REKLAMA
Anywhere logo

Z Zakopanego do Słupska

2016-09-16
...
Choć sam Witkacy w Słupsku nigdy nie był, to największa kolekcja jego dzieł znajduje się właśnie w tamtejszym Zamku Książąt Pomorskich. Wracając z pomorskich wojaży warto tam zajrzeć, by dowiedzieć się, że sztuka nie zna granic.

 

Po co odwiedzać Słupsk? Nie leży przecież nad samym morzem, jak pobliska Ustka. Ale zboczyć z trasy trzeba dla tutejszej gwiazdy, skandalisty i prowokatora. Jest nim Witkacy, wielki nieobecny tego miasta.

 

Słupsk - tramwaj_1Bon vivant z Zakopanego

Stanisław Ignacy Witkiewicz urodził się w 1885 roku Warszawie jako syn Stanisława Witkiewicza, malarza, pisarza i architekta, twórcy stylu zakopiańskiego. Staś nie uczęszcza do szkoły, pobiera nauki w domu, co na pewno ma wpływ na jego późniejszy, nieprzeciętny rozwój indywidualizmu. Ojciec nie chce, by syn poszedł w jego ślady. Pomimo zakazów Stanisław Ignacy, pseudonim Witkacy, idzie na malarstwo na krakowską ASP. Wiele podróżuje, między innymi do Paryża i Wiednia, gdzie poznaje współczesną sztukę awangardową. Przenosi ją na rodzimy grunt, do Zakopanego, gdzie po I wojnie światowej wraz z wybitnymi artystami dwudziestolecia międzywojennego współtworzy ruch formistów. Od tworzenia bardziej pociąga go teoretyczne podejście. Ustanawia Teorię Czystej Formy – sztuki, która powoduje przeżycie metafizyczne. Jest krytykiem i filozofem kultury. Jego wizje przepełnia katastrofizm.

W 1925 roku Witkacy postanawia zerwać ze sztuką i zakłada „Firmę Portretową S.I. Witkiewicz”. To cyniczne zagranie ma być sposobem na mieszczański snobizm, objawiający się w zamawianych na potęgę portretach. Aby nie było wątpliwości, jaka cena przysługuje za „usługę”, tworzy „Regulamin”, w którym dzieli portrety na typy – A, B, C, D i E. Jedynym, który nie podlega cenie, jest typ C, który artysta wyjątkowo zalicza do Czystej Formy. Produkcja portretów w pewnym momencie staje się dla niego głównym źródłem utrzymania. Każdy przedstawiciel inteligencji uważa za coś w dobrym tonie, aby będąc w Tatrach, odwiedzić „zakopiańskiego Cygana”. Często portretuje swoich przyjaciół, którzy urządzają dla niego przyjęcia, nazywane przez artystę orgiami. Za te prace nie pobiera opłat. Większość swoich dzieł skrzętnie podpisuje ilościami używek zażytymi przed tworzeniem. Podchodzi do tego nad wyraz uczciwie, bo oprócz narkotyków odnotowuje herbatę, kawę, papierosy i „pyfko”.

witkacy1_1Witkacy w siermiężnym PRL-u

Jest rok 1965. W Polsce Ludowej panuje sztuka użytkowa. Ale nie taka, jaką z cynizmem uprawiał twórca Czystej Formy. Owszem, w minionym ustroju dostrzeżono już wartość artystyczną witkacowskiego dramatu, ale jego twórczość plastyczną nadal spowijają mroki. W tych realiach Witkacy trafia do Słupska. Inicjatorem zakupu obrazów Witkacego był Janusz Przewoźny, ówczesny dyrektor Muzeum Pomorza Środkowego. Ten wybitny historyk sztuki nie ugiął się pod naporem polityki kulturalnej PRL, która takich wywrotowców jak Witkacy nakazywała omijać szerokim łukiem, i 110 dzieł, odrzuconych wcześniej przez muzea w Warszawie i Gdańsku, stało się własnością słupskiej instytucji. Ich poprzednim właścicielem był mieszkający w Lęborku Michał Białynicki-Byrula, syn jednego z najbliższych zakopiańskich przyjaciół artysty, lekarza, Teodora Białynickiego-Byruli. Tego samego, pod którego okiem Witkacy eksperymentował z peyotlem.

Witkacy forever

Po pierwotnym zakupie muzeum wzbogaciło się o kolejne prace artysty, wykupując je od innych zakopiańskich przyjaciół. Dzisiejsza kolekcja liczy 253 dzieła. Wśród nich są głównie portrety z lat 1925-39, ale też pejzaże i kompozycje. To największa kolekcja dzieł Witkacego na świecie. Udostępnianych jest średnio 120 z nich – ekspozycja przechodzi stałe przetasowania. Muzeum działa prężnie nad popularyzacją twórczości Witkacego. Odbywają się tam m.in. lekcje dla dzieci. Miasto korzysta ze splendoru, jaki przydał mu zakopiański ekscentryk i wychwala go na plakatach, muralach, tabliczkach, a także koszulkach i torbach z nadrukami. I dobrze, bo im więcej dowie się, co skrywa Słupsk, tym lepiej. Po to, by okazało się, że Witkacy ten jeden raz nie miał racji, mówiąc:

Nie zabrną me twory popod żadne strzechy,

bo wtedy, na szczęście, żadnych strzech nie będzie.

W ogóle z tego żadnej nie będzie uciechy,

i tylko świństwo równomiernie rozpełźnie się wszędzie.*

*Witkacy. Wiersze i rysunki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1977.

REKLAMA
REKLAMA