REKLAMA
Anywhere logo

Koło czy kwadrat

2016-08-08
...
Projektowanie wnętrz to nie kwestia ustawienia kwiatków na parapetach, ale skomplikowana i żmudna praca, w której trzeba uwzględnić mnóstwo zmiennych, by dostarczyć klientowi jak najbardziej dopasowany do jego potrzeb projekt. O procesie projektowym oraz pożądanych i niepożądanych emocjach mu towarzyszących opowiada Marta Sulkowska, architekt wnętrz.

 

Wydawałoby się, że projektantowi empatia może pomagać – umiejętność wejścia w buty klienta, odczuwanie tego, co on może odczuwać, jest w tej pracy ważna, czy może wręcz przeciwnie?

Urządzaniu własnego mieszkania zawsze towarzyszą emocje, w końcu chodzi o miejsce, w którym mamy zamiar spędzić kawałek życia. My musimy te emocje zrozumieć, ale nie możemy dać się im bez reszty ponieść. Profesjonalizm polega przede wszystkim na zrozumieniu potrzeb. Naszym głównym zadaniem jest wejście w buty klienta od strony funkcjonalnej. Są pewne wytyczne, których zarówno klient, jak i architekt, muszą się trzymać. mood salon martaPomimo tego, że zleceniodawca ma jakieś potrzeby to poza pewne granice nie da się wyjść – ograniczenia techniczne i zasady ergonomii mają znaczenie nadrzędne. Poza tym klientowi łatwiej jest te potrzeby wyartykułować. Zawsze stawiamy pytania o to, jak dużo osób w domu gotuje, ile czasu spędzacie w kuchni i tak dalej. To pytania dla nas ważne, bo dostarczają dane, które łatwo jest przełożyć na projekt. Dużo trudniej jest wejść w buty klienta, jeśli chodzi o estetykę.

Musisz próbować to zrobić czy lepiej kierować się prostymi wytycznymi podanymi przez klienta – np. lubię biel, prostotę, klimat skandynawski – i to wystarczy?

Klienci często mają problem z opisaniem swoich preferencji. Niektórzy dają proste wytyczne: „ma być skandynawsko” albo „lubię bardziej loftowo”. Mamy już na czym pracować. Bywa jednak, że klient nie do końca wie, w jakim kierunku pójść. Opracowanie takiego projektu to długi proces pracy z klientem.

Wydaje mi się, że żeby wyartykułować takie potrzeby estetyczne, trzeba mieć jakąś wiedzę na ten temat, interesować się trendami, designem, a przecież nie każdy musi to śledzić. Jak zatem klient powinien się przygotować do pierwszej rozmowy z architektem, który ma mu zaprojektować kuchnię lub całe mieszkanie?

Do pierwszej rozmowy absolutnie nie musi być w żaden sposób przygotowany. Natomiast potem zaczyna się proces badania oczekiwań klienta. Przy drugim spotkaniu z nami klient dostaje do wypełnienia ankietę. Padają w niej konkretne pytania, zarówno o funkcje, jak i o gusta. Czasami są dość pokrętne. Moim ulubionym pytaniem, które przynosi mi ważną informację o preferencjach estetycznych klienta, jest: „Wolisz koło czy kwadrat?”. Ludzie z reguły odpowiadają dość pewnie, nie wiedząc, że w prosty sposób określają formy, którymi lubią się otaczać. Kwadrat jest określony i konkretny – ma kąty, koło natomiast jest ,,niedopowiedziane”. Niby takie nic, banał, ale przeważnie ci, którzy mówią kwadrat, otrzymują w efekcie nieco bardziej nowoczesny w wyrazie projekt. Koło pasuje tym, którzy wolą styl klasyczny albo glamour.

Ankieta jest wypełniana przez każdego użytkownika osobno. Co się dzieje w przypadku, kiedy przychodzi do ciebie małżeństwo i każde z małżonków wybiera inne odpowiedzi?

Proces projektowania nowego mieszkania generuje niekiedy małe spięcia między małżonkami. Zawsze przedstawiamy klientom dwie opcje – jedna jest bardziej pod panią, druga pod pana. Jedna z nich też bardziej przekonuje nas. Wtedy rozmawiamy. Konkretne argumenty, szczególnie argumenty dotyczące funkcjonalności, trafiają do ludzi. Bardzo często jest też tak, że pary dzielą się pomieszczeniami, na zasadzie ,,ty wymyślasz łazienkę, a ja kuchnię’’. Takie podejście nieco ułatwia sprawę, choć nie ukrywam, że czasem przemycamy jakieś kompromisowe rozwiązania.

moodboard salon kuchnia skandi kopiaWeszliśmy na temat emocji towarzyszących procesowi projektowania. Zadaniem projektanta jest przebić się przez emocje klientów i dotrzeć do ich rozsądku. W jaki sposób się to odbywa? Właśnie przez to odwołanie się do suchych faktów?

Wydaje mi się, że to najlepsza metoda. Zawsze należy wracać do rzeczy, które są w jakiś sposób policzalne. Jeżeli mówimy o funkcjonalności, jest łatwiej. „Tak nie zrobimy, bo będziesz uderzać drzwiami o szafkę” – taki argument siłą rzeczy trafia, bo po prostu nie ma innej możliwości. Jeśli natomiast chodzi choćby o kolory, to niestety czasami zdarza się tak, że klienci upierają się przy jakimś, po czym po pomalowaniu stwierdzają, że to był zły pomysł i wracamy do koloru, o którym rozmawialiśmy wcześniej. To skrajny i nieco przerysowany przykład, ale mogę go potraktować jako dowód no to, że czasami trzeba stanąć z boku. Kiedy w grę wchodzą emocje, należy wracać do podstaw, założeń i uzgodnień, do tego, jakie mamy wytyczne i jakie zasady sprawiają, że dane wnętrze spełnia swoją funkcję.

Gdybym jednak wybierał się po raz pierwszy do architekta, który ma mi zaprojektować kuchnię, to chciałbym się do tej wizyty przygotować. Na tym etapie moje emocje pomogłyby mi zapewne w określeniu moich podstawowych wymogów w stosunku do tego wnętrza. Stłumienie emocji na samym początku procesu może nie być najlepszym pomysłem.

Warto, żeby klient zadał sobie wtedy dwa pytania. Po pierwsze: „W jakiej kuchni czuję się dobrze?”. Może wtedy sięgnąć do wspomnień z dzieciństwa, może przypomni mu się kuchnia babci, w której się dobrze czuł, a w której były ciepłe kolory i małe okrągłe uchwyty. Fajnie by było, gdyby klient specjalnie się nad tym nie zastanawiał, ale postarał się to po prostu poczuć. Drugim zadaniem byłoby określenie potrzeb funkcjonalnych – czy potrzeba dużo blatów roboczych, czy sprzęty ustawione w konkretny sposób będą dawały komfort... Tu znów trzeba odnieść się do tego, co jest dane, do wiedzy, którą już posiadamy – do naszej aktualnej kuchni. Czy jest wygodna? Co nam przeszkadza, a czego brakuje?

Kiedy już klient określi to wszystko, kiedy wypełni ankietę – jak wygląda dalszy ciąg tego procesu?

W dalszym etapie skupiamy się na określeniu jego preferencji. My stosujemy zdjęcia. Mamy bazę fotografii, którą cały czas uaktualniamy, bo trendy się zmieniają. Zdjęcia przedstawiają pomieszczenia zaprojektowane w różnych stylach. Wysyłamy to klientowi. Niektórzy odsyłają nam zdjęcia z komentarzami, inni zaś tylko wybierają te, które im się podobają, i te, które im się kategorycznie nie podobają. To też zawęża nam paletę rozwiązań, szczególnie od strony estetycznej. Jako projektant pracuję wyobraźnią – muszę wizualizować sobie pewne rzeczy. Zdjęcia w tym pomagają. Z reguły wybrane przez klientów fotografie pasują do projektu końcowego. salon martaKolejnym etapem są tak zwane moodboardy, czyli plansze nastroju. Przedstawiamy klientom różne plansze przedstawiające choćby konkretne meble, które mogłyby się w danym pomieszczeniu pojawić, różne rozwiązania estetyczne. Chodzi w tym po prostu o pokazanie odpowiedniego nastroju. To chyba najważniejszy etap w badaniu oczekiwań klienta. Kiedy wybierze on już moodboard i rzut pomieszczenia, to w zasadzie mamy pełne założenia i możemy przystępować do tworzenia wizualizacji. Tutaj wolimy już nie wprowadzać większych zmian, bo to proces bardzo czasochłonny. Często mały detal powoduje, że trzeba zmieniać wszystko. Dlatego bardzo nam zależy na tym, żeby przed wykonaniem wizualizacji sprecyzować oczekiwania. Kiedyś nie przywiązywałyśmy aż takiej uwagi do procesu badania oczekiwań klienta, co skutkowało chaosem w wizualizacjach. Teraz, przez to, że ten etap jest dość rozbudowany, mamy więcej konkretów i projekt nie wymaga tylu poprawek. Dodam jeszcze, że wykonanie projektu dzieli się na trzy fazy. Klient nie musi się na nie decydować. Pierwsza faza, koncepcyjna, kończy się właśnie w tym miejscu – klient zostaje z wizualizacjami i rzutami, dalej radzi sobie sam. Druga faza to projekt wykonawczy, czyli wszystkie rysunki branżowe. Klient otrzymuje rysunki techniczne. Wykonawcy jest wtedy łatwiej, bo ma do dyspozycji komplet dokumentacji. Trzecia faza, do której dochodzi coraz częściej, to realizacja projektu. Czasami jest to sam nadzór – sprawdzanie, czy prace na budowie wykonywane są zgodnie z projektem. Coraz częściej jednak, jako zastępca inwestora, zajmujemy się dodatkowo managementem: organizujemy zamówienia, zakupy, kontrolujemy koszty.

Czy przy projekcie kuchni trzeba uwzględniać inne materiały niż w przypadku innych pomieszczeń?

Niektórzy chcą, by blaty były odporne na temperaturę na tyle, by można było postawić na nich gorące naczynia. Trzeba też uwzględnić to, żeby były to materiały łatwo zmywalne. Osobiście staram się unikać na przykład matowych czarnych powierzchni na wysłonie ścian, bo bardzo widać na nich brud, ale też bieli, szczególnie w kuchniach, w których faktycznie gotuje się bardzo często, więc jest dużo tłuszczu i pary. Takie powierzchnie niestety wymagają częstego czyszczenia, a mało kto ma na to ochotę. Dlatego należy pamiętać, że nie zawsze to, co widzimy na zdjęciach w katalogu, sprawdzi się w praktyce. Wszystkie meble kuchenne powinny spełniać określone warunki techniczne. Niemniej jednak warto skorzystać z usług sprawdzonych producentów, żeby zapewnić najwyższą jakość materiałów i uniknąć problemów podczas użytkowania. Warto także pamiętać, że na kuchni nie należy przesadnie oszczędzać, bardzo trudno ją tak po prostu wymienić. Jeżeli brakuje nam środków, lepiej kupić tańszą lampę czy fotel, ponieważ mobilne elementy łatwiej zastąpić innymi. Decydując się na zabudowę kuchenną, trzeba mieć także na uwadze jej ponadczasowość. Oczywiście uleganie modom nie jest niczym złym, ale należy robić to ostrożnie, pamiętając, że dana przestrzeń projektowana jest na wiele, a nie tylko jeden sezonów. Z tych wszystkich powodów przy projektowaniu kuchni najlepiej poradzić się specjalisty.

 

REKLAMA