REKLAMA
Anywhere logo

Morski gigant

2016-10-24
...

 

Istnieje taka ryba, która jest doceniana na naszym rynku i nie jest śledziem. To chyba jedna z najbardziej popularnych ryb morskich na naszych stołach. Jest jednak mały problem – kochamy ją wyłącznie w wersji wędzonej.

 

Zanim stała się piękną uwędzoną sztuką, to ostro pływała w morzach lub oceanach. Można ją spotkać w pobliżu północnoamerykańskich i europejskich wybrzeży Oceany Atlantyckiego, Morzu Północnym czy nawet naszym Morzu Bałtyckim. Chyba już wiecie, że tym razem chodzi mi po głowie makrela. Szybki drapieżnik z tej tłustej i bardzo zdrowej ryby. Czas już, by na naszych stołach zaczęła pojawiać się nie tylko w postaci past czy solidnie uwędzonych kawałków. makrela_2Nie będę ukrywał, że smak wędzonej makreli potrafi też zamieszać mi solidnie w głowie i nie pogardzę talerzem pachnącym wędzonką, gdzie obok makreli znajdę też śledzia, szproty czy kawałek halibuta. Po zjedzeniu takich rarytasów, kiedy moje dłonie pachną wędzonką jeszcze przez kilka godzin mimo solidnych starań o wymycie ich z tych tłustych i pachnących kawałków, jestem w stanie poddać się dobrowolnie każdej karze. Koniec świata wtedy mi nie straszny.

Dzisiaj jednak będę się rozpływał nad makrelą w postaci nie pachnącej dymem, tylko gołej jak kura do rosołu. Zdrowa jest niebywale, zawiera dużo nienasyconych kwasów omega 3 i omega 6. Makrela zadba o naszą gospodarkę związaną z cholesterolem i prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego. Nosi w sobie spore pokłady selenu i miedzi: pierwszy jest wskazany przy rozwoju płodów, więc, drogie niewiasty w stanie błogosławionym, wiecie już gdzie szukać szczęścia dla waszego potomstwa w sklepie rybnym. Bywają też składniki, które mogą powodować alergię. Puryna z kolei w nadmiarze może powodować artretyzm, czyli jeśli zacznie was łupać w stawach to wiedzcie, że mogliście przesadzić z makrelą. Wszystko jest dla ludzi, ale w umiarze.

Teraz, po przejściu od zachwytów do skojarzeń z chorobami, z czystym sumieniem mogę się podzielić pomysłem na inną postać makreli na naszych stołach.

Naturalnie potrzebna będzie makrela, najlepiej filet, który już bez problemu można dostać w dobrym sklepie. Przyda się burak, który piekł się w piekarniku razem z tymiankiem i – co ważne – w łupinie (piekł się, aż stał się miękki, potrzeba na to trochę czasu, więc warto wstawić wcześniej), trochę soku z cytryny, łyżka tartego chrzanu, mały pojemnik tłustej śmietany, takiej z 35% tłuszczu, znanej jako creme fraiche, cienki szczypiorek i trochę posiekanej pietruszki lub kolendry. Idealnie, jak trafią się liście botwiny, takie ozdobne, ale nie zaszkodzi jak będzie to roszponka czy rukola. Przygotujcie też nieco oliwy, soli i pieprzu.

Buraki musimy obrać ze skóry, pokroić w jednolitą, ale niezbyt małą kostkę. Mieszamy je potem z sokiem z cytryny, gęstą śmietaną, chrzanem i doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Makrelę nacieramy solą i pieprzem i smażymy na rozgrzanej oliwie, zaczynamy od strony skóry. Skóra powinna być chrupiąca po dwóch minutach, odwracamy na drugą stronę i wystarczy trzydzieści sekund aby szczęście było blisko. Po prostu nie zapominajcie o niej, to nie ma być suchy wiór z makreli.

Liście botwiny mieszamy z ziołami, oliwą i sokiem z cytryny. Układamy na talerzu buraki, na nich chrupiące filety z makreli i liście botwiny lub tego, co macie akurat pod ręką. Nie będę skazywał was na bieganie po sklepie, aby odszukać liście botwiny. To i tak jest dodatek. Najważniejsza jest ta tłusta i pyszna ryba. W połączeniu ze słodkim burakiem i kwasowością śmietany wywali kubki smakowe na orbitę doznać smakowych.

Przekonany jestem, że taki smażony filet zmieni postrzeganie tego morskiego giganta. Co istotne, nie grozi jej na razie wymarcie, więc bez wyrzutów sumienia swobodnie możecie spożywać ją w różnej postaci. Nalegam jednak, kombinujcie ze świeżą makrelą, to idealna ryba na jesienno-zimowe wieczory.

 

fot.: Hanna Jakubczyk 

 

 

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA