REKLAMA
Anywhere logo

Philip Lenkowsky: Odrobinę tajemniczy człowiek

2016-08-08
...
Przeszedł długą drogę. Z Hollywood do HollyŁódź śladami swoich przodków i dalej do Warszawy, gdzie dziś mieszka. Można by powiedzieć, że jest przykładem modnego trendu zwanego downshifting, ale to byłoby zbyt proste na tak złożoną osobowość. Rozmawiamy zaraz przed premierą filmu „Hel”, w którym gra główną rolę.

 

Grałeś w tylu wspaniałych filmach, u tak wielkich reżyserów. Kim ty jesteś?

Jestem aktorem od 35 lat. Najpierw pracowałem w Nowym Jorku, potem w Los Angeles, w międzyczasie w Pradze. Spotkałem na swojej drodze tak wiele wspaniałych możliwości. Wszystko zaczęło się u Woodyego Allena. „Wspomnienia z gwiezdnego pyłu” to był mój pierwszy film. Byłem zabójcą w głowie głównego bohatera. To była tylko jego fantazja, ale w scenie zastrzeliłem gościa granego przez Woodyego Allena. 

lenkowskyNiewiele można znaleźć na twój temat w Internecie. Czy to dlatego, że strzeżesz swojej prywatności?

To nie ma żadnego związku z moim wyborem. Po prostu nie jestem sławny. Mój prawdziwy cel to pracować. Oczywiście kiedy stajesz się sławna, dostajesz mnóstwo propozycji, ale też musisz zderzać się z brakiem prywatności na każdym kroku. Mając wybór między przymieraniem głodem i niebyciem sławnym a byciem sławnym i pracowaniem, oczywiście wybrałbym to drugie, ale złoty środek jest dla mnie najbardziej atrakcyjny. Bycie pracującym aktorem, który nie jest wielkim gwiazdorem.

Przez całe życie grałeś role epizodyczne. Nie chciałeś być amantem, być na pierwszym planie?

Jasne, ale jestem bardziej aktorem charakterystycznym. Szukam w wielu kierunkach, zmieniam sposób poruszania się, mowy, żeby dodać koloru swoim postaciom. Jestem bardzo dobry w ubarwianiu filmu, tworząc te małe role interesującymi. To moje zadanie. Zawsze grałem postaci drugoplanowe. Do czasu „Helu”. To, że spotkała mnie taka szansa na tym etapie mojej kariery, było niesamowite. Zakochałem się w tym doświadczeniu. Teraz, gdy zaznałem smaku grania głównej postaci – tak, chciałbym to powtórzyć. Ale w przeszłości byłem usatysfakcjonowany graniem postaci oddalonych od pierwszego planu. To było mniej stresujące, może nie byłem gotowy. Nie wiedziałem, co mnie omija. Chociaż właściwie w 2004 roku dostałem jedną z głównych ról w serialu telewizyjnym. Grałem tam maniakalnego zabójcę. 

Porozmawiajmy o twojej historii.

Jestem magistrem psychologii. Nie miałem pojęcia, że kiedykolwiek będę aktorem. Byłem przerażony na myśl o wyjściu na scenę. I nagle coś się wydarzyło. Mieszkałem w Bostonie w stanie Massachusetts, gdzie poszedłem na pokaz pantomimy. Zostałem tym powalony na kolana. To było coś niesamowitego. No i oczywiście wcześniej, jako dziecko uwielbiałem telewizję i filmy. Moimi bohaterami byli Charlie Chaplin, Buster Keaton, Flip i Flap, Bracia Marx. Kochałem ich, ale tylko jako widz. Ten pokaz pantomimy to była prawdziwa inspiracja. Stwierdziłem, że pójdę na kurs i zostanę mimem. Dyrektorka teatru organizującego kursy była pod takim wrażeniem mojego naturalnego talentu do komedii i wygłupów, że zaprosiła mnie na próby razem z profesjonalną trupą. I tak się zaczęło. Przez kolejne lata byłem niemym clownem i żonglerem. Pracowałem w Nowym Jorku, wystawiając przedstawienia dla dzieci w szkołach i domach kultury. Któregoś dnia poszedłem na casting do filmu Woodyego Allena. Szukał statystów. Dostałem rolę gościa z widowni, który zadaje mu pytanie. Zrobiłem tę scenę i poszedłem do domu. Po kilku miesiącach dostałem telefon, bym wrócił na plan. Okazało się, że Allen rozszerzył moją rolę. Miałem teraz zagrać fanatyka, który go śledzi, a na końcu strzela do niego. Z jednej sceny zrobiły się cztery. Pomyślałem: „Ok, nie będę mimem, teraz będę aktorem!”. W tym samym czasie wygrałem casting do filmu Jamesa Ivoryego, „Jane Austen na Manhattanie”. To był podwójny strzał – Woody Allen, James Ivory, trafiony zatopiony. Pomyślałem: „No dobra. Teraz muszę nauczyć się grać” (śmiech). Nie byłem obeznany z graniem i mówieniem w tym samym czasie. Zacząłem studia aktorskie i natrafiłem na Susan Batson, dziś bardzo cenioną nauczycielkę aktorstwa. Była dla mnie idealną trenerką – dała mi pewność siebie, której potrzebowałem i skierowała mnie na odpowiednie tory. Od tamtej chwili byłem gotowy do drogi. Mam za sobą wiele ról w filmach i serialach telewizyjnych, grałem w Hollywood i w Pradze. Pracowałem z tyloma wspaniałymi, znanymi aktorami. Oczywiście najbardziej znanym filmem był „Amadeusz”.

lenkowsky2Przeszedłeś taką samą drogę jak twoi mistrzowie – od niemych występów do kina dźwiękowego.

Tak, Charlie Chaplin przeszedł tę przemianę całkiem nieźle, mimo że nie był urodzonym mówcą. Inna historia była z Busterem Keatonem. Pod koniec kariery zagrał w paru filmach dźwiękowych. Ale przez większość życia był alkoholikiem pogrążonym w depresji. W jednym z filmów była scena z zawalającą się ścianą. Jego bohater stoi pośrodku, dokładnie w miejscu otwartego okna. Twórcy filmu chcieli zrobić tę ścianę z jakichś lekkich materiałów, żeby nie zrobiła mu krzywdy, jeśli na niego runie. Był wtedy w tak wielkiej rozpaczy, że powiedział: „Nie obchodzi mnie to, jeśli mnie zabije, to trudno. Scena ma wyglądać realistycznie”. Wszyscy na planie zakrywali oczy.

Byłeś kiedyś w takim stanie?

Nie. Przechodziłem ataki łagodnej depresji, myślę, że tak jak każdy na jakimś etapie swojego życia, ale nigdy nie miałem myśli samobójczych. Nie wierzę w samobójstwo.

To się nie sprzeda.

Przepraszam. Ale miałem momenty ekstremalnej samotności. Z wiekiem zaczynasz tracić bliskich. Zdążyło mi odejść kilkoro przyjaciół i członków rodziny. Ale to nie jest powód do popadania w depresję, po postu się z tym zmierzasz. Takie jest życie. 

Jest cienka granica pomiędzy komedią i tragedią, tym co śmieszne i smutne.

Na początku kariery chciałem grać tylko w komediach. Ale z czasem doceniłem dramat. Nauczyłem się odgrywać wielkie emocje albo być zabójcą. Właściwie to bardzo lubię być zabójcą (śmiech).

A co w tym takiego fajnego?

Jestem psychologiem. Granie zabójcy pozwala mi dotrzeć do ciemnych zakamarków własnej osoby. Wyrazić wściekłość bez faktycznego szkodzenia komuś. Po raz pierwszy zagrałem czarny charakter w serialu „Supernova”. „Hel” również pozwolił mi dokopać się do ponurych emocji. Mam w sobie trochę tej ciemności, bo miałem bardzo trudny start w życiu. W bardzo młodym wieku straciłem ojca przez chorobę psychiczną. W tamtych czasach wykonywano lobotomię... Później widywałem go dość regularnie, bo mieszkał nieopodal Nowego Jorku. Ale był już nieobecny. Tak więc możliwość grania ludzi po ciemnej stronie mocy jest dla mnie bardzo wartościową rzeczą. Teraz doceniam odgrywanie wszystkich kolorów mojej psychiki.

lenkowsky3Co z twoim polskim nazwiskiem?

Mój dziadek miał na nazwisko Lenkowsky przez „y” na końcu. Do Stanów przybył z Rosji. Wydaje mi się, że po drodze do Ameryki spędził trochę czasu w Polsce. Na marginesie, nigdy nie poznałem żadnego z moich dziadków, obaj zmarli zanim się urodziłem. Ojciec mojej mamy wychowywał się w Łodzi. Nazywał się Mazur. Interesującym przeżyciem było móc spędzić trochę czasu w tym mieście parę lat temu przy okazji kręcenia serialu „Paradoks” z Bogusiem Lindą. Moja żona była tam operatorem kamery, więc spędziliśmy tam całe lato. Chodzenie po ulicach Łodzi było czymś fascynującym, mając świadomość, że po tych samych ulicach chodzili członkowie mojej rodziny.

Pewnie też pokochałeś Łódź za jej ciemne zakamarki.

Tak, czuję, że Łódź ma silną duszę.

Tak jak ty?

Wiesz, kiedy przyjechałem do Pragi pierwszy raz w 1982 roku na plan filmu „Amadeusz”, poczułem w sobie moje korzenie – Europę Wschodnią. Zakochałem się w Pradze. Bardzo ucieszyłem się, kiedy mogłem przyjechać tam znowu w roku 2000, kiedy Czechy nie były już za Żelazną Kurtyną. Przyjechałem tam kręcić mini-serial „Diuna” i zostałem na trzy lata. Potem wróciłem do LA, by zagrać w krótkim filmie pt. „Gdzieś w Hollywood”. Robił go polski reżyser, polski producent i polska dyrektor fotografii, Monika Woźniak, która dzisiaj jest moją żoną. Zaraz potem dostałem rolę w RPA, więc nakłoniłem firmę z LA, by wysłali mnie tam z Warszawy zamiast z LA. Zgodzili się bez problemu. Powiedziałem, że do Warszawy mogę polecieć na własny rachunek, bo chciałem spotkać się z Moniką i doświadczyć Polski. Spędziłem miesiąc jeżdżąc po całej Polsce z Moniką, która pracowała przy filmie. Jednocześnie przygotowywałem się do mojej roli w Afryce. Gdy Monika pracowała całymi dniami, ja miałem mnóstwo czasu dla siebie, więc było to idealne do przygotowań. Byłem sam gdzieś na polskiej wsi – lepiej być nie mogło. Po zakończeniu pracy w RPA wróciłem do Polski na kolejne 8 miesięcy, bo Monika i ja byliśmy zakochani. Potem ona wróciła ze mną do Los Angeles. Zostaliśmy tam na 5 lat, ona dostała amerykańskie obywatelstwo. Tam też urodził nam się syn i zdecydowaliśmy się wrócić do Polski. Głównie ze względu na rodzinę i pracę Moniki.

Zgodziłeś się ot tak?

Zgodziłem się. Nie miałem zbyt wiele miłości dla LA. To bardzo nieprzyjazne miejsce dla aktora, jeśli nie jest się super sławnym. Konkurencja jest tak wyśrubowana. Pomyślałem: „Dlaczego nie spróbować?”. Przecież kochałem Europę Wschodnią. Zawsze mogę wrócić do LA, wszyscy mamy amerykańskie obywatelstwa. Więc przyjechaliśmy do Polski i nagle zacząłem pracować jak szalony.

Ale twoim pierwszym ogniwem łączącym cię z Europą Wschodnią był Miloš Forman.

Tak, Praga. Za pierwszym razem zakochałem się w tym mieście, za drugim było trochę inaczej. Wszystko się zmieniło po upadku komunizmu.

Co się zmieniło?

Największą zmianą były reklamy. Nagle miasto pokryły neony. Za pierwszym razem było czymś fascynującym zobaczyć duże miasto zupełnie bez reklam. Przyjechałem z kraju, w którym reklama steruje całą populacją. Niezła ironia losu. Oto byłem w kraju rządzonym przez komunistów, gdzie zdałem sobie sprawę, że w Stanach też jesteśmy więźniami. Tyle że tym, co nas ciemięży, jest reklama. Mówi się, że USA to ojczyzna wolności. Nie do końca.

Nie mogłeś uciec od kapitalizmu.

Z drugiej strony wiem, że Polacy są o wiele szczęśliwsi teraz. Jestem też zafascynowany historią polskiego heroizmu w czasie II wojny światowej. Na Zachodzie, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, wielu ludzi obarcza winą Polaków za to, co się stało z Żydami w czasie wojny. Zawsze stoję po stronie Polaków. Wiem, że byli ludzie, którzy wydawali Żydów nazistom, ale byli też tacy, którym naziści przystawiali pistolet do głowy. Byli też tacy, którzy ryzykowali życie własnych dzieci, by ratować Żydów.

Wszędzie zdarzają się dobrzy i źli ludzie.

Tak. Jestem też pod wielkim wrażeniem polskich pilotów walczących o Anglię. To byli prawdziwi bohaterowie i zostali naprawdę źle potraktowani. Podobnie jak Polska. Po wojnie Wielka Brytania zdradziła Polskę. 

lenkowsky4Praca nad filmem „Hel” trwała dobre cztery lata. Co takiego się stało?

Stało się to, co często dzieje się z filmami młodych reżyserów. To był bardzo ambitny projekt, który Tomasz Tarasiewicz rozpoczął jako pracę dyplomową w łódzkiej filmówce. Dla Kasi Prewieziencew, która jest aktorką, to był debiut reżyserski. Było parę zmian, na przykład z bohaterem granym przez Marcina Kowalczyka. Z początku jego bohatera grał inny Marcin, aktor nieprofesjonalny, co okazało się pomyłką. Przepisano scenariusz pod kątem tej postaci i zaprosili Marcina Kowalczyka, który dołączył do nas przy drugiej transzy zdjęć. Bardzo dobrze mi się z nim pracowało. Nawiązaliśmy dobrą relacją przed kamerą i poza nią. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkamy się na planie. 

Czy ten film to twój przełom?

Absolutnie tak. Oprócz tego, że po raz pierwszy zagrałem głównego protagonistę, Kasia i Paweł dali mi ogromną przestrzeń do kreacji mojej postaci. Pozwolili mi przepisać niektóre dialogi, by brzmiały bardziej naturalnie. Byłem pod absolutnym wrażeniem atmosfery, jaka panowała na planie.

Jak podobał ci się Hel po sezonie?

Wolę go po sezonie, wtedy ma w sobie więcej dramaturgii. Wzburzone morze. Poza tym bardzo lubię samotność. Kiedy nie grałem, robiłem sobie długie spacery po plaży ze słuchawkami na uszach. Specjalnie, żeby wprowadzić się w określony stan emocjonalny, do tej roli słuchałem muzyki elektronicznej z filmu „Drive”. Miałem mnóstwo czasu na praktykowanie shing-yi. To klasyczna chińska sztuka walki, którą uprawiam już od lat. Dzięki niej jestem sprawny fizycznie i silny na umyśle. Na Helu miałem mnóstwo czasu tylko dla siebie. Uwielbiam ten stan. Może to przychodzi z wiekiem, może z posiadaniem rodziny. Czasem masz potrzebę refleksji nad własnym życiem.

 

fot. Edyta Bartkiewicz

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA