REKLAMA
Anywhere logo

Leszek Herman: Szczecin jest fascynujący

2016-06-20
...

Leszek Herman to prawdziwy piewca Pomorza Zachodniego. Jest architektem, który swoją fascynację zawodową przelał na karty powieści sensacyjnej. Tak powstało „Sedinum”, które odniosło duży sukces w całej Polsce. Samego autora przyrównywano do Dana Browna.

 

Jakie uczucia towarzyszyły panu jako debiutującemu pisarzowi, kiedy trzy lata temu przystępował pan do pisania „Sedinum”?

Nie czułem się pisarzem i właściwie nie czuję się nim nadal. Na początku „Sedinum” miało być stroną internetową poświęconą zabytkom Szczecina. W pewnym momencie ten projekt przeistoczył się w powieść. Zacząłem pisać i sprawiało mi to frajdę – tworzenie bohaterów, kostiumy. Od początku jednak nie była to twórczość, którą traktowałem poważnie. Dopiero w trakcie zacząłem interesować się samym procesem pisania. Szukałem w Internecie informacji na temat tego, jak wydawani, albo raczej jak niewydawani są debiutanci. Część pisarzy, nawet tych popularnych, swoją pierwszą książkę musiało wydać własnym sumptem. Moją książką akurat zainteresowały się dwa wydawnictwa. Można powiedzieć, że miałem dużo szczęścia.

Książkę wydało ogólnopolskie wydawnictwo MUZA SA, to znaczy, że miał pan zakusy na coś więcej niż tylko lokalne wydarzenie.

Tak. Kiedy miałem gotową książkę, zapisałem sobie mnóstwo adresów wydawnictw i wysłałem ją do dziesięciu. MUZA odezwała się z propozycją wydania. To, że duże, warszawskie wydawnictwo zainteresowało się książką o tematyce lokalnej, było dla mnie dużym wyróżnieniem.

leszekhermanJest pan architektem. Pisząc, jednocześnie pracował pan zawodowo. Dużo musiał pan poświęcić?

Przede wszystkim dużo czasu. Oba zawody mają tę samą strukturę pracy. Architekt to wolny zawód. To praca, której nie kończy się o 15:00, zabiera się ją do domu. Pracuje się, aż skończy się projekt. Z pisaniem jest tak samo. Przez dłuższy czas traktowałem je jako odskocznię, rozrywkę, która równoważyła mi moją pracę zawodową.

Udało się panu zachować kontakt z rzeczywistością?

Utrzymuję się dzięki moim zdolnościom poznawczym. Natomiast podczas pisania pomogli mi znajomi, na których testowałem bohaterów. Konsultowałem się w zakresie słownictwa, jakim się posługują. Co ciekawe, radzili mi to samo, co wyczytałem na blogach pisarskich. Na przykład żeby unikać modnych słówek, bo te bardzo szybko ulatują i już w następnym roku książka może wydać się anachroniczna.

Czytał pan blogi pisarskie, to znaczy szukał pan klucza, jak to zrobić?

Tak, czytałem wypowiedzi pisarzy, wywiady, ale też poradniki. Wpadło mi w ręce kilka książek o tym, jak napisać książkę i okazały się one przydatne. W jednej z nich autor operował przykładami wielkich pisarzy, np. Stephena Kinga, i znalazły się tam bardzo techniczne, konkretne porady – kiedy przerywać wątek, jak kończyć. Przemawiało to do mnie, bo jestem inżynierem.

Szczecin to najlepsze miasto na świecie?

Oczywiście, że nie. Wiadomo, że ja kocham to miasto. Jako architekt widzę w nim ogromny potencjał, ale wiele rzeczy mogłoby być w nim lepsze. Ma naprawdę fascynującą historię. Leży na styku ścierających się kultur i nacji – Szwedów, Niemców, Polaków. Historia Szczecina jest unikatowa w skali całej Europy, nie tylko Polski. Kiedy pracowałem przy konserwacji zabytków, zawsze fascynowały mnie historie tutejszych zamków, które należały do znanych rodów. Te rody żyły tu od czasów wspólnot plemiennych. To były rodziny, które posiadały zamek od epoki średniowiecza. Obok nich przez stulecia przewalały się różne wojska, a oni trwali. Dopiero, gdy Polacy osiedlili się tu na dobre, musieli się wynosić.

Kiedy zaczęła się pańska fascynacja historią Szczecina?

Pod koniec studiów. Robiłem projekt dyplomowy renowacji pałacu w Przelewicach. Patronował temu nieżyjący już profesor Stanisław Latour, duża postać w świecie architektury. Po studiach sam zacząłem pracować przy konserwacji zabytków. Tutaj siłą rzeczy poznaje się historię każdego budynku, przy którym się pracuje.

leszekherman2Co w architekturze Szczecina jest do zmiany?

Na takie pytanie od razu nasuwają mi się bardzo specjalistyczne odpowiedzi, a nie o to chyba chodzi. Ogólnie Szczecin ma bardzo unikalną kompozycję z racji tego, że pod koniec XIX w. runęły mury miejskie i dopiero od tego czasu mógł się rozwijać – wcześniej był twierdzą. Gdy wreszcie rozlał się na zewnątrz, nie rozwijał się sam z siebie, tylko był efektem pracy wielu umysłów. To tak jak dzisiaj, gdzie rozrysowuje się wielkie plany urbanistyczne. Wszystkie XIX-wieczne dzielnice Szczecina były doskonale przemyślane. Po wojnie wiele z tych rzeczy zostało zrujnowanych. W miejscach, gdzie były zamknięcia osiowe, postawiono bloki, które w dodatku teraz są pomalowane na różowo i żółto. Koszmar. Tu jest dużo miejsca do zmian. Można odtworzyć dawną urbanistykę. Na pewno dobrym znakiem jest to, że Szczecin wraca nad wodę. Realizuje się plany dzielnic nad Odrą, całego waterfrontu. To napawa optymizmem.

Jak w Szczecinie żyje się młodym ludziom?

Wcześniej dało się odczuć marazm, ale od jakiegoś czasu się to zmienia. Jaskółkami tych zmian są głośne realizacje, które zyskują międzynarodową sławę – filharmonia, Muzeum Przełomów czy wspomniane bulwary nad Odrą. To wszystko pokazuje, że wytwarza się jakiś ferment w mieście. Jeszcze kilka lat temu, gdy wyjeżdżałem ze Szczecina do Poznania czy Wrocławia, czułem w powietrzu, że tam jest jakaś inna atmosfera. Jest energia, ludzie inaczej żyją. U nas tego nie było, ale teraz zaczyna się tworzyć to samo. Miasto zyskuje nowe życie dzięki projektom architektonicznym, jak nowa filharmonia właśnie, ale też dzięki wielkim, międzynarodowym imprezom typu Tall Ships Races. Szczecin jest unikatowym miejscem, bo wielkie żaglowce mogą wpływać praktycznie do centrum miasta. To robi ogromne wrażenie.

Jest pan żywą reklamą miasta. Spotkał się pan z tym, że czytelnicy deklarowali, że po przeczytaniu „Sedinum” odwiedzą Szczecin?

To może się pochwalę. Mamy w Szczecinie organizację Szczecin Business Awards, która nadaje nagrody lokalnym firmom i wyrazistym osobowościom w naszym regionie. Ostatnio dowiedziałem się, że przyznała mi tytuł „Osobowości Roku” za promocję regionu.

leszekherman3Następna książka jest już w produkcji?

Tak. Wydawnictwo już się powoli dopomina. Ma ona wyjść przed Gwiazdką, więc muszę ją skończyć na przełomie czerwca i lipca. 3/4 jest już napisane, więc jeśli nie zdarzy się nic po drodze, dotrzymam tego terminu.

Musi być pan bardzo zorganizowany.

W pracy owszem, jestem zorganizowany. Przy prowadzeniu firmy architektonicznej, w pracy z klientem, czas jest najważniejszy. Trzeba pilnować terminów składania przeróżnych papierów do urzędów. Kiedy kilka takich elementów się nałoży, bycie zorganizowanym staje się wymogiem podstawowym. Podobnie jest z pisaniem – najpierw jest research, potem konstruuje się strukturę książki... Pewnie pani jako humanistka słucha tego z przerażeniem.

Raczej z podziwem.

(śmiech) Zawsze wydawało mi się, że humanista inaczej podchodzi do pisania. Ja podchodzę bardzo technicznie. Określam jej obszerność, obmyślam początek, rozwinięcie i zakończenie. Robię tak, bo zapadła mi w pamięć teoria mojego wykładowcy od rzeźby. Twierdził, że wszystkie rodzaje sztuk mają tę samą konstrukcję – początek, rozwinięcie i zakończenie. Tak samo można patrzeć na obraz, na rzeźbę, i tak samo na literaturę. Najpierw tworzy się ogólny szkielet, a potem wypełnia się go treścią.

Dzięki temu ma pan szansę ukończyć książkę pomimo jej dużych rozmiarów.

Polemizowano już ze mną na ten temat. Niektórzy piszą tak, jakby wypływali na morze – siadają i gdzie dopłyną, tam dopłyną. Pisanie to dla nich otwarta przestrzeń. Tak też można pisać, ale chyba nie w tym gatunku. Powieść sensacyjna nie może być przegadana, musi mieć przede wszystkim konstrukcję.

O czym będzie ta kolejna książka sensacyjna?

Już w mniejszym stopniu o Szczecinie, ale nadal o Pomorzu. O historii Gryfitów. Pomyślałem kiedyś, że stworzę trylogię pomorską. To będzie druga część.

 

fot.: Edyta Bartkiewicz

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA