REKLAMA
Anywhere logo

Aleksandra Budka

Kortez: Kosmos w głowie

2016-08-29
...
Facet o aparycji chuligana. W luźnych spodniach, z wygoloną głową. Wygrywa tegoroczne opolskie Debiuty, choć na scenie wydaje się być w innym wymiarze. O swoim kosmosie w głowie, smutnych piosenkach i miłości do syna opowiada Kortez.

 

Kortez, właściwie Łukasz Federkiewicz. Rocznik 1989. Kompozytor, pianista, wokalista. Wielokrotnie nagradzany za swój debiut – wygrał konkurs w Opolu, otrzymał Fryderyka, a jego album „Bumerang” wydany w 2015 roku pokrył się platyną. Ma trzyletniego syna.

Kortez1Jesteś młody czy stary?

Jestem i młody, i stary. Czuję się bardzo staro – jakbym już wszystko widział i przeżył, wszystko już mi się nudzi. Jestem młody fizycznie. Jednak tu chodzi o emocje. Jeszcze nie raz poczuję się w strasznym dole, ale to będzie inny dół niż ten, który miałem wcześniej. Jak się dostaje mocno, to potem – gdy dostaniesz tak samo – nie robi to już takiego wrażenia.

Gdzie kończy się młodość a zaczyna starość?

Zauważam kwestie fizyczne. Kiedyś potrafiłem nie spać przez dwa, trzy dni, robić coś, pracować. Teraz muszę się po prostu wyspać, bo to oddziałuje na mnie – jestem rozdrażniony i niezbyt miły, nie mogę się skupić, nic mi nie wychodzi, jest źle.

Iwonicz odbił na tobie piętno? To, gdzie się urodziliśmy, ma wpływ na nasze życie?

Może znajdą się ludzie, którzy tak właśnie myślą. Ja w ogóle się nad tym nie zastanawiam. Cieszę się, że mam ekstra rodziców. Im bardziej ja dorastałem – tym oni bardziej stawali się kumplami. Widzę to dopiero z perspektywy czasu. W Iwoniczu jest ciężko, panuje ogromne bezrobocie, problemem są pieniądze. Ja sam przeżywałem takie momenty – tydzień przed kolejną wypłatą nie mam już pieniędzy. A tu trzeba żyć, jeść, młodemu kupić kaszkę i mleko. I robi się problem, który siedzi w podświadomości.

Może chłopak dorastający w metropolii traci autentyczność, bo żyje pod presją, ściga się z dziećmi prezesów banków i ambasadorów.

To zależy od wychowania. Mam kumpla – jest mega nadzianym kolesiem. Gdy na osiemnastkę wszyscy zbierali kasę na prawo jazdy, on dostał od razu samochód. Ale jest świetnym facetem. Wszystko to kwestia wychowania. To, kim są twoi rodzice i co mają pod kopułą, wpływa na to, kim będziesz ty.

Jakie było twoje dzieciństwo?

Błogie i beztroskie, z elementami krzyku i buntu – standardowe. Pamiętam modę na spodnie Clinic Mass. Zazdrościłem chłopakom, którzy mieli na to hajs. Jeden od rodziców, drugi kradł – ale miał. A ja chciałem zarobić, bo moi rodzice nie mieli na to pieniędzy. W końcu zrobiłem je sobie sam. Jeżeli chcesz coś zrobić, wystarczy, że nad tym usiądziesz i zaczniesz próbować.

Kortez2I jak ci wyszły te spodnie?

Słabo, no ale sam je uszyłem (śmiech). Czułem się ekstra.

Twój tata sprzedał kolekcję płyt, żeby opłacić czesne za twój akademik.

Gdy szedłem na studia, cienko przędliśmy. Mojemu tacie z całego etatu została jedna czwarta, mama pracowała za 1300 złotych, a tu trójka dzieciaków. Jedno poszło na studia, drugie także, ja też bardzo chciałem. Tata miał dużo płyt winylowych i sprzedał je w Rzeszowie jakiemuś facetowi. Za kasę z płyt opłaciłem akademik, zostało jeszcze trochę na życie. Pamiętam, że tata dorabiał też zimą na budowach. Nie było go po 12 godzin.

Podziękowałeś mu za to?

Tak.

Ze sceny?

Myślę, że to słabe. Lepiej usiąść z tatą, otworzyć browar i pogadać jak facet z facetem. Powiedzieć: „Cześć tato, fajnie, że jesteś moim tatą”. Gdy byłem mały, mieliśmy słaby kontakt. Bardzo dużo pracował, wracał zmęczony. Ale nigdy nie pamiętam, żeby otworzył przy nas piwo i zwyczajnie po robocie napił się browara. Jak on musiał myśleć o nas – nawet nie przeszło mu przez głowę to, żeby się przy dzieciach napić.

Ty także pracowałeś fizycznie. Wracałeś do domu z poczuciem wykonania dobrej roboty czy z tęsknotą za czymś innym, lepszym, nowym?

Jeśli pracujesz w czymś i nie widzisz perspektyw na coś innego, to lepiej skupić się na tej pracy, którą wykonujesz, żeby nikt cię z niej nie wyrzucił. Wylewaliśmy beton podczas kilkunastostopniowych mrozów. Trzeba było wiedzieć, jak i co zrobić, żeby ten beton nie zamarzł. Jednak wracasz do chaty, jest dniówka, ale nie czujesz, że jest dobrze. Nie chodzi o to, że pracowałem fizycznie – to też bardzo wzbogaca. Ale miałem w głowie myśl: „Nie chcę tego robić. Chcę się spełniać”. Ciężko znaleźć czas dla rodziny, znajomych i swojej pasji, kiedy pracuje się po kilkanaście godzin dziennie.

Kortez3Myślisz o tym, kim będzie twój syn w przyszłości?

Zależy mi na tym, żeby był w porządku gościem. Czy będzie kasował produkty w sklepie, czy będzie urzędnikiem – ważne, żeby był dobrym facetem. Kiedyś marzyłem o córce, która zostanie skrzypaczką. To bardzo samolubne.

Zastanawiasz się nad tym, czy będzie szczęśliwy?

Nie ułatwię mu szczęścia. Mogę przy nim być i z nim rozmawiać, ale czy to wpłynie na jego szczęście? Kiedyś zadałem sobie pytanie o to, czy jestem szczęśliwy. I szybko na nie odpowiedziałem: „Tak, jestem”. Mogę chodzić, mówić, widzieć, śpiewać, ruszać się. Moja mama pracuje w domu pomocy społecznej dla dorosłych, parę razy tam byłem. Gdy masz kontakt z takimi ludźmi, zaczynasz doceniać życie. Ci ludzie nie mogą sami jeść, trzeba im podać, ale nie chleb – tylko jakąś papkę. Trzeba znaleźć moment w swoim życiu, żeby się nad tym zastanowić. Na to, kim jestem i co posiadam nie może wpłynąć jakaś depresja. To chwilowy stan. Nie widzisz tego, że masz ekstra. To są najprostsze rzeczy, ludzie na to nie patrzą.

Twój syn słucha twoich utworów i tęskni.

Ma swoje dwa ulubione. Wreszcie czuje jakiś ciężar. Dzieci, które z założenia są przecież beztroskie, chcą się bawić, nie mają czasu na jakieś doły i zamuły. Ja wiem, kiedy on ma dół. Jak każdy syn chce być taki jak tata. On chce mieć takie buty jak ja, takie spodnie jak ja. Gdy wychodzimy do przedszkola i zakładam okulary, on też zakłada swoje. Dziecko ma wzór w swoim rodzicu i ważne, żeby był to dobry wzór. Ja wiem, że czasem nawalam i nie jest tak, jak powinno – ale się staram. Gdy powiem coś w gniewie, widzę, że on to podłapuje i zaczyna bardzo podobnie mówić. Patrzę na niego i widzę siebie sprzed chwili.

Co jest w życiu smutne?

Wiele rzeczy. Od najprostszych, typu śmierć, porażka, nieszczęśliwa miłość. Zakochanie samo w sobie jest oślepieniem, na wszystko się zgadzasz, a po trzech latach myślisz: „Jakim ja byłem idiotą”. Smutne jest to, że jest niezrozumienie. Że brak jest wrażliwości. Nie chodzi o zwykły smutek, w pewnym momencie nie zadziała już to, że ktoś powie ci złe słowo. Zdenerwujesz się, ale nie zrobi ci się smutno. To uodparnia, mnie to już w ogóle nie rusza.

Odczuwasz magię w swoim życiu? Celebrujesz momenty?

Gdy czytam młodemu bajkę do snu. Kiedyś celebrowałem palenie szluga, siedzenie w parku i patrzenie na dym. Zawsze bardzo lubiłem słuchać muzyki i zawsze chciałem na to znaleźć czas. Ta muza nie mogła lecieć gdzieś obok. Chodziło o świadome znalezienie czasu na to, by posłuchać muzyki. To bardzo dużo daje. Jesteś ty i to, co masz przyjemnego do wykonania.

Byłbyś szczęśliwy sam w kosmosie?

Myślę, że nie. Chociaż trochę w takim kosmosie jestem. Najgorzej jest być samemu. W ciągu życia można nauczyć się swojej samotności. Nie chodzi o to, że jesteś sam i nikt cię nie kocha, tylko o bycie samemu z myślami. Wszystko można przepracować w głowie, przemyśleć to, kim i jakim naprawdę się jest. Mało kto może to skumać. Ograniczasz swoje ruchy do tego, żeby móc z kimś porozmawiać. Możesz rozmawiać z ludźmi i być towarzyskim, ale nie zmienisz tej samotności.

Czy w tym kosmosie istnieje miłość?

Gdy byłem mały, rodzice bardzo się mnie czepiali, na nic nie pozwalali. Nie interesowało ich to, co mówię i myślę. A teraz widzę, że mieli rację. To jest mała forma miłości. Widzę to w relacji z synem. Bez względu na to, czy jest zły, wkurzony, czy przywali mi traktorem, bo powiem mu „nie”, pomimo jego zachowania, kocham go. Chyba miłość polega na tym, by nauczyć jej tych najmłodszych ludzi. Dla mnie istnieje tylko taka miłość. Reszta jest pasją.

Myślisz, że w kosmosie jest cicho?

Cisza jest wtedy, gdy możesz uruchomić ucho i stwierdzić, że jest cicho. A gdy jesteś sam, kotłują się w głowie myśli i nie ma ciszy. Trochę taki kosmos.

Każde uczucie da się opisać? Czy czasem po prostu warto pewne sprawy przemilczeć?

Wszystko się da opisać. W liceum miałem kumpla, wszyscy mówili, że do siebie nie pasujemy. Ja w szerokich spodniach, z łysą głową, on – glany, bluza z wampirami, długie czarne włosy, słuchał metalu. Mieliśmy ten sam przelot, ale to on miał ten matematyczny mózg. W pewnym momencie wpadł na to, że wszystko można opisać matematyką. Ciebie przecież można opisać wzorami. W końcu ten kumpel stwierdził, że może by tak opisać matematyką myśli. A ja stwierdzam – o ile prostsze są słowa? Nimi możesz opisać wszystko.

Czy ktoś może poznać człowieka bardziej od niego samego?

Bardzo często ktoś mówi, że zna cię trochę lepiej. Ale chodzi o to, że nie znasz siebie i nie masz czasu, ani nie chce ci się tego czasu znaleźć po to, by siebie poznać. Powinno się także skupiać na sobie. Nie chodzi przecież o narcyzm. U mnie to już się zmieniło, ale kiedyś omijałem grupy. Nie mogłem odnaleźć się w tłumie ze swoim myśleniem i słowami. Dziś także stroję trochę z boku.

Czego się boisz?

Świadomość bycia ojcem sprawia, że nie chcę pokazywać swoich lęków. Byłoby słabo, gdyby młody widział, że tata się czegoś boi. Omijam basen, bo nie umiem pływać i bardzo boję się wody. Potrafię wejść w każdy temat, mniej więcej się tego nauczyć, bo poświęcam temu uwagę, czas i łapię bodźce. Ale stoję przed basenem i się boję. Dlatego jedyna forma pływania z moim synem to pływanie w wannie (śmiech).

Wiesz, że wypiliśmy razem niejedną butelkę wina?

Tak?

Tak. Ja piłam wino na kanapie, a ty śpiewałeś z głośników.

I to jest super, to ma największy sens. Są ludzie, którzy coś przeszli, potrzebują czegoś więcej niż prostego życia. Innej formy głębi. Piszę piosenki, wyrzucając z siebie emocje, co przynosi ulgę. Taka muzykoterapia. Nikt nie wpłynie na to, jak czuję, bo to ja tego doświadczam. Jeżeli są ludzie, którzy odbierają to tak samo, to ja się z tego cieszę.

Po jednym z twoich warszawskich koncertów tak napisałam na swoim blogu: „I ten chłopak w czapce, siedząc zgarbiony przy fortepianie, grał tylko dla siebie i nie tylko dla siebie. Na tych parę minut był zamknięty – jak mały chłopiec, który skupia się na tym, by coś rozpracować, złożyć, zbudować – Kortez z głową prawie przy klawiaturze grał i walczył ze swoimi emocjami”.

Dokładnie tak to wygląda. Wchodzę, zamykam dostęp. Staram się schować. Dlatego nic nie gadam.

Śpiewasz z zamkniętymi oczami. Co widzisz pod powiekami?

To jest bardzo pomocne w skupieniu się. Ale mogę ci powiedzieć, co czuję – błogość, totalny luz. Jestem oderwany od rzeczywistości, przez te półtorej godziny mnie nie ma.

Kortez4Jesteś urodzonym solistą.

Zawsze chcę sam, sam, sam. Samemu coś poznać, zrobić, popełnić błąd i samemu nauczyć się już tego błędu nie popełniać.

Po co pisać piosenki?

Zawsze potrzebowałem wyrażać to, co mam w środku. Niekoniecznie, żeby to upubliczniać. Jednak była to forma uwolnienia się od tego, co siedziało mi w głowie. Stąd wiersze, opowiadania, w końcu muzyka i piosenki. To forma pozbywania się tego, co wkurza i gryzie.

Smutny facet śpiewający piosenki o miłości. To przecież ogromny ciężar psychiczny. Bywasz wesoły?

Jasne, że bywam. I to nawet bardzo często. Ale smutna muzyka wywołująca stan zatrzymania i refleksji jest najlepsza. Dlatego słuchałem tylko smutnej muzy. Ona coś mi dawała. Na studiach poznałem pieśni Roberta Schumanna. Piękne, smutne, nostalgiczne i nieszczęśliwe. Okazało się, że on był nieszczęśliwie zakochany. W dziewczynie, której ojciec był przeciwny ich miłości. Ja byłem basem operowym, a to utwory bardziej na tenor. Ale siedziałem nad nutami, akompaniowałem sobie i śpiewałem. Rozkładało mnie to na łopatki.

Świadomie bądź nie, celowo lub nie, zostałeś łamaczem serc.

Od razu łamaczem… Ostatnio podeszła do mnie para, która po przesłuchaniu mojej płyty zeszła się na nowo, chociaż już była po rozstaniu. To mi dało nową świeżość. Ludzie różnie reagują, ale to depresyjna płyta. W przeciwieństwie do pisania tekstów, mam łatwość wyrażania emocji przez muzykę. To są trzy, cztery akordy, bo uważam, że to, co proste, jest najlepsze. Moje uczucia będą w muzyce, tego jestem pewny. Czasem w życiu pojawia się tego rodzaju niemoc, która paraliżuje tak, że nic nie możesz zrobić. Możesz krzyczeć, a nikt tego nie usłyszy. Taką muzę też robię.

A może by tak po tym sukcesie debiutu uciec w kosmos? Albo zniknąć, pozostawiając po sobie tajemnicę?

I tak nikt nie dogoni tego, co mam w głowie. I tak to jest tajemnicą. Kogo byś nie słuchała i tak masz 10 procent tego kim jest, co myśli i jak się czuje. Nie wiesz, jakim człowiekiem jest na co dzień. Może pisać piękne piosenki, a być totalnym bałwanem. Albo może pisać beznadziejne piosenki, a być świetnym gościem.

Może „trzeba było zostać dresiarzem”?

Jestem dresiarzem (śmiech). Dalej lubię dresy, luźne spodnie, koszulkę. Zdaję sobie sprawę z tego, jak wyglądam. W każdym sklepie chodzi za mną ochrona. Mam tę świadomość, że ochroniarz mnie obserwuje. Sam byłem cieciem i wiem, na czym to polega. Ubranie nic o człowieku nie mówi. Szedłem ostatnio z młodym przez osiedle na Grochowie. Przechodzi wysoki, nabity facet. Popatrzył, przeszedł i cofnął się. I w chwili, kiedy pomyślałem, że będzie chciał wyciągnąć ode mnie szluga, sam zastanowiłem się nad tym, co robię. Włączył mi się automat, a przecież nie o to chodzi. Koleś podchodzi i pyta: „Kortez?”. Dziękował za płytę, a mi było głupio, bo przez sekundę pomyślałem tak, jak nie chcę nigdy myśleć o ludziach i ich oceniać – z automatu.

 

Zdjęcia: Monika Szałek

 

Dziękujemy Centrum Nauki Kopernik w Warszawie za udostępnienie wnętrza Planetarium na potrzeby sesji zdjęciowej.

Galeria zdjęć


REKLAMA