REKLAMA
Anywhere logo

Paris Combo: W Paryżu może zdarzyć się wszystko

2016-07-01
...

Jeden z najpopularniejszych zespołów z Francji reprezentujących francuską chanson z amerykańskim swingiem będzie gwiazdą tegorocznego Ladies Jazz Festival. Przed koncertem, który odbędzie się 8 lipca w Gdyni, porozmawiałam z Belle du Berry i Davidem Lewisem z Paris Combo.

 

8 lipca zagracie w Gdyni. Jesteście tym podekscytowani?

Belle du Berry: Bardzo! Mieliśmy już okazję grać w Polsce, ale jeszcze nigdy na tutejszym festiwalu. Bardzo się na to cieszymy, bo festiwal to zawsze szansa na usłyszenie i poznanie innych zespołów. 

Paris-ComboStyl waszej grupy jest bez wątpienia eklektyczny. Impreza nazywa się Ladies Jazz Festival. Czy czujecie się częścią sceny jazzowej?

Belle du Berry: To zależy, w którym kraju. Na przykład w Stanach również gramy na festiwalach jazzowych, jak ostatnio w San Francisco. Ale we Francji nie jesteśmy uważani za grupę jazzową. 

Dzisiejszy jazz zdaje się być czymś więcej niż tym klasycznym, amerykańskim. Gatunek jest rozmyty i muzycy tacy jak wy tworzą ten fenomen. Jak doszliście do takiej mieszanki francuskiej piosenki i jazzu?

Belle du Berry: Początki naszej grupy to Potzi – gitarzysta, François – perkusista, i ja. Graliśmy covery z lat 30. Ja pochodzę ze sceny punkowej z późnych lat 80. Kiedy odkryłam akustyczny dźwięk swingu, zakochałam się w nim. Potem z chłopakami zdecydowaliśmy się pójść dalej i stworzyć własną muzykę. Doszedł do nas David Fewis jako pianista, doszedł basista. Zaczęliśmy pracować nad własnym dźwiękiem i wkrótce udało nam się stworzyć coś charakterystycznego. I tak robimy to już od 20 lat!

Jak czujesz się jako jedyna kobieta w zespole?

Belle du Berry: (śpiewa) I feel good! And I feel like a natural woman (śmiech). Czuję się bardzo dobrze.

I to wszystko? Z okazji Ladies Jazz Festival zawsze rozmawiamy o kobietach w jazzie. Czy w ogóle w ten sposób rozpatrujesz muzykę?

Belle du Berry: Tak. Kiedy odkrywałam dźwięki lat 30., byłam pod ogromnym wrażeniem piosenkarek tamtych czasów. Fréhel, Damia, Marie Dubois, Josephine Baker. Wszystkie one miały niezwykle silne osobowości, bo nie było łatwo być muzykiem. Muzykiem w ogóle, a co dopiero kobietą-muzykiem. Muzyka, niestety, nadal jest troszkę światem mężczyzn. Ja na szczęście nie mam problemów z moimi chłopakami w zespole (śmiech).

I nie zamieniłabyś ich na instrumentalistki?

Belle du Berry: Nie chcę żadnych zmian, tak jest dobrze. Na początku mieliśmy basistkę, więc nie byłam sama.

Wasz zespół jest demokratyczny, czy może jesteś szefową?

Belle du Berry: Nie szefową, no, może w pewnym sensie (śmiech). Zespoły zazwyczaj mają liderów, to naturalne. Bardzo trudno być kolektywem. David Lewis i ja napędzamy to wszystko, ale nadal wszyscy jesteśmy grupą.

PARIS-COMBO1David, pochodzisz z Australii. Możesz opowiedzieć o swoim doświadczeniu imigranta we Francji?

David Lewis: Najwspanialsze w Paryżu jest to, że przyjeżdża tu dużo ludzi z całego świata. Kiedy jesteś muzykiem w Paryżu, poznajesz nie tylko Francuzów, ale też Amerykanów, Argentyńczyków, Afrykanów, Polaków – ludzi zewsząd. To miasto naprawdę jest mekką dla artystów. Zawsze interesowałem się tradycją muzyczną Francji, o której opowiadała Belle, ale miałem też własne doświadczenia. Tak naprawdę w Paryżu może zdarzyć się wszystko. 

A czy przywiozłeś ze sobą swoje australijskie muzyczne inspiracje?

David Lewis: Oczywiście przeszedłem własną muzyczną drogę, od muzyki klasycznej po jazz i pop. Ale myślę, że najważniejsze, to być otwartym. Kiedy przyjechałem do Paryża, byłem otwarty na wszystkie możliwości. 

Myślisz, że muzyka śpiewana w języku francuskim trafia dziś do ludzi, którzy nie znają tego języka?

David Lewis: Myślę, że scena piosenki francuskiej jest dość mocna. To prawda, że w dzisiejszych czasach na muzykę we Francji wpływa muzyka anglojęzyczna, ale francuski jest nadal bardzo silny. Interesują się nim ludzie zza granicy. Całkiem sporo koncertujemy poza Francją. Wydaje mi się, że to, iż śpiewamy po francusku jest właśnie jedną z rzeczy, które przyciągają publiczność. Mnóstwo ludzi chce słuchać francuskiego, mnóstwo uczy się lub mówi po francusku.

Jesteście częścią muzycznego zjawiska, które polega na łączeniu tradycji z nowymi dźwiękami. Podobnie dzieje się w Hiszpanii, gdzie muzycy czerpią pełnymi garściami z flamenco.

David Lewis: Tak. Kiedy mówimy o jazzie we francuskiej muzyce popularnej, to miało miejsce jeszcze w latach 20, kiedy przyjechali tu Amerykanie. Josephine Baker, która jest u nas wielką gwiazdą, czy Luis Armstrong, który, nie zapominajmy, także śpiewał po francusku. To część tej samej opowieści. Myślę, że ta historia będzie trwać nadal.

REKLAMA
REKLAMA