REKLAMA
Anywhere logo

Polskie książki ilustrowane

2016-05-14
...
Jak mówił prezes Klubu „Tęcza” do podopiecznych wyjeżdżających na Zachód, ważne, żeby plusy nie zasłoniły minusów. Dziś na poprzedni ustrój możemy spojrzeć na odwrót – nie wszystko było złe. A z dobrych stron PRL-u mamy do wyboru o wiele więcej niż komedie Barei i kawiarnianą retro-nostalgię.

 

Większość z nas zapewne słyszała o Polskiej Szkole Plakatu, Polskiej Szkole Filmowej czy wreszcie Polskiej Szkole Animacji. Obok nich ukuto też nazwę Polska Szkoła Ilustracji. Chodzi o ilustracje książkowe. Były to głównie książki dla dzieci, choć nie tylko. Ilustracjami w polskich książkach dla dzieci właśnie zachwycali się artyści zza granicy, którym dane było dotrzeć do odległego kraju za żelazną kurtyną. Ponoć Pablo Neruda wywiózł z Polski całą walizkę takich książeczek, a francuski malarz André Fougeron powiedział, że polskie dzieci muszą być bardzo szczęśliwe, mając takie książki.

Kiedyś

Początki Polskiej Szkoły Ilustracji datuje się na lata 50.-60. XX w. 

NCK– Początek tak zwanej Polskiej Szkoły Ilustracji utożsamiam z rozpoczęciem pracy akademickiej przez Jana Marcina Szancera w 1951 roku. To on zapoczątkował współpracę jeszcze studiujących, młodych grafików z wydawnictwami. – mówi dr Anita Wincencjusz-Patyna, historyk sztuki z ASP we Wrocławiu. – Cezur określających początek polskiej ilustracji jest kilka. Niektórzy za początek uważają lata 60. – dodaje.

Polska ilustracja miała się świetnie przez trzy (lub, jak kto woli, dwie) dekady PRL-u, aż do lat 80. Tworzyło ją całe pokolenie artystów: Bohdan Butenko, Adam Kilian, Zdzisław Witwicki, Janusz Stanny, Andrzej Strumiłło... można ich wymieniać bez końca. Każdy z nich wyznaczał własną ścieżkę rozwoju ilustracji, wielu z nich zdobywało nagrody na międzynarodowych konkursach – w Moskwie, Berlinie czy Bolonii. Ich prace pokazywane były na wystawach na całym świecie. 

Dlaczego tak się działo? W poprzednim systemie rynek książki miał się bardzo dobrze, nie było problemu z finansowaniem. A jeśli mieliśmy do czynienia z książką dla dzieci, która w żaden sposób nie mogła zagrażać ideologii „demokracji ludowej”, to właśnie ta gałąź wydawnicza mogła rozwijać się najswobodniej. Stąd rozkwit twórczości, która była szalenie różnorodna, jednak miała pewne cechy wspólne. To przede wszystkim dowcip, często oparty na ironii, dzięki czemu książka zyskuje inne odczytanie przez najmłodszych, inne przez ich rodziców. To również liryzm i niesamowity dobór kolorów, jak w przypadku współczesnej ilustratorki, Iwony Chmielewskiej.

Dzisiaj

Dawne książki ilustrowane są dziś nie tylko rarytasem dla antykwariuszy czy szczęściem dzieci, których rodziny kolekcjonują stare książki. Są też obecne w najnowszych polskich dziełach dla najmłodszych, bo ilustratorzy młodego pokolenia czerpią garściami ze wspaniałej tradycji swoich poprzedników. Powrót do tradycji widać na przykład w wydanym 2007 roku przez wydawnictwo „Wytwórnia” tomie „Tuwim. Wiersze dla dzieci” z ilustracjami siedmiu początkujących artystek. Książka doczekała się wielu międzynarodowych nagród, w tym w prestiżowych konkursach w Bolonii i Bratysławie.

W tym roku dzieła i starszego, i młodszego pokolenia polskich ilustratorów pokazane zostaną szerszej publiczności na Łowie i w Estonii w ramach projektu Look! Polish Picturebook!, organizowanym przez Nadbałtyckie Centrum Kultury w Gdańsku. Od 22 kwietnia do 22 maja polskie książki ilustrowane prezentowane będą w Rydze, a przez cały listopad w Tallinie. Wystawom towarzyszyć będą warsztaty z artystami, wykłady, dyskusje i spotkania. I tak jak przez ostatnie pół wieku, polska książka z obrazkami zachwycać będzie dzieci i dorosłych spoza Polski.

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA