REKLAMA
Anywhere logo

Bycie tatą jest w porządku

2016-09-23
...

Od jakiegoś czasu obok Matki Polki w kadrze nieśmiało pojawia się Ojciec. W czerwcu miał swoje święto. Laurki rozdane. A co ojcowie nowej generacji dostają od życia na co dzień?

 

Moda na tatusiowanie przeżywa rozkwit w reklamach i kolorowych magazynach. Gdy ten trend przecedzimy przez sito rzeczywistości, dostaniemy wzloty i upadki, czyli zwyczajne życie. Ale z dzieckiem mimo wszystko jest lepiej. Co do tego wszyscy są zgodni, choć na samym początku nie wiedzieli, co ich czeka.

 

Etap 1. Oswoić się z nowością

Filip Zawada, 41 lat. Multiartysta. Jest muzykiem (grał m.in. w zespołach Pustki i Indigo Tree), kompozytorem teatralnym (współpracuje m.in. z reżyserem Przemysławem Wojcieszkiem), poetą i prozaikiem. W 2014 zdobył tytuł mistrza Polski w łucznictwie polowym, w lipcu tego roku powtórzył ten sukces. Do tego jest ojcem 7-letniego Filipa. Filip Zawada1Mogło by się wydawać, że to bohater naszych czasów, który może wszystko. Tymczasem w wydanej rok temu powieści poetyckiej „Pod słońce było” jego główny bohater na wieść o tym, że zostanie ojcem, postanawia zamilknąć, a następnie trafia do szpitala psychiatrycznego.

– W mojej książce większość rzeczy to prawda. – pisze w odpowiedzi na mój mail. Gdy potem pytam go, czy zostanie ojcem było dla niego szokiem, odpowiada ze stoickim spokojem: – Nie szokiem, ale rzeczą nową, do której musiałem się przyzwyczaić.

Pytam, czy rodzicielstwo wymaga pozbycia się części swojego ego i czy przeszkadza mu to jako artyście. Filip cieszył się, że mógł się go pozbyć, bo ego, choć pomaga w tworzeniu, to bardzo przeszkadza w życiu. – A życie jest najważniejsze. – mówi. Dzisiaj dziecko nie jest żadną przeszkodą w codziennej pracy. Z żoną, także artystką, dzielą się obowiązkami. Gdy któreś z nich nad czymś intensywnie pracuje, wtedy drugie przejmuje opiekę nad synem.

Michał, 23 lata. Świeżo upieczony absolwent ekonomii, pracuje w firmie pozyskującej środki z UE. Jest ojcem trzyletniego Ignasia. Zostanie rodzicem na samym początku studiów było dla niego i jego dziewczyny wyzwaniem. Oboje nie mieli jeszcze stałej pracy. Michał nie wiedział, co go czeka aż do urodzenia się synka, bo przez cały okres ciąży mieszkali jeszcze osobno. Krok po kroku wszystko sobie poukładali. Mówi, że dla niego zabawa z ojcostwem rozkręciła się dopiero, gdy Ignaś zaczął być świadomy i można się było z nim komunikować.

Michał Mularczyk, 30 lat. Od kilku lat mieszka w Stanach Zjednoczonych, dokąd przeprowadził się z ówczesną dziewczyną, gdy jego firma zaproponowała mu przeniesienie do oddziału za oceanem. Potraktowali to jak przygodę. I zostali. Od trzech lat są małżeństwem i mają półroczną Ninkę. O swój amerykański sen Michał starał się długo. Najpierw musiał przekonać żonę, że to już czas na dziecko. Z całą resztą nie było łatwiej, mimo że oboje byli zdrowi. W końcu się udało. – Największa różnica między życiem w Polsce i w Stanach jest taka, że tutaj ludzie bardziej sobie ufają. Nie trzeba zastanawiać się, czy ktoś chce cię oszukać. No, i ludzie się uśmiechają. – mówi.

Życie z dala od rodziny w Polsce jest bardzo ciężkie i już od dwóch lat nie mogą zdecydować, czy wrócić, czy zostać. Pytam, jak to jest wychowywać dziecko w kraju broni i fast foodów. Mówi, że chociaż media pokazują udramatycznioną wersję rzeczywistości, to niedługo przeprowadzają się do domu i sami zastanawiali się, czy nie powinni kupić broni. Bo prawie w każdym domu broń jest. – To są takie różnice, których nie rozumiem i chyba już nie staram się zrozumieć. – mówi Michał. Amerykanie są bardzo rodzinni i żyją na luzie. Mniej skupiają na tym, w co się ubierają i czym jeżdżą, a bardziej na tym, by po prostu być szczęśliwymi. Pod względem ilości wolnego czasu i możliwości spędzania go z rodziną Michałowi i jego dziewczynom żyje się lepiej. 

Radosław Rybak, 37-letni pracownik dużej firmy finansowej, ojciec siedmioletniego Olka i czteroletniego Michała. Był jednym z tych facetów, którzy mówią, że nie chcą mieć dzieci. – Na wieść o ciąży swojej dziewczyny pomyślałem: „O kurczę, trzeba szykować pierścionek!”. Pobrali się dopiero przy drugim dziecku. Ale ciężar bycia ojcem poczuł od razu. Gdy niósł pierworodnego do ważenia z sali porodowej, po długim porodzie, pomyślał: „Jezus, to moje dziecko!”. To była trzecia myśl, bo w pierwszej kolejności ucieszył się, że to już koniec, a potem myślał, kiedy będzie mógł obdzwonić rodzinę. Najtrudniejsza do opanowania była techniczna część, czyli przewijanie i kąpanie. – Ludzie z rozbudowaną wyobraźnią mają ciężko, gdy mają dzieci. Ciągle boisz się, że coś się może stać. – mówi. Na szczęście nic się nie stało i kilka lat później do Olka dołączył Michał.

Tomasz Bułhak3Tomasz Bułhak, 32 lata, restaurator i autor bloga „Tata w budowie”, do ojcostwa podszedł systemowo. Jego blog niedawno ukazał się w formie książki, która całkiem nieźle radzi sobie na rynku, zwanym „parentingowym”. Ale on sam jest przeciwnikiem nowej mody wśród rodziców, która neguje stary model rodziny. Nazywa siebie ojcem-amatorem. – Nie lubię ideologizacji rzeczywistości. – mówi Tomasz. – To świetnie, że aktywizuje się ojców, ale mam wrażenie, że niektórzy trochę się zagalopowali w tym trendzie, krytykując naszych własnych ojców. A oni byli ojcami w diametralnie innym kontekście. W siermiężnym PRL- u, oprócz tego, że nie mieli dostępu do całej masy artykułów, ludzie po prostu mieli inne sprawy na głowie. – tłumaczy. – Chorobą naszych czasów jest to, że ludzie chcą mieć wszystko na sto procent. Chcą mieć super związek, dwa razy w roku wyjeżdżać na wakacje, mieć super ciało i najlepszy samochód. Motywacje są super, ale to przekłada się na mocno eksploatacyjne podejście do nas samych.

On sam, ojciec dwóch córek – trzyletniej Zu i dziesięciomiesięcznej Basi – w swoim rodzicielstwie skupia się na pokazywaniu im jego dobrej relacji z żoną. Na pytanie o to, czy chciałby mieć syna, odpowiada, że na razie odpoczywają od koncepcji dalszego poszerzenia rodziny. Drugie dziecko dało im się we znaki i zakwestionowało ich samozadowolenie – przede wszystkim w kwestii cierpliwości. – Jest radośnie, ale czasem niełatwo – przyznaje.

Etap 2. Specjalne momenty

Filip Zawada: – Nigdy później nie doświadczałem tego, że mogłem wstać o 2 w nocy, zapakować go do nosidełka i po prostu chodzić po domu. To było dla mnie bardzo przyjemne. To była też praca nad koncentracją. Dziecko bardzo uczy uważności, która towarzyszy mi cały czas. – Skupiam się na tym, że jest dzień – jest w porządku, jest noc – jest w porządku, pada – jest w porządku. Mój syn był pierwszą osobą, która mnie tego nauczyła.

Przełomowy moment? Zajmował się kilkumiesięcznym synem, żona była w pracy. Siedział na dworze z wózkiem. Mały Filip przebudził się, spojrzał na chmury i się uśmiechnął. – Pomyślałem sobie, że te chmury jednak są w porządku.

– Najfajniejsza jest zwykła codzienność. – mówi Tomasz Bułhak. Ponieważ pracuje w gastronomii, zaczyna później i pierwszą część dnia ma dla swoich córek. W relacji ze swoimi dziewczynami próbuje pokazać męski sposób odczuwania świata. Tak, by w przyszłości nie bały się zaufać mężczyźnie.

Dla Radka, ojca dwóch chłopców w wieku szkolnym i przedszkolnym, codzienność jest trochę jak mała wojna. – Łobuzują. Potrafią się pokłócić i przeprosić, pobić i znowu przeprosić w ciągu pięciu minut. Mówię „Nie skacz z wersalki, bo zrobisz sobie krzywdę”. „Już raz skakałem i nic mi się nie stało.”

– Na początku, gdy Ninka się urodziła, najważniejsze było zapewnienie jej podstawowych potrzeb. Teraz, gdy staje się większa, widzę, że jest indywidualnością, ma swój własny charakter. Zaczynamy się powoli rozumieć. Rodzi się między nami zupełnie inny rodzaj miłości, której nigdy wcześniej nie doświadczyłem. – mówi Michał Mularczyk.

Michał, ojciec Ignasia: – Najfajniejsze są chwile, kiedy wracam z pracy, a Ignaś krzyczy: „Tata wrócił!” i biegnie się przytulić. To jest bardzo wzruszające. Szczególny moment, który mi utkwił w pamięci, to kiedy wróciłem do domu po dłuższym pobycie za granicą. Nie było mnie przez miesiąc i nie widziałem Ignasiaka na żywo. I kiedy w końcu wróciłem wieczorem, on spał. W momencie, kiedy usiadłem przy nim, zbudził się i radośnie zaczął wołać: „Tata, tata!”. Wtulił się we mnie i przez dobre 10 minut nie chciał mnie puścić. Długo tego nie zapomnę. 

Radosław Rybak1Etap 3. Do przyszłości!

Piłkarzem, poetą, malarzem oraz hodowcą rzepaku. – tym chciałby zostać w przyszłości Filip Zawada junior. Piłkarzem – tak po prostu, poetą i malarzem to po rodzicach. A hodowcą rzepaku, bo będzie z tego robić olej napędowy do samochodów. – Życzę mu tego, żeby został potentatem, bo przy mojej emeryturze może być ciężko – mówi Filip senior.

– Najczęściej Ignasiak chce być lwem – mówi Michał.

Dla siedmioletniego Olka i czteroletniego Michała, synów Radka, największym bohaterem jest obecnie wujek, który jest policjantem.

Tata półrocznej Ninki sam jeszcze nie widzi dalszej przyszłości. Relacja ojca z córką jest inna. Przyznaje, że trochę obawia się, że gdy dziewczynka będzie dorastać, on nie będzie w stanie pomóc w jej kobiecych problemach. – Ale na szczęście jest Ania, więc wszystko poukłada się jak trzeba.

Mówi, że życie z dzieckiem to nauka każdego dnia.

– Odpowiedzialność za dziecko jest długoterminowa. Wszystko, co robię, będzie miało wpływ na jej wybory w przyszłości.

 

Zdjęcia: Prywatne archiwum bohaterów

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA