REKLAMA
Anywhere logo

Polak pod czarnym żaglem

2016-06-01
...
Michał Polak swoje pływanie zaczynał od łódek, ale szybko stwierdził, że deska z żaglem jest fajniejsza. Dziś staje zatem w szranki z najlepszymi na deskach BIC, ale najbardziej pociąga go slalom, dyscyplina dla prawdziwych twardzieli. Aha, byłbym zapomniał – Michał ma 14 lat.

 

Nie wiem, skąd to się bierze, ale jeśli miałbym wymienić charakterystyczne cechy moich bliższych i dalszych znajomych, którzy parają się sportami wodnymi, powiedziałbym: opalenizna i uśmiech. Opalenizna – wiadomo: woda, wiatr, słońce. Uśmiech – być może to kwestia adrenaliny, może poczucia wolności na wodzie?michal_polak Nigdy się jednak nie zastanawiałem, jak to wygląda w przypadku nastolatków. Ale teraz siedzi przede mną Michał Polak, który w sierpniu kończy 14 lat. Mówi się o nim, że będzie następcą najlepszych polskich żeglarzy. Poza opalenizną i uśmiechem Michał ma już też wyniki.

Kto by pomyślał, że wszystko się tak potoczy, kiedy w 2009 roku koledzy namówili siedmioletniego Michała, żeby przyszedł do Gdańskiego Klubu Żeglarskiego spróbować sił na łódkach. Mama też pływała, więc ciągnęło go do wody. Michał również zaczął zatem pływać, ale po ponad roku jeden z trenerów wciągnął go na deskę. 

– Spodobało mi się i stwierdziłem, że to lepsze – mówi dzisiaj. – Deska jest ciekawsza. Na łódce się siedzi i nic nie robi. Na desce trzeba się utrzymać, uważać, żeby nie wpaść do wody, pompować, żeby płynąć szybciej. Ale jest ciężej – dodaje.

Od tego czasu Michał zaczął żyć wyłącznie deską. Inne gry go nie kręciły. Na komputerze ostatni raz grał jakieś trzy miesiące temu i nie tęskni. Choć koledzy grają w tenisa i koszykówkę, on został przy desce. W klubie pływa na BIC-u, i to skutecznie – pomimo młodego wieku od kilku lat jest w absolutnej krajowej czołówce w kategorii poniżej 15 lat i liczy się w Europie. Ale najbardziej ciągnie go do slalomu. W tym jeszcze wszystko przed nim. Już teraz jest jednym z najlepszych zawodników w swojej kategorii wiekowej na kontynencie. W Polsce jest zaś jedyny – najmłodszy poza Michałem zawodnik w kraju w ma 20 lat.

 – Slalom jest potwornie fizycznym sportem – tłumaczy Jakub Polak, ojciec Michała. – Windsurfing jest w większości dla ludzi niższych i lżejszych, oprócz slalomu właśnie, który jest typowo fizycznym sportem – mówi. Michał musi zatem trenować. Dlatego właśnie na co dzień pływa na BIC-u, za czym – jak sam mówi – nie przepada. Dzięki temu jednak cztery razy w tygodniu odbywa treningi w klubie.

Każdy rok to dla Michała ponad 200 dni treningowych. Minimum 600 godzin. Prawie po dwie godziny dziennie. Ale on nie ma dość.

michal_polak2– Michał już teraz o niczym innym nie mówi, jak tylko o tym, że w przyszłym roku na miesiąc lub półtora pojedzie na trening na Teneryfę – mówi Jakub Polak. 

Teneryfa? Pływanie? Szczęściarz, chciałoby się powiedzieć, i niewątpliwie byłaby to prawda. Ale jeżdżenie po świecie, żeby pływać, to nie fanaberia. W Polsce w lecie w ogóle nie wieje na slalom. Większość zawodników na stałe mieszka na południu Francji, na Kanarach, na Karaibach. Żeby ćwiczyć muszą mieć warunki. Jeśli Michał chce uczyć się od nich i z nimi rywalizować, musi latać. Szkolni koledzy Michała oglądają jego zdjęcia i czytają relacje z wyjazdów na Facebooku. 

– Zazdroszczą? – pytam.

– Rzadko jestem w szkole, to dlatego – mówi Michał. – Chodzę do autonomicznego gimnazjum w Gdańsku. Nauczyciele mi bardzo pomagają i nie robią problemów z tym, że mnie nie ma. Dają mi materiały i pozwalają zaliczać przedmioty – relacjonuje. 

Szkoła, do której chodzi Michał, jest zinformatyzowana. Jeśli wyjeżdża gdzieś z ojcem, to nauczyciele każdego dnia przesyłają mu komplet materiałów do nauki. Michał musi to wszystko zrobić po treningu. Ćwicząc na jakiejś rajskiej wyspie, młody zawodnik musi więc codziennie po kilka godzin poślęczeć nad książkami. Nie ma wiele wolnego czasu. 

– Te wyjazdy to nie wakacje – wtóruje Michałowi ojciec. – Na Teneryfie pierwszy raz widziałem, jak po treningach Michał ledwie chodził.

– Dziennie przepływałem ponad 120 kilometrów – dodaje Michał. – Praktycznie codziennie tam wiało, więc na wodzie spędzałem po 4-5 godzin. I to przy mocnym wietrze.

Kiedy pytam go jakie ma plany na 2016 rok, mówi, że chce zająć jak najlepsze miejsce na Mistrzostwach Polski w lipcu. Będzie startował dwa razy. Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży ma kategorię do 17 lat. W BIC-u są dwie klasy: 6,8 i 7,8 m. W pierwszej startują zawodnicy poniżej 15 lat, w drugiej – wszyscy. Michał celuje w pierwszą trójkę.

– Zejście poniżej podium w Mistrzostwach do lat 15 to będzie obciach – mówi. W Mistrzostwach Europy z kolei Michał miał bić się o pierwszą 10-tkę. W tym roku po raz ostatni startuje w kategorii 6,8. W przyszłym przeskoczy do wyższej, ale wie, że na początku ciężko mu będzie nawiązać równorzędną walkę z rywalami.

– Startują tam szesnastolatkowie, którzy mają po dwa metry wzrostu – uśmiecha się.

– Faktycznie, jest problem z wagą i wzrostemdodaje tata Michała. – W BIC-u nie, podobnie jak w klasie RS:X. Miarczyński czy Myszka są szczupli, wysocy, świetni fizycznie, ale nie są potężni. W slalomie nie ma zawodnika, który wyglądałby jak Miarczyński. 

– Nie wszyscy są bardzo wysocy, bo Maciej Rutkowski jest niewysoki – mówi Michał.

– Ma 182 centymetry. Czyli niewysoki według ich standardów – Jakub wzrusza ramionami.

– Ale w barach jest taaaki!

michal_polak3Slalom to dyscyplina, w której praktycznie nie ma zasad. Kiedyś były, ale rozpatrywanie protestów paraliżowało zawody. Teraz to zatem wolna amerykanka na wodzie, na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”. Stąd tyle emocji. Zawodnicy to faceci po sto kilo. Michałowi do nich jeszcze sporo brakuje. Kiedy wbija się w siebie z prędkością siedemdziesięciu na godzinę dwóch takich wielkich zawodników, to jakby zderzyły się dwa samochody. Bywa, że z desek zostają wióry. Michał wie, że nie może się jeszcze pchać do tego kotła. Ma na to jeszcze czas. 

– Slalom jest dyscypliną, w której masa i siła są potrzebne, ale Michał jest jeszcze za młody na siłownię z ciężarami. Ani nikt go na nią nie wpuści, ani ja się na to nie zgodzę – mówi stanowczo Jakub Polak.

Kiedy pytam Michała, co dała mu jego kilkuletnia już przygoda ze sportem, odpowiada bez zastanowienia, że sprawność fizyczną, zdrowie (bo pływając w lutym przy minus piętnastu można się zahartować), wielu nowych znajomych, umiejętność posługiwania się językiem obcym (angielski, ale uczy się też hiszpańskiego). Ale nie wymienia samodzielności, a przecież widzę, że w tej dziedzinie jest daleko w przodzie w porównaniu do swoich rówieśników.

– Nie zawsze mogę z nim jechać na wyjazdy – mówi Jakub. – Baliśmy się Michała puścić samego na Teneryfę...

– Na Bonaire też się baliście – dodaje Michał. 

– Ale na Bonaire jechałeś przynajmniej z Polakiem, do Polaka i nie jechałeś tam wyczynowo – odpowiada ojciec. – Dzwoniłem do niego, pytałem: „Michał, co robisz?”. „Cziluję na kanapie”. 

– Pojechałem tam na freestyle, ale nie wiało na freestyle. Na slalomie mógłbym tam pływać ze dwa miesiące. 

– Michał coraz częściej jeździ sam, choć nie ma jeszcze czternastu lat, więc nawet żaden samolot go nie zabierze. Jeżdżę z nim na tyle, na ile mogę, ale czasem po prostu się nie da, więc nie jedziemy. A czasem Michał jedzie z kolegami.

Do tego czternastolatek doskonale potrafi zadbać o własne interesy. Pływanie to nie jest najtańsze hobby na świecie. Sprzęt kosztuje, ale Michał albo twardo negocjuje ceny, albo zdobywa pieniądze sam. I żegluje pod czarnymi żaglami.

– Po pierwsze, bardzo fajnie wyglądają – tłumaczy. Po drugie, dogadywałem się na Teneryfie z właścicielem firmy Point na niższe ceny. 

– To droga dyscyplina – wtóruje Michałowi ojciec. – W Niemczech czy Francji są sponsorzy, którzy finansują sprzęt. W przypadku Michała jest tak, że firmy mają elastyczne ceny i mogą udzielać dużych rabatów. Jeżeli chodzi o żagle marki Point, to czterech zawodników z pierwszej dziesiątki PWA, czyli absolutnej elity, pływa na takich, jakie ma teraz Michał.

Ale kontakt, umowę i możliwość reprezentowania firmy Michał załatwił sobie sam. Ojciec wspomina, że towarzyszył mu w zaledwie jednym spotkaniu, i to w charakterze opiekuna, bo odbywało się późnym wieczorem, przy kolacji. I tak do Michała trafił nowy sprzęt – dogadał się, więc zapłacił mniej.

– Wszystko to zawdzięcza sobie – chwali ojciec. – Ja się do tego nie przyłożyłem.

– Będę teraz speedował na nowej desce i cisnął! 

Jak powiedział, tak zrobił. Niedługo po naszej rozmowie podczas Mistrzostw Europy w slalomie w kategorii U15 Open Michał Polak zajął 3. miejsce, korzystając z żagli Point7 i desek firmy RRD. Na swoim fanpejdżu na Facebooku napisał, że musi się jeszcze dużo nauczyć i... urosnąć.

 

fot.: Izabela Guga-Marek

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA