REKLAMA
Anywhere logo

Nneka: Wreszcie mogę odetchnąć

2016-08-10
...
Bycie muzykiem to ciężki kawałek chleba. Jeździsz po całej Europie, mało śpisz. Czasem przed koncertem na otwartym powietrzu może przejść nawałnica, a wywiad z dziennikarzem przerywa fala okrzyków, bo właśnie rozgrywają się rzuty karne kraju, do którego miałaś szczęście zawitać. Niełatwo miała z nami Nneka w tym roku. Ale jeśli jesteś kobietą-muzykiem, a ściślej mówiąc afrykańską kobietą-muzykiem, to wiesz, że dasz radę, zawsze i wszędzie.

 

Nigdy nie marzyłaś o zostaniu muzykiem.

Nie marzyłam. „Marzyć” to takie śmieszne słowo.

Więc co myślałaś o swojej przyszłości?

Niewiele, mówiąc szczerze. Chciałam być kimś, kto będzie mógł mieć trzy pełnowartościowe posiłki dziennie, jeść, żyć, przetrwać. Po prostu żyć bardziej komfortowo.

Nneka1Kiedy pojawiła się muzyka?

Muzyka zawsze była jakąś częścią mojego życia, ale nigdy nie myślałam, że zacznę ją uprawiać. Pamiętam jeden raz występ z chórem szkolnym. To było wspaniałe, ale to tylko ten jeden raz. Po prostu nigdy nie miałam świadomości, że Bóg dał mi coś, czym mogę dotknąć ludzkich serc czy zmieniać rzeczy wokół mnie. Dopiero kiedy w wieku 19 lat wyjechałam do Niemiec na studia, muzyka stała się moim hobby. Poznałam paru muzyków, weszłam w hip hop. To byli faceci-raperzy. Tak więc obracałam się w tym męskim towarzystwie i zaczęłam pisać swoje słowa, co zawsze uważałam za coś bardzo ważnego – móc w pełni wyrażać siebie jako człowieka. Musisz znaleźć swój własny język, własną drogę. Tak to się zaczęło. Wyjazd z Nigerii, znalezienie możliwości odkrywania i poznania siebie samej lepiej.

Patrząc na twoją muzyczną drogę, przeszłaś od hip hopu do reggae.

To był tylko projekt. Robię to, co mi się podoba. Jeśli poczuję, że jutro chcę nagrać rocka, to to zrobię. Nie staram się koniecznie wpasować w konkretny gatunek. Robię rzeczy, które mnie inspirują i wyrażają mnie w dany sposób w danym czasie.

Jak można być tak skromnym po osiągnięciu takiego sukcesu?

Po prostu być, nie myśleć o tym. Oczywiście, trochę myśleć. To piękne być docenioną i mieć możliwość dzielenia się z ludźmi czymś, co kochasz. Ale jeśli byłabyś arogancka, nikt nie chciałby cię słuchać.

Divy są aroganckie i nadal otrzymują to, czego chcą.

Fajnie jest mieć swój swag. Też się czasami wożę i mam humory. Kobiety takie są. Ale ja mam Jezusa, który jest dla mnie najważniejszy. Kiedy zdarza mi się za wysoko poszybować w chmury i myślę, że jestem taka wspaniała, przypominam sobie, że to wszystko może zniknąć, ot tak, w mgnieniu oka. Trzeba być wdzięczną za każdą chwilę.

Kiedy wyjechałaś do USA w trasę, spotkałaś się z gorącym przyjęciem. Ludzie tacy jak Lauryn Hill, Lenny Kravitz, Nas – oni cię pokochali! Nie zwariowałaś i nie pomyślałaś sobie: „Teraz jestem gwiazdą”?

Nigdy nie myślałam w ten sposób, bo nawet ci ludzie to nie „ci ludzie”. Lenny Kravitz nie jest nietykalny. To fajny, pełen pokory facet. Wcale nie gwiazdorzy. Po koncercie podszedł do mnie, żeby mi podziękować. Pomyślałam: „Dlaczego ty dziękujesz mi?”. Lauryn Hill to Lauryn Hill. Nie można wściekać się na ludzi, bo wiem jak ciężko być muzykiem. Podróżujący muzyk musi chronić swoją przestrzeń. Każdy chce z tobą porozmawiać, przeprowadzić wywiad, każdy chce, żebyś się uśmiechała, pozowała do zdjęć, i tak dalej, i nie znają granic! A kiedy podejdziesz i powiesz: „Hej! W tej chwili potrzebuję czasu dla siebie”, ludzie odbierają to jako arogancję. W stu procentach zgadzam się z tymi, którzy mówią, że artysta potrzebuje swojej przestrzeni. Jesteśmy dla świata, ale też jesteśmy ludźmi. Trzeba po prostu być miłą i odmówić. Jestem wdzięczna za bycie wśród tych ludzi. Nauczyli mnie, że musisz wyznaczać granice.

Wy, afrykańskie kobiety, jesteście tak charyzmatyczne na scenie. Weźmy na przykład Fatoumatę Diawarę. Ogień.

Myślę, że to ma związek z tym, przez co przeszedł cały kontynent. Niektórzy z nas wiedzą, jak wyważyć smutek i szczęście. Ludzie w Afryce mają chyba taki naturalny talent do bycia szczęśliwymi niezależnie od okoliczności. Ja, kiedy jestem smutna, zwykle potrzebuję około tygodnia, żeby dojść do siebie. Kobiety w ogóle nie są zbyt dobrze pozycjonowane w historii przez to, że nie miały dostępu do edukacji, polityki, do bycia obywatelem. Więc kiedy kobieta dochodzi do głosu w jakiejś publicznej sferze, idzie w to na sto procent.

Teraz z kolei robię projekt pod tytułem Les Amazones dAfrique z kobietami-muzykami, głównie z Mali. Są tak wspaniałe. One to mają, prą do przodu. Tworzą muzykę, wracają do domu, zajmują się dziećmi, trzymają swoje rodziny razem. Niezależnie od tego, przez co przeszły, idą do przodu. Jestem wdzięczna, że mogłam zobaczyć, że jest nas więcej. Przebywanie z nimi sprawiło, że teraz wreszcie mogę odetchnąć. Wcześniej myślałam, że jestem sama. 

NNeKA2Twój zespół to sami faceci. Szefujesz im?

Tak, raczej jestem szefem. (śmiech)

Wróciłaś z Niemiec z powrotem do Nigerii. Jak dziś wygląda twój kraj?

Nigeria to kraj 200 milionów ludzi z całą masą różnych plemion. Mieszkam w Lagos w okręgu ludu Joruba. Nigeria to miks wszystkiego. Lagos ma bardzo metropolitalną energię. To taki afrykański Nowy Jork, głośny i kolorowy. Każdy chce być w Lagos, rozkręcać swój biznes w Lagos. To miejsce tętni życiem. Muzycznie Nigeria też jest interesująca. To zlepek różnych plemion. Joruba, Ibo, Hausa... Wszyscy w jednym miejscu. W architekturze widać historię niewolnictwa, jak i portugalskie wpływy z XIII wieku. Jest barwnie. Mamy swoje problemy z naszymi przywódcami i korupcją, ale to bardzo zagmatwane. Bierzemy te problemy w swoje ręce. 

Założyłaś fundację The Ropes [Liny – przyp. red.]. Czym się zajmujecie?

Używamy sztuki i mody jako środków do tego, by pomóc ludziom doświadczonym przez los, czy to kobietom, czy młodzieży. Tworzymy platformę do umożliwienia im wyrażania własnych emocji i powiedzenia wszystkim, jak to jest naprawdę. Organizujemy warsztaty, zapraszamy media, by o nas słyszeli. Podajemy nasz przekaz dalej, by lokalni liderzy mogli pomóc naszej społeczności. Pracujemy z kobietami molestowanymi seksualnie, byłymi żołnierzami, kobietami-żołnierzami. Pomagamy też, a raczej staramy się pomagać ludziom w zakładaniu ich własnych biznesów. Jest kilka projektów. Teraz staramy się skonsolidować, pracować więcej i wchodzić w kooperacje z innymi podmiotami.

Robisz ważną robotę. Mówisz o Afryce. W Europie Wschodniej bardzo mało się o niej wie.

Myślę, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni. Na tym polega świat – na łączeniu kultur. Nie bójmy się mieszać. Każdy się boi, szczególnie teraz, gdy mamy falę imigrantów i zmieniają się przepisy. Teraz wszystko jest tak zintensyfikowane. Ale ważne, żebyśmy przeszli przez tę fazę. 

Może wszyscy powinniśmy robić muzykę.

Może powinniśmy chodzić nago. Tak jest, chodźmy nago!

Masz nowe plany muzyczne?

Tak, pracuję nad nową płytą. Ostatnia była projektem reggae. „The Fairy Tales” – to już zrobione, pa pa. Następny album będzie dobry, bardzo dobry. Pokochacie go.

Kiedy wychodzi?

Jest skończony, a teraz musimy tylko upewnić się, że mamy dograną promocję. Także w przyszłym roku, mam nadzieję, że w lutym.

 

fot.: materiały prasowe

REKLAMA
REKLAMA