REKLAMA
Anywhere logo

Owijanie w bawełnę

2016-10-21
...

Dwie filiżanki nawozów sztucznych miesza się z łyżeczką toksycznych pestycydów, wsypuje do 2700 litrów wody, dodaje wybielacze, barwniki, parafinę, formaldehyd, w sumie kilka tysięcy środków chemicznych – i powstaje jedna bawełniana koszulka.

 

Metka „100% cotton” cieszy się powodzeniem. Bawełniane są męskie koszule i koszulki, przewiewne sukienki i kobiece bluzki, t-shirty dla nastolatków, niemowlęce body. Tkanina jest tania, dostępna, wygodna i naturalna. Z marszu uważa się też, że jest przyjazna dla człowieka i środowiska. Czy aby na pewno?

naszyjnik z t-shirta_Julia Wizowska_Na nowo śmieci_N3Alergie i zatrucia 

Trzy lata temu Greenpeace przebadał próbki dziecięcych ubrań i butów dostępnych w sklepach znanych marek odzieżowych. W każdym z nich wykryto przynajmniej jeden produkt zawierający niebezpieczne związki chemiczne. W ulotce wydanej przez organizację ekologiczną można przeczytać, że w tekstyliach znaleziono chemikalia potencjalnie rakotwórcze, wpływające na system immunologiczny, zaburzające gospodarkę hormonalną, podrażniające skórę i negatywnie oddziałujące na układ rozrodczy. Pod tym względem odzież dla dzieci w niczym nie różniła się od podobnych artykułów dla dorosłych.

Ujęte w badaniach artykuły nie są też żadnym wyjątkiem, bo uprawa bawełny na skalę masową generalnie obarczona jest ryzykiem zanieczyszczeń. Wystarczy spojrzeć na statystyki. Roślina jest uprawiana zaledwie na 2,5 procent ziemi, mimo to przypada na nią aż ćwierć światowego zużycia środków owadobójczych i dziesiąta część nawozów sztucznych. Dlatego pracujący na plantacjach bawełny rolnicy przed kontaktem z rośliną obowiązkowo muszą zakładać kombinezony ochronne. A jako że dzieje się tak nie zawsze i nie wszędzie, to co roku w rezultacie zatruć chemicznych umiera około 20 tysięcy osób. Poparzenia i alergie skórne są nieobce również pracownikom obecnym podczas kolejnych etapów obróbki bawełny. Zanim z utkanej tkaniny powstanie ubranie, materiał musi odbyć szereg zabiegów, od odparzania, by odzież w trakcie użytkowania nie zbiegała się w praniu, przez odtłuszczanie, wybielanie aż po farbowanie. Zużywa się wówczas ponad 8 tysięcy związków chemicznych. Tkanina wchłania 80 procent z nich, reszta zaś ląduje w ściekach. 

płaszcz z koca_Julia Wizowska_Na nowo śmieciNajpierw woda, potem ścieki

Organizacje proekologiczne szacują, że przemysł tekstylny co roku spuszcza do wód światowych do 50 tysięcy ton farby. Europejskie ośrodki znają już sposoby na uzdatnianie tych ścieków, oazą odzieżową pozostaje jednak Azja Południowo-Wschodnia, gdzie unijne przepisy nie mają zastosowania, a kosztowne metody oczyszczania są nieopłacalne. W ten sposób barwniki, z których część jest toksyczna, lądują w oceanie, siejąc spustoszenie wśród organizmów wodnych i zatruwając wodę pitną okolicznym mieszkańcom.

Woda w produkcji bawełny ma zresztą znaczenie kluczowe. Roślina jest szalenie wodochłonna: do wyprodukowania 1 kilograma surowca potrzeba jej aż 29 tysięcy litrów, do ufarbowania – kolejnych 150 litrów. W przeliczeniu na jedną koszulkę daje to w sumie 2700 litrów wody. Tyle człowiek wypija w ciągu kolejnych trzech lat swojego życia.

Do czego prowadzi nieodpowiedzialne gospodarowanie zasobami wodnymi przy uprawie rośliny, która potrzebuje stałego nawadniania, najdobitniej pokazuje katastrofa ekologiczna w rejonie jeziora Aralskiego. W latach 60. władze Związku Radzieckiego postanowiły zwiększyć produkcję bawełny w Uzbekistanie i w związku z tym zarządziły budowę kanałów irygacyjnych odprowadzających wodę z dwóch rzek zasilających akwen. Z braku dopływu wody jezioro zaczęło się kurczyć, zmniejszając swoją objętość o 85 procent w ciągu kilku dekad. Jednocześnie rosnące zasolenie przyczyniło się do wyginięcia wszystkich gatunków zamieszkujących akwen, upadku rybołówstwa, wzrostu zachorowań na astmę, padaczkę i nowotwory wśród zamieszkujących okolice osób. Dziś z problemem dostępu do wody pitnej zmagają się także mieszkańcy innego wielkiego plantatora bawełny – Egiptu.

Twórczy upcykling

Nie mniej szkodliwa dla środowiska jest także odzież po zakończeniu swojego cyklu „życia”. Jeśli wyląduje w koszu – skończy na wysypisku śmieci, gdzie, rozkładając się, zacznie uwalniać do gleby zatruwające ją pierwiastki chemiczne. Do ograniczenia ilości produkowanych odpadów tekstylnych nawołują więc zwolennicy slow fashion – rozważnej mody, zjawiska, które powstało w kontrze do mody fast: szybkiej, zmiennej, dążącej do coraz to nowych, często nieprzemyślanych zakupów. Slow z jednej strony stawia na ubrania dobrej jakości, które, choć kosztują więcej, to posłużą dłużej, zaspokajając potrzeby właścicieli i dbając o zasoby środowiska. A z drugiej strony, na twórczy upcykling, czyli przerabianie niepotrzebnych rzeczy w taki sposób, by zyskały drugie życie w nowej odsłonie i nie wylądowały zbyt szybko na śmietniku. W ten sposób powstaje popularna obecnie biżuteria z t-shirta, poduszki jaśki ze starych swetrów, poszewki z męskich koszul, siatki na zakupy i dywaniki z koszulek, a nawet płaszcze z koca. Da się to jak najbardziej wykonać samodzielnie. Co jednak mają robić ci, którzy nie potrafią szyć ani dziergać? Mogą podążać za duchem slow, kupując mniej ubrań, za to dokładnie selekcjonując odzież pod kątem jakości i dobierając ją do reszty garderoby albo wybierać ubrania z organicznej bawełny. To jest bardziej przyjazne dla człowieka i mniej szkodliwe dla natury. 

 

Julia Wizowska

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA