REKLAMA
Anywhere logo

Natura przejmuje władzę

2016-10-14
...
Choć Joanna Komorowska nie obraca się na rynku designu od dziesięcioleci, to zdążyła już przykuć uwagę odbiorców, a projektowana przez nią biżuteria zdobywa sobie coraz większą popularność. Nam opowiedziała o swoich początkach oraz przeszkodach, z którymi musi się zmierzyć każdy młody projektant.

Wielu młodych ludzi długo szuka siebie, często kończy studia kompletnie nieprzydatne w późniejszej karierze zawodowej. Jak było z tobą? Od zawsze wiedziałaś, że chcesz projektować? 

Sztuka była obecna w moim życiu odkąd pamiętam, już w podstawówce chodziłam na lekcje rysunku, a w liceum zaczęłam na poważnie interesować się historią i teorią sztuki. Jednak od zawsze miałam dość wszechstronne zainteresowania, wiele różnorodnych pasji. Starałam się nie zamykać na jedną dziedzinę i moje pomysły na siebie ciągle się zmieniały. W pewnym momencie chciałam nawet studiować hodowlę koni, kierunek kompletnie niezwiązany z tym, co obecnie robię. Ale ostatecznie zdecydowałam się iść na historię sztuki, a następnie projektowanie biżuterii.

Czyli projektowanie biżuterii nie pojawiło się od razu? Co ostatecznie skłoniło cię do spróbowania swoich sił w tej dość niszowej i niepewnej dziedzinie?

Od zawsze miałam głowę pełną pomysłów, ciągle coś tworzyłam. Gdy stwierdziłam, że nie sprawdzę się jako historyk sztuki i potrzebuję zająć się czymś bardziej twórczym pomyślałam o studiach z projektowania biżuterii. Nie wiem nawet dlaczego. Wcześniej wraz z koleżanką robiłyśmy dla siebie oraz na prezenty kolczyki. Nie miałam jednak kompletnie pojęcia o aspektach technicznych tworzenia biżuterii. Wówczas to była tylko zabawa, nie traktowałam tego poważnie, a już na pewno nie myślałam, że kiedyś zacznę zarabiać na życie projektując. Jak to zwykle bywa – zadecydował przypadek.

Na twojej stronie przeczytałam, że oprócz biżuterii projektujesz również elementy do dekoracji wnętrz. Skąd pomysł na działanie w tak różnych dziedzinach designu?

Moim zdaniem wcale nie są to dalekie dziedziny, projektowanie to projektowanie. W podobny sposób myśli się zarówno o tworzeniu naszyjnika, jak i doniczki czy zegara. Może brzmi to trochę dziwnie, ale oba przedmioty muszą być po prostu estetyczne, a zarazem funkcjonalne. Z dekoracjami wnętrz dopiero zaczynam, ale proces tworzenia, choć są to większe przedmioty, nie różni się w znacznym stopniu od projektowania biżuterii. Dużym ułatwieniem jest fakt, że w tym wypadku nie jest potrzebna specjalistyczna wiedza na temat konstrukcji, jak ma to miejsce przy projektowaniu wnętrz czy ubrań. Podejrzewam, że z tym bez przyswojenia podstaw mogłabym sobie nie poradzić.

Każda twoja kolekcja stanowi odrębną historię, różni się od poprzedniej. Masz swój własny styl, jednak nie powielasz tych samych schematów przy kolejnych projektach. Jak ci się to udaje, skąd czerpiesz inspiracje?

Inspirację czerpię z otaczającego mnie świata, pomagają mi w tym liczne podróże. Na początku była to głównie przyroda, zaczynałam od motywów roślinnych. Potem pojawiły się sylwetki zwierząt, ptaków i owadów. Ostatnio natomiast zafascynowało mnie miasto, a raczej nowe spojrzenie na nie. Wciągnęły mnie typowo miejskie aspekty: kultura, street art, moda uliczna, współczesna architektura. Zaczęłam również obserwować jak przyroda coraz bardziej wdziera się do przestrzeni miejskiej, jak ludzie zaczynają wreszcie dostrzegać, że jest ważna. Na każdym kroku powstają nowe fascynujące realizacje, np. ogrody na dachach czy ostatnio bardzo modne ogrody społecznościowe. Uwielbiam również patrzeć jak natura przejmuję władzę w opuszczonych przez człowieka miejscach. Tzw. twory cywilizacji, porzucone domy, dworce czy stadiony dziczeją i z każdym dniem przestają przypominać obiekty, którymi były pierwotnie. To właśnie z obserwacji takich miejsc narodził się pomysł na stworzenie kolekcji Kvadratove, w której połączyłam ze sobą beton i metal z mchem i innymi roślinami.

Zatrzymajmy się na chwilę przy samym projektowaniu. Jak wygląda proces tworzenia przez ciebie kolekcji?

Zazwyczaj w najmniej oczekiwanym momencie pojawia się pomysł na nową kolekcję. Jeśli mam możliwość to od razu zabieram się do pracy. Czasem po dłuższej analizie okazuje się, że dana koncepcja nie do końca była trafiona. Jeśli jednak uznam ją za wartościową i posiadam wystarczającą ilość czasu, zaczynam szkicować albo od razu siadam do zrobienia prototypu. To jest chyba najciekawszy dla mnie moment, to co mam w głowie zaczyna się urzeczywistniać. Na tym etapie mogę pracować bez przerwy przez wiele godzin, a to co dzieje się dookoła kompletnie mnie nie obchodzi. Jeśli wszystko jest w porządku i jestem zadowolona z efektu finalnego, zabieram się za pracę nad kolejnymi projektami.

Mówiłaś, że czerpiesz inspiracje z podróży. Czy jest jakieś miejsce, które szczególnie cię urzekło?

To bardzo trudne pytanie, ciężko jest mi wyróżnić tylko jedno miejsce z pośród wszystkich, które miałam okazję odwiedzić. Jak już wspominałam ostatnio dość mocno zainteresowałam się zmianami zachodzącymi w metropoliach. Świetnym przykładem miasta, które na przestrzeni ostatniej dekady przeszło niesamowitą metamorfozę, jest Rotterdam. Najbardziej urzekło mnie w nim umiejętne połączenie historii z nowoczesnością. Futurystyczne budowle sąsiadują tu bezpośrednio z typową holenderską zabudową tworząc niesamowitą spójną całość.

Z wykształcenia jesteś również historykiem sztuki, więc z pewnością ma ona duży w pływ na ciebie i twoje prace. Czy któryś z artystów w szczególny sposób na ciebie wpłynął?

To prawda, historia sztuki ma na mnie ogromny wpływ, jednak od zawsze bardziej interesuje mnie sama teoria sztuki niż poszczególne dzieła. Trudno byłoby mi wskazać tylko jednego twórcę, niemal w każdym okresie historycznym mogę wymienić artystę, którego cenię. Podobnie jest jeśli chodzi o współczesny design, zazwyczaj podoba mi się wybrana realizacja, a nie cała twórczość jednego artysty. Mój gust ciągle się zmienia, każdego dnia inspiruje mnie coś innego.

Wielu moich znajomych pracujących w branży kreatywnej spotyka się z dużą ilością barier, które w dużej mierze odciągają uwagę od clou, czyli projektowania. Z jakimi problemami ty się zetknęłaś jako twórca biżuterii w Polsce?

Największym problemem w Polsce są szkoły artystyczne, które dają dobrą bazę teoretyczną, jednak nie do końca przygotowują do późniejszej pracy. Brakuje zajęć z marketingu, osadzenia w najnowszych trendach, przygotowania do pracy z klientem. Po skończeniu studiów młodego człowieka czeka brutalne zderzenie z realnym rynkiem, który ma niewiele wspólnego z uczelnianą rzeczywistością. Następnym problemem jest niedocenienie przez potencjalnych odbiorców autorskich projektów. Klienci, oczywiście nie wszyscy, nie rozumieją dlaczego stworzone przez projektanta rzeczy nie kosztują tyle co przedmioty z sieciówki, że za ceną idzie jakość i oryginalność. Na szczęście to się pomału zmienia na lepsze. Kluczową kwestią, z którą musi się zmierzyć młody twórca są również targi. Z jednej strony to najlepsze miejsce na bezpośredni kontakt z klientem, z drugiej obecnie imprez jest zbyt dużo i nie wszystkie są dobrze organizowane. Jeśli jesteś nowy w tej branży ciężko jest ci dobrze wybrać z tak bogatej oferty.

Do listy przeszkód jakie czekają na młodego artystę z powodzeniem można dorzucić brak zrozumienia ze strony bliskich. Większość rodziców marzy, aby ich dzieci znalazły dobrze płatną i przede wszystkim stabilną pracę. Na liście topowych zawodów od lat króluje: prawnik, lekarz, architekt, na próżno szukać tu artystycznych zawodów. Dla starszego pokolenia bycie projektantem to raczej fanaberia niż praca. Jak to wygląda u ciebie?

Część moich znajomych rzeczywiście ma takie problemy. Można powiedzieć, że miałam dużo szczęścia, bo w moim przypadku było wręcz odwrotnie. Wszyscy w rodzinie są w jakimś stopniu związani ze sztuką, w domu zawsze było mnóstwo albumów, książek o artystach, farby, kredki itp. Rodzice zawsze wspierali mnie w moich działaniach, od najmłodszych lat posyłali na zajęcia artystyczne. Gdyby nie oni, możliwe, że nie miałabym tyle odwagi aby spróbować swoich sił w tej kapryśnej branży i może faktycznie zostałbym hodowcą koni.

Zauważyłam pewną prawidłowość w świecie mody. Projektanci dzielą się na tych, który praktycznie nie rozstają się ze swoimi dziełami i tych, na których rzadko uświadczysz własne projekty. A ty do której grupy należysz?

Zanim zaczęłam zajmować się projektowaniem na poważnie, uwielbiałam nosić kolczyki, między innymi dlatego zaczęłam je robić. Potem przez kilka lat pracowałam z małymi dziećmi i odzwyczaiłam się od noszenia biżuterii. Przez co obecnie rzadko można mnie w niej zobaczyć. Z moich projektów mam kilka ulubionych, które czasem zakładam. Teraz jest to łańcuszek z jaskółką albo jakiś wisior na długim łańcuszku. Także plasuję się chyba gdzieś po środku.

Gdzie widzisz siebie i swoją markę za kilka lat?

W najbliższych latach chciałabym skupić się na większych projektach, zacząć tworzyć limitowane kolekcje. Niestety obecnie zdarza mi się robić za dużo modeli w jednej kolekcji, przez co łatwo o powtarzalność. W przyszłości marzy mi się mieć czas na dopracowywanie detali. Lubię poświęcić więcej czasu jednej rzeczy, która dzięki temu nabiera unikatowego charakteru.

 

Paulina Bolko

REKLAMA