REKLAMA
Anywhere logo

Aleksandra Budka

Daria Zawiałow: Podwójna debiutantka

2016-10-26
...
Debiutuje na scenie i w życiu. Jej historia to spełnienie marzeń wielu dziewczyn – tych od dziecka marzących o karierze piosenkarki oraz tych pragnących białej sukni i welonu. I to przed trzydziestką. Daria Zawiałow wkrótce wydaje swój pierwszy album. Jest romantyczna i melancholijna, jednak w pracy najlepiej dogaduje się z facetami. Dlatego pokazaliśmy jej dwa oblicza.

Rozpakowałaś już prezenty ślubne?

Tak, dlatego w całym domu porozstawiane są butelki z winem. Cały rok intensywnie przygotowywaliśmy się do tego jednego dnia ślubu. Emocje już opadły, jednak nazywanie się mężem i żoną wciąż brzmi dla nas egzotycznie.

DariaZawialow2Życiowa stabilizacja przyszła tuż przed rozpędem kariery muzycznej.

Poznaliśmy się z mężem w talent show. Żadne z nas nigdy nie planowało ślubu, jednak gdy spotyka się na swojej drodze odpowiednią osobę, trzeba kuć żelazo póki gorące. Tomek jest gitarzystą, teraz gra także w moim zespole. Zaręczyliśmy się po niespełna roku znajomości, wszystko bardzo szybko się potoczyło. Mam dwadzieścia cztery lata i nie myślałam o tym, że potrzebuję męża i stabilizacji. Sprawdziło się jednak powiedzenie, że serce nie sługa.

Zostaniesz ambasadorką młodych dziewczyn marzących o takim samym scenariuszu na życie.

Większość moich rówieśniczek to szalone studentki chcące się bawić i niemyślące o stabilizacji. Ja z kolei nigdy nie chodziłam do klubów, nie zmieniałam co chwilę chłopaków. Jestem z tych dziewczyn, o których mówi się, że są romantyczkami. Jestem niesamowicie szczęśliwa, że moje życie poszło w takim, a nie innym kierunku. Jeżeli miałabym być inspiracją do tego, żeby decydować się na małżeństwo w młodym wieku, cieszę się tym bardziej. Małżeństwo szczerze polecam.

Jakie reguły panują w małżeństwie?

Każde małżeństwo chyba ustala swoje własne zasady i podział obowiązków. Nie ma osoby bez wad, w każdej relacji trzeba się dotrzeć. Wydaje mi się, że związek, a zwłaszcza małżeństwo to sztuka kompromisów.

Zmieniłaś nazwisko?

Tak, a razem z nim dowód. Według niego jestem teraz Darią Kaczmarek. Jednak na scenie pozostaję Darią Zawiałow.

Byłaś dziewczynką bawiącą się lalkami czy chłopczycą wiszącą na trzepaku?

W dzieciństwie bawiłam się prawie wyłącznie z chłopakami. Robiliśmy podchody, spędzaliśmy czas na podwórku. Dziś trudno już o takie dzieciństwo. Wspominam siebie grającą w klasy, biegającą po osiedlu, żeby zebrać jak największą grupę dzieciaków do wspólnej zabawy. Zawsze miałam jedną przyjaciółkę od serca i dwie dobre koleżanki, natomiast zawsze bardziej dogadywałam się z chłopakami. Tak jest do dziś, bo mój zespół to wyłącznie mężczyźni. Jestem dla nich kumplem. Nawet producent mojej płyty nie mówi do mnie po imieniu, tylko woła do mnie „stara”. Więcej, zdarza mu się powiedzieć „ej, stary”. Nadajemy na tych samych falach. Gadanie o ciuchach i paznokciach nie jest w moim klimacie.

DariaZawialow4Masz wzór kobiety?

Chyba nie mam takiego wzoru. Każda kobieta jest wartościowa i piękna, tylko wyraża to w inny sposób. Nigdy takiego wzoru na kobiecość nie szukałam. Wyprowadziłam się z domu, gdy miałam piętnaście lat. Chodziłam do szkoły z internatem, więc w kulminacyjnym punkcie dojrzewania i stawania się kobietą brakowało takiej osoby, którą mogłabym podpatrywać i podążać jej krokami w stronę kobiecości. Byłam w tym wszystkim sama – babcia czy mama były daleko. W tamtym okresie słuchałam Amy Winehouse i chodziłam po lumpeksach, co zostało mi do dzisiaj. Sama wyznaczałam sobie trendy i wzór na kobiecość.

Co jest dla ciebie atrybutem kobiecości?

Na pewno niezależność i poczucie własnej wartości. Zawsze byłam postrzegana jako ta, która na pewno sobie w życiu poradzi, a ja tak naprawdę w głębi byłam bardzo zakompleksiona. Jestem domatorką, samotnikiem, popadam często w melancholijne stany. W samotności jestem zupełnie inna niż w tłumie. Kobiety powinny akceptować siebie takimi, jakimi są. Eksponować naturalność i uwierzyć w siebie. Uwierzyć w to, że możemy zawojować świat. Tym bardziej ze wspierającym mężczyzną u boku.

To twój apel, z którym wchodzisz na polską scenę muzyczną?

Apeluję, by być sobą. Gdy jesteś prawdziwy i dokładasz do tego ciężką pracę, to na pewno przyniesie zamierzone efekty. Kiedyś moimi ulubionymi wokalistkami były Diana Krall i Billie Holiday, chciałam być taka jak one. Znajomi przyklejali mi łatkę wokalistki jazzowej. Nie czułam się z nią dobrze. Gdy w 2009 roku dostałam się po raz pierwszy na Konkurs Debiutów w Opolu i zaśpiewałam piosenkę Kasi Nosowskiej, poczułam się w swojej skórze. Zaczęłam być sobą. Wkrótce potem poznałam mojego producenta i razem odkrywaliśmy to, co nas wówczas muzycznie kręciło. W międzyczasie wzięłam udział w talent show. Po programie nagraliśmy płytę, pod którą na sto procent możemy się podpisać.

Czy na tej scenie jest miejsce dla kolejnej śpiewającej dziewczyny?

Miejsca na polskiej scenie jest bardzo dużo. Trzeba dać każdemu szansę, natomiast publika jest wybredna – i trudno jej się dziwić. Gdy ja poznaję artystę, który zaciekawi mnie jedną piosenką, staram się dotrzeć także do pozostałych nagrań. Daję szansę i każdy artysta na nią zasługuje. Skomponowanie piosenek i stworzenie swojego albumu to bardzo ciężka praca. Piszę swoje teksty i wymyślam linie melodyczne, jednak przekonałam się do tego dopiero po pozytywnych komentarzach ludzi. Dużo czasu poświęcam na komponowanie nowych utworów, mąż uczy mnie grać na gitarze, a ja wiem, że całe życie będę się doskonalić. Nigdy nie będzie tak, że powiem sobie, że piszę znakomite teksty i lepiej już się nie da.

Czy dziewczynie trudniej jest zaistnieć na rynku muzycznym? Mamy wielu debiutantów – facetów.

Wysypali się jak z rękawa. To fantastyczne, bo jakiś czas temu tych mężczyzn nie było zbyt wielu. Jednak czy naprawdę jest im łatwiej? Teraz to nie ma znaczenia. Publiczność pokocha cię lub nie. To takie być albo nie być. Obym się nie dowiedziała, jakie to uczucie być odrzuconym. Kings of Leon stali się sławni dopiero po czwartej płycie. (śmiech)

DariaZawialow3Mela Koteluk i Ania Dąbrowska trzymają za ciebie kciuki. Kobieca solidarność?

Mam nadzieję. Bardzo się ucieszyłam, gdy Ania i Mela udostępniły na Facebooku „Malinowego chruśniaka”. To bardzo miłe. Kiedyś byłam psychofanką Ani Dąbrowskiej. Miałam okazję poznać ją podczas koncertu w Sali Kongresowej i powiedziałam jej o mojej miłości do niej. Dlatego radość z tego, że podoba jej się mój singiel, jest tym większa.

Twoja droga na scenę zaczęła się w programie dla dzieci.

Nie pamiętam dobrze mojego występu w programie „Od przedszkola do Opola”. Byłam przebrana za biedronkę i śpiewałam piosenkę Wolnej Grupy Bukowina. Nie wygrałam, natomiast byłam zadowolona z kartonu pełnego prezentów.

Zawsze się zastanawiałam, co było w tych wielkich pudłach. Siedziałam przed telewizorem i zazdrościłam tym dzieciakom.

Mnóstwo słodyczy i zabawek. Karton marzeń każdego dziecka. Było czego zazdrościć. (śmiech)

A potem była szkoła z internatem.

Mając piętnaście lat przyjechałam do Warszawy do liceum. Ciężko mieszka się w szkole z internatem, a ja wytrzymałam tam pół roku. Mnie – samotniczce – nie odpowiadało to, że muszę dzielić pokój z wieloma osobami. Lubiłam usiąść na parapecie z pamiętnikiem i posłuchać muzyki. Tam było to niemożliwe. Poprosiłam mamę o ogromny kredyt zaufania i wynajęłam pokój na Saskiej Kępie. Mogłam zająć się sobą.

Dlaczego wybrałaś akurat to liceum?

Chodziłam do szkoły im. Jana III Sobieskiego. To było zwykłe liceum, jednak z zapędem artystycznym. Murowany, typowy budynek, wchodziło się do środka, a tu – plastycy przy sztalugach tworzą obrazy, chór się rozśpiewuje przed lekcją, a schody cudownie skrzypią. Czuło się artystycznego ducha.

Przeciwko czemu się buntowałaś?

Miałam okres słuchania metalu i chodzenia w glanach. To nic złego, ale u mnie wiązało się to z buntem. Przeciwko rodzicom, bo przeciwko czemu mogłam się buntować, nie wiedząc nic o świecie? Miałam trampki z symbolem anarchii, ale nie do końca wiedziałam, co ona oznacza.

Gdzie teraz jest ta wściekłość nastolatki?

Dojrzałam i zmieniłam się. Nie wiem, czy to ta moja długa droga do debiutu, czy mąż, czy wszystkie przejścia w życiu doprowadziły do tej ogromnej zmiany. Nauczyłam się pokory i z biegiem lat stawałam się coraz bardziej wycofana. Nie lubię być w centrum uwagi, nie przepadam za spędami i imprezami. Lubię być w domu i słuchać muzyki. Teraz mogę to robić z mężem i to jest najlepsze uczucie na świecie.

DariaZawialowObserwujesz innych debiutantów?

Nawet im kibicuję. Z niektórymi, między innymi z Bovską czy Leskim, miałam okazję występować w Opolu. Dobrze, że tych debiutantów jest coraz więcej. Ludzie mają wiele do powiedzenia przez muzykę. Dlatego warto im się przyglądać.

Powinnaś czuć się pewnie, masz wsparcie ogromnej wytwórni. Jak doszło do waszej współpracy?

Po „X Factorze” pracowaliśmy nad demo. Ale że była to muzyka alternatywna, wyszliśmy z założenia, że ciężko będzie wydać ten materiał pod skrzydłami dużej marki. Demo pokazaliśmy w kilku wytwórniach, zainteresowało się nim Sony Music, a my uspokoiliśmy się i wiedzieliśmy, że już jest dobrze. Mogłam zamknąć się w studiu i tworzyć.

Jesteś podwójną debiutantką. Już raz miałaś wydać płytę.

W 2011 roku miałam nagrany album, na którym znalazła się muzyka indie rockowa z domieszką jazzu. Nie były to do końca klimaty moje i mojego producenta. Wszystko rozeszło się po kościach, a ja na jakiś czas wpadłam w dołek, zagubiłam się. Ten nowy album tworzyłam dwa lata. To chyba nie tak dużo, chociaż cały czas ją dopracowujemy. Ukaże się najpóźniej w marcu 2017 roku. Nie mogę nawet zdradzić tytułu ani nazwisk gości, chociaż bardzo bym chciała się już wszystkim pochwalić. (śmiech) Osiem lat czekałam na debiut, muszę poczekać jeszcze parę miesięcy.

W przypadku Konkursu Debiutów w Opolu także działa zasada do dwóch razy sztuka?

Pierwszy raz się nie udało. Po raz drugi jechałam ze świadomością, z jakim silnym składem będę konkurować. Kortez, Leski, Jóga, Salk… a wśród nich ja! Okazało się, że otrzymałam Opolską Karolinkę. Szok i radość. Dzięki temu „Malinowy…” stał się rozpoznawalny i więcej osób go usłyszało.

Spełniły się marzenia dziewczynki występującej w programie „Od przedszkola do Opola”?

Zrobiłam duży krok, ale spełnieniem marzeń będzie wydanie płyty. Przez tyle lat w mojej głowie kłębiły się pytania: „Co chcesz zrobić? Co chcesz nagrać?”. Ta płyta to spełnienie pragnień. Jednak mam jeszcze kilka w zanadrzu. Będę ciężko pracować.

Wykorzystałaś swoją szansę na sukces.

Wszystko się okaże, gdy wyjdzie album. Chcę, żeby moja muzyka znalazła swoich słuchaczy, chcę grać koncerty dla ludzi, którzy znają moje piosenki na pamięć. To byłby czad!

Masz błogosławieństwo Leśmiana.

Lubię myśleć, że byłby dumny. „Malinowy” przypadkiem stał się ukłonem w stronę poety. Po przesłuchaniu wstępnego aranżu i specyficznego, namiętnego brzmienia gitary w intro, postanowiłam napisać erotyk. Tekst skojarzył się z Leśmianem, dlatego tytuł zaczerpnięty jest właśnie z wiersza poety. Mam nadzieję, że patrzy z góry i aprobuje moje wyczyny.

 

Podziękowania dla Pawilonów Nowy Świat (Warszawa, Nowy Świat 22/28) za pomoc w realizacji sesji zdjęciowej.

Zdjęcia: Monika Szałek

Galeria zdjęć


REKLAMA