REKLAMA
Anywhere logo

W mieście Stradivariego

2016-11-03
...
Nie ma chyba na świecie lepszego miejsca do rozmów o muzyce klasycznej niż Włochy. Nie ma też bardziej idealnej przestrzeni do tego, by połączyć je z targami instrumentów muzycznych niż Cremona – miasto, w którym tworzyli m.in. Antonio Stradivari i członkowie rodzin Amati i Guerneri.

Cremona to nieduże miasto na północy Włoch, w Lombardii, oddalone o nieco ponad godzinę jazdy samochodem od Mediolanu. Została założona przez Rzymian już w III wieku p.n.e. Była na tyle dużym i ważnym ośrodkiem miejskim, że prawie od samego początku swojego istnienia toczono o nią boje. Najstarsze zabytki, które możemy w niej podziwiać, pochodzą więc dopiero z XII wieku. Najważniejszym mieszkańcem Cremony, który w mieście ma swoje pomniki, muzeum, a jego imieniem nazywane są ulice, hotele, restauracje, a nawet dania i drinki, jest oczywiście Antonio Stradivari.cremona_1 Ten żyjący w XVII wieku lutnik był jednym z najwybitniejszych budowniczych instrumentów w historii. Jego skrzypce, altówki czy wiolonczele są podziwiane do dzisiaj, ich ceny dochodzą na rynku dzieł sztuki do milionów euro, a na swoje koncertowe instrumenty wybierają je największe gwiazdy muzyki klasycznej. Lutnicy do dziś próbują odkryć tajemnicę geniuszu mistrza z Cremony, traktując je jako kamień filozoficzny swojego fachu. Nic więc dziwnego, że to właśnie w tym mieście odbywają się jedne z największych na świecie targów instrumentów muzycznych: Cremona Mondomusica.

Cremona to przepiękne, małe miasto, które architekturą przypomina Florencję. Pełno jest w nim placów i wąskich uliczek, na których rozstawione są kawiarniane stoły. Historyczne centrum jest niewielkie i z pewnością jeden weekend wystarczy, by odwiedzić wszystkie ważne zabytki miasta – o ile oczywiście nie trafimy na sjestę, która dla turystów ze wschodu może być niezwykle irytująca...

Pierwsze kroki powinniśmy skierować na Piazza del Comune, gdzie znajdują się najważniejsze zabytki: ratusz, Cattedrale di Santa Maria Assunta, Torrazo, San Giovanni Battista i Loggia dei Militi. Katedra pochodzi z XII wieku – jest ogromna, można w niej obejrzeć dzieła sztuki sakralnej, freski, a od czasu do czasu posłuchać koncertów (podczas targów odbył się w niej koncert chóru chłopięco-męskiego „Sistine”). Swoim wnętrzem bardzo przypomina Bazylikę św. Piotra w Watykanie, choć równocześnie posiada magiczny urok właściwy wiejskim kościółkom. Torrazo to z kolei przylegająca do świątyni dzwonnica z przełomu XII i XIII wieku, która uważana jest za najwyższą tego typu budowlę w Europie (ma aż 112 metrów wysokości, a na górę prowadzą 502 schody!). Z jej szczytu można podziwiać przepiękną panoramę miasta. Baptysterium budowane było między XII a XV wiekiem – warto przez chwilę się przy nim zatrzymać, ponieważ posiada elementy typowe zarówno dla średniowiecza, jak i renesansu i gotyku. Gdy odwrócimy się tyłem do katedry, naszym oczom ukaże się ratusz miejski – budowla, która sprawia wrażenie zupełnie oderwanej od architektury placu, a jednak w ciekawy sposób ją uzupełnia. Budynek pierwotnie wzniesiono w XIII wieku, jednak przez wieki był przebudowywany. W przeciwieństwie do białej i na swój sposób delikatnej fasady katedry, wydaje się być ciężką, ponurą bryłą, niczym budowla obronna. Stojące obok niej Loggia dei Militi zbudowane są w podobnym stylu. Znajduje się w nich rzeźba przedstawiająca godło Cremony.

cremona_2Drugim priorytetowym punktem wycieczki po mieście jest plac i muzeum Stradivardiego. W mieście nie brakuje oczywiście posągów mistrza z Cremony, jednak przed samym muzeum jego imienia wznosi się ogromna instalacja typowa dla sztuki współczesnej: monumentalna postać złożona z pięciolinii, która ma odzwierciedlać „duszę muzyki”. W ogromnym muzeum znajdują się przede wszystkim zabytkowe instrumenty sztuki lutniczej – zarówno te wykonane przez Stradivariego, jak i przez członków rodzin Amati i Guarneri.

Jeśli chodzi o lutnictwo, w 2012 roku cremońska tradycja tworzenia instrumentów skrzypcowych została wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. W samym mieście znajduje się ponad 140 wyspecjalizowanych sklepów i zakładów lutniczych, a nawet Międzynarodowa Szkoła Lutnictwa, w której zajęciach uczestniczy około 400 studentów z całego świata! Zakłady lutnicze można spotkać na co drugiej ulicy – w ścisłym centrum miasta i w jego bocznych uliczkach. Te ostatnie nie robią już takiego wrażenia: są często zaniedbane, elewacje przybrudzone są zmorą także polskich miast – nieestetycznym graffiti, a jeśli spacerować będziemy w godzinach sjesty, czyli między 12:00 a 14:30, ulice świecić będą pustkami, wszystkie sklepy, a często i knajpki będą zamknięte. Posępne wrażenie robią też pozostałe kościoły w mieście, które wydają się być zapomniane przez włodarzy i mieszkańców Cremony. Warto jednak poświęcić chwilę i obejrzeć je wszystkie, ponieważ w każdym możemy znaleźć coś oryginalnego.

Wyjazdu do Włoch nie można by jednak zaliczyć do udanych, jeśli nie odwiedziłoby się restauracji. Gdy choć raz spróbujemy tamtejszej pizzy, lasagne, spaghetti, kawy czy lodów, włoskie jedzenie w innych częściach świata nigdy nie będzie już smakowało tak samo. Lunch czy kolacja w restauracji to także idealny moment na podejrzenie zachowania mieszkańców. Podczas mojego wyjazdu do Rzymu zaskoczyło mnie, jak daleko zachowanie Włochów odbiega od znanych mi choćby z filmów Felliniego stereotypowych zachowań. W Cremonie zobaczyłam trochę inny obraz tej narodowości niż w stolicy Italii. Cremończycy byli głośni, rozgadani, ekstrawertyczni, ich gestykulacja wyglądała wprost aktorsko. Wszyscy byli ubrani bardzo schludnie i modnie. Równocześnie sprawiali wrażenie bardzo serdecznych, rodzinnych, niezwykle gościnnych, z ogromnym szacunkiem odnosili się do osób starszych, a na pożegnanie nawet obce osoby czekał obowiązkowy podwójny buziak w policzki!

W 2001 roku organizacja CremonaFiere zorganizowała pierwsze targi Mondomusica. Na początku było to miejsce, w którym spotykali się lutnicy i ich klienci lub dostawcy. Z czasem zaczęto dołączać firmy z innych branż – tak powstała Acoustic Guitar Village, gdzie prezentowane są gitary i akcesoria do nich. Część targów zajmuje także Piano Experience, w którym swoimi fortepianami, pianinami i klawesynami handlują producenci instrumentów klawiszowych. Po 15 latach Cremona Mondomusica jest miejscem, gdzie spotykają się biznesmeni i artyści z całego świata, a w kilkuset boksach można kupić wysokiej jakości sprzęty związane z branżą muzyczną. Organizatorzy chwalą się, że aż 91% gości odwiedzających ich targi, znalazło na nich produkty, których szukało. W tym roku chyba każdy, kto choć trochę interesuje się muzyką, co kilka kroków ulegał pokusie zrobienia zakupów ze względu na różnorodność i przystępność cen.
Gdy weszłam na teren targów, pierwszą rzeczą, która zwróciła moją uwagę był tłum ludzi przy wejściu i kasach. Słyszałam języki skandynawskie, rosyjski, polski, angielski, włoski, hiszpański.cremona_3 Jednak największe dwie grupy stanowili Włosi i najwięksi pasjonaci muzyki klasycznej: Azjaci. Po przejściu do pierwszej sali, nazwanej Piano Experience, uderzyła mnie fala dźwiękowa płynąca z ponad 20 fortepianów. Przy każdym siedział inny muzyk, jednak niemal każdy grał utwory... Chopina! Nasz kompozytor idealnie sprawdza się do przetestowania fortepianu, ponieważ jego utwory wykorzystują całe spektrum klawiatury. Ponadto każdy pianista ma w swoim repertuarze „coś Chopina”, a więc wie, jak w najlepszej możliwej wersji powinien on brzmieć. Jednak nawet jego kompozycje, grane przez mniej lub bardziej utalentowanych muzyków w jednym momencie na kilkunastu klawiaturach, zamieniają się w nieznośny harmider.

W sali z fortepianami znajdował się jeden instrument, który szczególnie przyciągał uwagę odwiedzających: fortepian Bogányi. Gdy rozmawiałam z twórcą tego wartego 250 tysięcy euro instrumentu (to ponad dwa razy tyle, ile najlepsza wersja Steinwaya!), węgierskim pianistą Gergelym Bogányi, co chwila podchodziły do nas zaciekawione osoby z pytaniem o broszurę na temat tego Ferrari wśród fortepianów. Skojarzenie w tym przypadku jest słuszne, ponieważ instrument, zbudowany z włókna węglowego, powstał przy wsparciu inżynierów z Mono Group, wspierającej takie marki, jak Lamborghini czy Porsche. Była to jedna z wielu niespodzianek, które czekały na mnie wzdłuż czerwonego dywanu.

Aby dojść do części poświęconej instrumentom strunowym, musiałam minąć niewielkie boksy z instrumentami dętymi. Tu największe wrażenie robiła cremońska miniorkiestra dęta, która co jakiś czas dawała popis swoich możliwości. Ciekawe było także stoisko ze sprzętem rehabilitacyjnym dla muzyków, którzy pracując przecież fizycznie, często uskarżają się na kontuzje. Hala poświęcona skrzypcom znajdowała się w tym samym budynku, co Acoustic Guitar Village. W pierwszych boksach można było obejrzeć i kupić gitary elektryczne, klasyczne, akustyczne, ukulele, gryfy, wszelkiej maści kostki, pokrowce, struny czy wzmacniacze. Na szczęście tutaj sprzęt można było przetestować jedynie ze słuchawkami na uszach, podłączonymi do elektrycznych instrumentów.

Najwięcej miejsca zajmowały jednak boksy biznesu związanego z instrumentami smyczkowymi. W tym miejscu do kupienia było dosłownie wszystko, zarówno dla muzyków, jak i lutników: całe instrumenty, pokrowce, śrubki, żywica, oleje, farby, kleje, minerały, kostki, kołki, podstawki, struny, podbródki, nuty dla dorosłych i dla dzieci, prasa branżowa, dłuta mechaniczne i elektryczne, a wreszcie deski – całe stosy desek mniejszych i większych: w każdą można było popukać, powąchać ją, zważyć i zmierzyć. Osoby zainteresowane skrzypcami mogły je oczywiście przetestować, a później sprawdzić na stoisku laboratorium akustycznego. Lokalni naukowcy we współpracy z fachowcami z zagranicy stworzyli specjalne urządzenie i programy komputerowe, które mierzą drgania instrumentu, tym samym sprawdzając jego jakość. Jak sami przyznają, włoscy lutnicy dzielą się na dwie grupy: zwolenników tej metody, którzy mają nadzieję na doskonalenie swojego warsztatu, i przeciwników, którzy boją się, że wyjdą na jaw ich niedociągnięcia. Naukowcy wierzą, że dzięki ich staraniom i kreatywności uda się poznać tajemnicę Stradivariego.

cremona_4Miłym zaskoczeniem byli polscy wystawcy, a wśród nich ważna reprezentantka polskiej szkoły lutniczej: Danuta Pawlikowska. Artystka ta ma na swoim koncie wiele sukcesów w międzynarodowych konkursach lutniczych, między innymi srebrny medal za altówkę na X Międzynarodowym Konkursie Lutniczym im. A. Stradivariusa, właśnie w Cremonie. Jak sama przyznaje, polska marka wciąż budzi obawy wśród potencjalnych nabywców za granicą, jednak uczestnictwem w tych targach starała się zerwać z krzywdzącymi stereotypami i zaistnieć w świadomości zagranicznych muzyków, którzy mogli na miejscu przetestować jej instrumenty.

Oprócz stoisk dla rzemieślników i artystów, nie zabrakło tych skierowanych do miłośników tzw. „muzycznego kiczu”. Do nabycia były m.in.: kapcie, szlafroki, długopisy, ołówki, kubki, ręczniki w nuty, biżuteria czy powerbanki w kształcie instrumentów, pendrivey z wizerunkami kompozytorów. Jednak Cremona Mondomusica to nie tylko handel. W kilkunastu salach w kompleksie budynków zorganizowano seminaria, debaty, konkursy muzyczne dla młodzieży, recitale i minikoncerty.

Podczas tego pouczającego i pełnego wrażeń wyjazdu, zarówno podczas targów, jak i zwiedzania miasta tylko jedna rzecz zrobiła na mnie negatywne wrażenie: prawie nikt nie mówił tam po angielsku. Chociaż targi pretendują do rangi jednego z największych tego typu wydarzeń na świecie, seminaria i debaty – większość o bardzo ciekawej tematyce – nie były tłumaczone na język angielski. Co więcej – nawet obsługa targów miała poważne problemy z angielskim, nawet ta stykająca się z odwiedzającymi na każdym kroku. Także w samym mieście, które nie może narzekać na brak turystów dzięki swej wyjątkowej historii i atmosferze, w którym co rusz organizowane są międzynarodowe konferencje i targi z różnych dziedzin i branż, olbrzymi kłopot sprawiała mi nieznajomość angielskiego przez pracowników hoteli i restauracji. Włosi dużo rozumieją, ale nie chcą mówić, więc moje dialogi z miejscowymi wyglądały tak, że ja mówiłam po angielsku, oni odpowiadali po włosku i po kilku minutach dochodziliśmy do porozumienia. Odwiedzając to przepiękne miasto i targi Cremona Mondomusica warto więc uzbroić się w słowniczek polsko-włoski, aplikację-tłumacza na telefon i dużą dozę cierpliwości. W zamian za to czekają na nas fantastyczne zdjęcia z urlopu, nowe smaki i przepiękna pogoda, nawet poza sezonem!

 

tekst: Katarzyna Habecka

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA