REKLAMA
Anywhere logo

Mamy kolejny lęk

2016-04-27
...
Tak jakby tych lęków było mało. Wyhodowaliśmy go na własnej piersi. Tym razem sprawcą jest Internet.

 

W dobie smartfonów, tabletów i nieograniczonego dostępu do Internetu żyjemy non stop podłączeni do sieci. Możemy sprawdzić, co słychać w świecie o każdej porze dnia i nocy, więc skrzętnie z tego korzystamy. A co jeśli połączenie zostanie przerwane? Frustracja, nerwowe bębnienie palcami w blat, a może nawet agresja? O tym stanie świetnie opowiadał czechosłowacki film „Straszne skutki awarii telewizora”. Ta komedia z 1969 roku pokazywała perypetie rodziny z kraju bloku socjalistycznego, gdzie telewizor stanowił okno na świat, swoiste centrum rozrywki i informacji. Dziś oknem na świat jest dla nas laptop lub telefon komórkowy z dostępem do Internetu, a akcja tej komedii rozgrywa się codziennie, pod każdą szerokością geograficzną. 

FOMO2FOMO

Zjawisko uzależnienia od informacji zostało już wyodrębnione i nazwane. I wszystko, co odkryli „amerykańscy naukowcy”, ma anglojęzyczną nazwę. To FOMO, czyli Fear of Missing Out. W wolnym tłumaczeniu: lęk przed tym, że coś nas ominie. Objawia się ciągłym zerkaniem na smartfona, by upewnić się, że przypadkiem w ciągu ostatniej minuty nie dostaliśmy sms-a czy nowego powiadomienia na Facebooku. To też chorobliwe sprawdzanie maili służbowych – bo chcemy być na bieżąco, bo szef wymaga pełnej dyspozycyjności. Bo świat się zawali, jeśli nie sprawdzimy tego następnego dnia, w godzinach pracy. Jak można się domyślić, efekt jest odwrotny od zamierzonego, bo zestresowany pracownik to mniej efektywny pracownik, bo mający problem ze skupieniem uwagi, znerwicowany i częściej korzystający z urlopów zdrowotnych. To na gruncie zawodowym, a jeśli dodamy do tego uzależnienie od social mediów i innych informacyjnych bodźców, które spotykamy w życiu prywatnym, okaże się, że życie we współczesnym świecie może doprowadzić nas do przedwczesnego zawału i załamania więzi międzyludzkich. Ostatnio robiąca furorę w Internecie właśnie kampania szwajcarskiej policji pokazuje, że FOMO może doprowadzić nas nawet do śmierci przez potrącenie.

Keep calm

Na każdą akcję jest reakcja. Powstał zatem ruch uważności. Word podkreśla mi to słowo, bo nie wierzy. Tak, tak, jest takie słowo. Dokładnie od roku, bo właśnie w 2015 powstała pierwsza polska publikacja naukowa na ten temat. Jej autorem jest ks. dr Stanisław Radoń, teolog i psychoterapeuta (absolwent Podyplomowego Studium Psychoterapii i Poradnictwa Psychologicznego na KUL-u). Ale już wcześniej polscy psychologowie i coache (sic!) postanowili zaszczepić termin mindfulness, bo tak brzmi oryginalny odpowiednik uważności, na grunt polski. Badacze tego zjawiska mówią nawet o „rewolucji uważności”. Rewolucji, bo tak naprawdę mamy do czynienia z całą falą ruchów związanych z ideami zwalniania tempa i przywracania naszym umysłom skupienia. Znamy slow food jako reakcję na przesyt fastfoodami. Slow city to z kolei idea powolniejszego życia w zakorkowanych miastach, których mieszkańcy wiecznie gdzieś pędzą. Oba „slowy” są częścią tzw. ruchu slow, zapoczątkowanego w latach 80. we Włoszech. Karierowicze biegający w garniturach zostali daleko w latach 90., bo odnoszących spektakularne sukcesy yuppies zastąpili zwolennicy ruchu downshifting. Dużo tego angielskiego, prawda? Keep calm! Downshifting to z kolei proces rezygnowania z części celów zawodowych, które są często nadliczbowe, po to, by zająć się po prostu życiem.

Przeżył się multitasking, bo przysłowiowi amerykańscy naukowcy nareszcie stwierdzili, że wykonywanie wielu zadań jednocześnie spowalnia efektywność. A o efektywność nam najbardziej chodzi. I tu wracamy do praktykowania uważności. Praktykowania – trochę to pobrzmiewa buddyzmem, prawda? Dobre skojarzenie, bo w ćwiczeniach uważności wykorzystywane są metody z systemów filozoficznych Dalekiego Wschodu, głównie medytację.

FOMO3Nowocześni rewolucjoniści

W naszym świecie każda rewolucja jest rewolucją informacji. A każda informacja musi zostać zmonetaryzowana. Czemu by nie? Tak powstała marka „Calm”, która sygnuje nową książkę poradnikową o tym samym tytule. Autorami publikacji, która właśnie weszła na polski rynek, są Michael Acton Smith i Alex Tew. Obaj już wcześniej zaistnieli jako przedsiębiorczy pionierzy, czerpiący z innowacyjnych rozwiązań. Prawdziwi biznesmeni XXI wieku. O Alexie Tew mogliście nawet słyszeć ponad dekadę temu, jeśli interesują Was nowe media. Pamiętacie projekt Million Dollar Homepage? W 2005 roku dwudziestojednoletni wówczas student z Wielkiej Brytanii wymyślił, jak dorobić do swojego kieszonkowego. Otworzył stronę internetową, na której sprzedawał reklamy. Nie byłoby w tym nic interesującego, gdyby nie to, że każda z reklam miała powierzchnię jednego piksela i kosztowała dokładnie jednego dolara. W ciągu stu trzydziestu ośmiu dni strona stała się światowym fenomenem, a o jednego z miliona pikseli zabiegały firmy takie jak Orange, Wal-Mart, czy Yahoo!. Oczywiście zwiększyły się też stawki. 

Ten genialny w swej prostocie pomysł to dziś część historii Internetu. A biznesmeni, starej czy nowej generacji, nie zasypują gruszek w popiele. Dlatego Alex Tew zajął się ideą uważności. A może sam odczuł skutki rozproszenia, patrząc na swoją upstrzoną mikro-reklamami stronę? Książka „Calm” to ciekawie ilustrowana publikacja, mająca na celu zainspirować nas w codziennym życiu, by uczynić je lepszym. Zuchwałe, powiedzą jedni, tego mi było trzeba, powiedzą drudzy. Wstrzymajmy osąd. Na książkę w większości wchodzą infografiki i kreatywnie pomyślane miejsca na notatki, a nawet... kolorowanki dla dorosłych. Na kartach „Calm” czytamy rady w stylu „Idź na spacer”, „Wyprowadź psa ze schroniska”. Parafrazując „Misia”, bardzo dobre rady, wuju. Właściwie to czemu by z nich nie skorzystać. Tylko że mnie, mieszkanki nieco mniejszej metropolii niż Warszawa, zastanawia, gdzie zabrnęła ludzkość, że trzeba nam przypominać o tak prostych czynnościach.

Być może jesteśmy tak „sfokusowani” na zdobywanie celów, które są przed nami, że abyśmy obudzili w sobie dziecko, naprawdę muszą nam podać kolorowankę i kredki. Może w tym szaleństwie jest metoda.

 

Zdjęcia: pixabay.com,

REKLAMA
REKLAMA