REKLAMA
Anywhere logo

RECENZJA: "Niebezpieczne kobiety" szkodzą mniej niż Cukier

2016-11-13
...
Największą zaletą produkcji jest jej brud. Polski, autentyczny, bliski. Ponadto film ten opowiada historię, ale też stawia pytania. To cenne, ale wciąż niewystarczające, aby okrzyknąć go wybitnym.

Jestem z pokolenia, co niewiele robi i umie, choć sporo wie i gada. Chętnie przez to oglądam filmy o ludziach czynu, z którymi idzie się utożsamić. Skorumpowana policja? Bandyci? Jestem pierwszy. Niebezpieczne kobiety? Wchodzę w to od stóp do czubka głowy.

Znani z „Nowych porządków" bohaterowie toczą swoje małe walki na nowych frontach. Majami (Piotr Stramowski) mieszka z Olką (Maja Ostaszewska), jednocześnie umacniając swoją pozycję w stołecznej policji. Gebels (Andrzej Grabowski), jako starszy aspirant niezmiennie nawiguje poczynianiami policjantów zza biurka, staje się również istotnym punktem odniesienia dla Zuzy (Joanna Kulig) – dziewczyny, która po wykryciu zdrad swojego męża postanawia rzucić wszystko i zostać policjantką. Sporo miejsca zajmuje także znany z poprzedniej części Strachu (Tomasz Oświeciński) – prawa ręka każdego gangstera, który aktualnie dominuje.

Poza Zuzą widzowie poznają Cukra (Sebastian Fabijański) – młodego, inteligentnego gangstera. Chłopakowi zależy przede wszystkim na swojej kobiecie, Gośce (Alicja Bachleda-Curuś) i ich dziecku. Gdy Gośka odsiaduje wyrok za niesłuszny zarzut morderstwa swojej matki, Cukier zaczyna robić interesy z Szelką (Artur Żmijewski) – potentatem paliwowym, mężem Jadźki (Anna Dereszowska) – kobiety, która wstępuje do policji w tym samym czasie co Zuza. W tle obserwujemy także losy porucznik Izabeli Zych (Magdalena Cielecka), samotnej matki autystycznego syna.

Zagubieni w wątkach? I słusznie. To jedynie zarys tego, gdzie cała historia niebezpiecznych kobiet ma swój początek. Losy bohaterów splatają się na wiele nieoczywistych sposobów. Niejednokrotnie ich działania mają bezpośredni wpływ na pozostałych, mimo braku spotkań twarzą w twarz. Dzięki temu film pokazuje, że nie tylko spotkania zostawiają ślad. Są to również decyzje, które podejmujemy wobec świata. Taka refleksja po wulgarnym, pełnym przemocy kinie? Jest nieźle.

Nowy „Pitbull" to film pełen sytuacji, w których dorośli ludzie, w tym funkcjonariusze policji, podejmują decyzje dyktowane skutecznością, nie kodeksem moralnym. Z drugiej strony, tuż obok policjantki fabrykującej dowody w sprawie, widzimy gangstera, który przy okazji wymierzania zaległej kary jednemu ze swoich wrogów słyszy krzyki kobiety w sąsiednim mieszkaniu. Sekundy później Cukier strzela damskiemu bokserowi w nogę.

Nie na miejscu byłoby zdradzać więcej scen moralnie dwuznacznych. Niemniej, bohaterami często kierują impulsy. Ocena ich poczynań jest w rękach widza. Podział na dobrych i złych jest tylko teoretyczny, a czerwona lampka sygnalizująca koniec dobra i początek zła zwyczajnie szwankuje. Próbowałem zaszufladkować wszystkich w mojej skali, ale kreacje te wymagają zastosowania różnych skal do każdej z postaci. Za taką złożoność należy się uznanie.

„Pitbull" satysfakcjonuje na jeszcze innym polu - nie jest przerysowany w prawie żadną ze stron. Policjanci nie kipią heroizmem w walce z przestępczością, a policjantki tuż obok postępów w pracy borykają się z problemami dnia codziennego. Te ostatnie z kolei nie są błahe. To romans z gangsterem, samotne wychowywanie chorego syna czy mąż skory do poniżania i pobić. Historie te pokazują jasno, że kobiety, choć zdaniem wielu z natury delikatne, nie mają żadnej taryfy ulgowej.

Ważną rolę w filmie pełni humor i to w jego kwestii odczuwam lekką przesadę. W jednym z wywiadów Patryk Vega zadeklarował, że ma on rozładowywać napięcie mocniejszych scen. Jestem zdania, że humoru tego było zbyt dużo jak na kino sensacyjne. Jestem przekonany, że teksty Marcina Opałki, stereotypowego mięśniaka z zanikami pamięci spotkają się z entuzjazmem większości widzów. Niemniej, jeśli idę na kryminał, a żart ściele się gęściej niż trupy, zaczynam mieć problem, choć nie przeszkadza mi to w zaśmiewaniu się od czasu do czasu. 

„Niebezpieczne kobiety" przypomniały mi o „Innym świecie", lekturze szkolnej o czasach drugiej wojny światowej. Dlaczego? Bo „Pitbull" to świat, który jest inny. Podobnie jak wspomniana książka opowiada o świecie zbudowanym na innych zasadach i obyczajach. Herling-Grudziński pisał o czasach wojny jako pełnych zaburzenia porządku czy odwrócenia reguł. Od Patryka Vegi dostajemy równie nieoczywisty obraz, który rządzi się odrębnymi prawami, mimo że opowieść toczy się dziesiątki lat po wojnie. Co to dla nas znaczy? Że nie potrzeba nam wojny, abyśmy z kręgosłupów moralnych zrobili nitki.

Bohaterowie filmu toczą swoje walki różnymi metodami i na wielu frontach. Oglądanie tego jak sobie radzą, nasyca. Dopiero w kinach przekonacie się, kto swoją walkę przegra, a kto nie. Mnie tabela wyników zaskoczyła, ale niewiele ponadto. Po wyjściu z kina nie czułem potrzeby myśleć o obejrzanych historiach. Sprawiały wrażenie kompletnych, choć parę wątków zostawiono niedokończonych.

Nowy film Patryka Vegi nie jest obrazem przeciętnym, ale czegoś mi zabrakło, aby z pełnym przekonaniem napisać o nim „świetny”. To chyba dlatego, że cenię sobie filmy, które zostają ze mną na dłużej. Ani szczęki pitbulla, ani objęcia niebezpiecznych kobiet nie zostały ze mną po seansie. A szkoda. Szczególnie w wypadku tych drugich.

 

Tekst: Jacek Tomczak

REKLAMA
REKLAMA