pewnym mieszkańcem Poble Nou, dzielnicy, w której co tydzień odbywają się „autentyczne” imprezy dla mieszkańców, z dala od tłumu turystów, dowiedziałam się nieco gorzkiej prawdy o naszych krajach. „W Hiszpanii Katalończyków nazywają Polakami, bo tak jak wy w czasie wojny, byliśmy wywożeni do obozów”. Myślałam, że nie zrozumiałam go dobrze, ale jego słowa potwierdziła wizyta w muzeum – w pierwszych latach dyktatury Franco rzeczywiście dochodziło do aktów terroru na mieszkańcach Katalonii. Tyle o ignorancji historycznej i o tym, że podróże kształcą.

Barcelona to kurort, impreza i luz – owszem, ale też bogata oferta kulturalna. Jako europejska metropolia posiada prężnie działające instytucje sztuki współczesnej – Muzeum Sztuki Współczesnej MACBA i Centrum Kultury Współczesnej CCCB. Miłośnicy malarstwa powinni rozważyć Muzeum Picassa, w którym poznają jego mniej znane oblicze z czasów, gdy przebywał w Barcelonie, i Muzeum Joana Miró, mieszczące się na zboczu wzgórza Montjuïc. A skoro o tym mowa, warto odwiedzić wzgórza Barcelony, by zobaczyć ją z kilku perspektyw. Po Montjuïc punktem obowiązkowym jest góra Tibidabo i jej bajeczny park rozrywki. Przejażdżka kołem widokowym na wysokości ponad 500 m kosztuje tylko 1 euro, a przeżycia są niezapomniane.

barcelona-913487Będąc w Barcelonie, chcąc nie chcąc czuje się obecność najbardziej zakręconego architekta tego miasta, genialnego Gaudiego. Oprócz obowiązkowego Parku Guell i wiecznie niedokończonego kościoła Sagrada Familia, spacerując ulicami natkniecie się na dwie niesamowite kamienice – La Pedrera i Casa Batlló, obie przy Passeig de Gracia. Sama dzielnica Gracia jest warta odwiedzenia ze względu na ciekawą historię – w początkach XX wieku była siedliskiem barcelońskiej bohemy, a dziś mieszczą się tam oryginalne kafejki i restauracje z pysznym jedzeniem. 

Wyjeżdżam stamtąd z kolorowymi obrazkami miasta, o którym można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jest tuzinkowe. Brazylijskie chłopaki tańczące o 5 rano w metrze (tańczące, nie robiące zadymę, i to tak, że każdy wokół musiał się uśmiechnąć, nawet jeśli nie chciał), lokalesi w Poble Nou i uliczny dziwak, który oświadczył czekającym na nocny autobus: „My name is Barcelona”. Wracam do Was niebawem.

fot.: Natalie Dąbrowska, www.pixabay.com

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA