REKLAMA
Anywhere logo

Aleksandra Budka

Sebastian Fabijański: Emocjonalny nadbagaż

2016-11-21
...
Chłodny w obejściu, ale gadatliwy. Żartuje trafnie, lecz z umiarem. Ripostuje szybko i celnie. Sebastian Fabijański to aktor w masce bezpieczeństwa. Chroni swoją nadwrażliwość i wartości przed oślepiającym błyskiem fleszy i zepsuciem mediów. Mówi o mamie oraz Bogu. A także o najnowszej roli w filmie Patryka Vegi „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”.

Usiadł przy mnie człowiek, który wygląda, jakby był na lotnisku. Nie zdjąłeś nawet plecaka. Zawsze taki jesteś – w biegu?

Trochę tak. Zawsze jestem niespokojny, nieosadzony, nie czuję się jak w domu, nawet, gdy w nim jestem. Mimo że lubię swój azyl i kąt, gdzie mogę się skryć i wyłączyć telefon – czuję jakiś ciągły niepokój. Zdarzają się pojedyncze dni, kiedy rozsiadam się, zdejmuję plecak.

Ten plecak to także bagaż emocjonalny?

Dziś – nawet nadbagaż. Mam etap, w którym czuję zwiększoną dawkę niepokoju.

I zachowujesz dystans.

Nie umiem go zachować i to męczy.

Sebastina_fabijanski1

Teraz zachowujesz ogromny dystans. Czy ty w ogóle masz ochotę ze mną rozmawiać?

To paradoks – zachowuję dystans, a jednak nie umiem go zachować. Tak, lubię rozmawiać. Krępuje mnie rozmawianie o sobie, ale tego wymaga mój zawód. Z tobą, z człowiekiem, który jest ciekaw spotkania, chcę rozmawiać. Najgorzej jest wtedy, gdy spotykam się z dziennikarzami i czuję, że kompletnie nie interesuje ich to, co mam do powiedzenia.

Albo interesuje ich to, z kim dzisiaj spałeś.

Dokładnie. A jeżeli chcesz wiedzieć, z kim dzisiaj spałem – spałem ze sobą. Było świetnie.

Porozmawiajmy o tym, jakie to trudne i jak nęcące być aktorem w dzisiejszych czasach.

To niewątpliwie wyzwanie, bo na co dzień aktor spotyka się z taką samą ilością chęci, jak niechęci. Trzeba to dźwignąć. Jeżeli wejdziesz do Internetu – takiego kurnika – masz wrażenie, że musisz gdakać jak te kury. Myślę sobie wtedy – ile tam jest bólu, ile cierpienia, frustracji, kompleksów, nienawiści. Tam jest, k…, samo zło.

To dlaczego w ogóle się tam pchasz?

Też się nad tym zastanawiam. W aktorstwie jest coś toksycznego. Wszechobecne próżne myśli – będę zajebisty, będą o mnie marzyć… Byłbym hipokrytą, gdybym mówił inaczej. Zawsze chodzi o to, żeby błyszczeć. Niestety. Gdy o tym myślę, gardzę sobą. Ale uprawiam ten zawód, bo go lubię. Lubię przyjść na plan i być kimś innym. Nie grać – być. Gdy robiłem „Pitbulla”, rodzice bali się do mnie dzwonić. Ojciec powiedział mi jakiś czas później, że nie był w stanie ze mną rozmawiać. Byłem tak negatywny, że wolał się do mnie nie odzywać.

Ale lubisz, gdy pochwali się twoją rolę.

Zdałem sobie sprawę, że tylko po to to robię. Żeby komuś coś dać. Podkreślałem w niejednym wywiadzie, że aktorstwo to zawód misyjny. I to bardzo ciężka misja. Chcesz, żeby człowiek przyszedł do kina i uronił łezkę na twojej scenie. Jeżeli wypruję flaki, zostawię kawałek siebie i będzie to graniczyło z poczuciem emocjonalnego obnażenia, ale ma to być w służbie chociaż jednego widza – sprawa załatwiona. To główny sens tego zawodu.

Sebastina_fabijanski2

Naprawdę wierzysz w misyjność aktorstwa?

Jestem marzycielem i idealistą. Chciałbym, żeby ludzie działali w jakiejś służbie. Mimo iż wszystkie znamiona dzisiejszych czasów zaprzeczają tej tezie. Łudzę się, że rola aktora ma większą wartość niż ostatni artykuł o nim w Internecie.

Nawet w szkołach teatralnych zrywa się z misyjnością.

Daj spokój. Szkoły zabijają!

To dlaczego próbowałeś cztery razy dostać się do akademii?

Bo nie wiedziałem jak to wygląda od środka. Szkoła teatralna powinna być świątynią rozwoju duchowego człowieka właśnie w dzisiejszych czasach, zaburzających czy ograniczających ten rozwój. Ilość bodźców sprawia, że zaciera się autorefleksja i kontemplacja. Co robisz, gdy ci się nudzi, jadąc w metrze? Przeglądasz Internet.

Sprawdzam, czy jest coś o Fabijańskim na „pudelkach”.

No właśnie. Młody człowiek przychodzi do szkoły teatralnej pełen nadziei, chce rozwijać swoją wrażliwość, duchowość, intelektualną stronę, a w rzeczywistości codziennie się popisuje. Przed kolegami i pedagogami. Ci ludzie kompletnie nie czują wsparcia. Od pierwszego dnia w szkole teatralnej słyszy się: „Pokaż! Dostałeś się? No to pokaż!”. I pajacujesz. Zabijasz w sobie człowieka, a robisz z siebie aktora.

Ty też pajacowałeś?

No właśnie nie, pewnie dlatego mnie wyrzucali. Ostatecznie skończyłem jednak warszawską Akademię Teatralną.

W PWST w Krakowie byłeś „tym z Warszawy”, na którego patrzy się wilkiem?

Mogło tak być. Generalnie ludzie uwielbiają żyć w uprzedzeniach. Ktoś myśli o mnie – zadufany, narcystyczny buc. To widzi. A nikt nie pomyśli nawet, że w tej masce jest defensywa przed światem. W ten sposób się bronię. Jakbym miał całą swoją wrażliwość wyrzucać światu, no to prosta droga do wariatkowa. Jestem przewrażliwiony, nie tylko na swoim punkcie, więc muszę się jakoś bronić. Niech ci ludzie w końcu spojrzą na drugich inaczej. Każdy z nas jest nieszczęśliwy. Każdy cierpi. Ja teraz patrzę na ciebie i też mógłbym powiedzieć – masz pomalowane usta, chcesz być taka piękna, bo przyszedł aktor i chcesz się pokazać – ale nie mogę tego robić, bo to upokarzające przede wszystkim dla ciebie. W tym momencie cię krzywdzę, w ogóle cię nie znając. Najgorsze że podświadomie, pewnie też to robię. Nienawidzę tego, ale codziennie się z tym spotykam.

Szczególnie obracając się w takim, a nie innym światku – celebryctwa, ścianek i plotek.

Uwielbiam walczyć. Jeżeli ktoś mnie nienawidzi, to ja zrobię wszystko, aby utwierdzić go w tym przekonaniu albo uświadomić, jak bardzo się myli. Mimo że to często strata czasu i powinienem odpuścić.

Sebastina_fabijanski3

To jedna z cech, którą nabywa się, dorastając na osiedlu?

Wychowanie na osiedlu sprawiło, że do tej pory nie umiem chodzić w czymś innym, niż w bluzie z kapturem. Na wszystkie premiery najchętniej przyszedłbym ubrany tak jak dzisiaj. Każdy ma „osiedle” w sobie, bo każdy się na jakimś osiedlu wychował. Zależy tylko, jak bardzo nim przesiąkniesz. Ja mocno, bo związałem się z kulturą hip-hopową i to była ta ulica we mnie. Potem moi rodzice wyprowadzili się za Warszawę i wychowywałem się na osiedlu razem z Piotrkiem Stramowskim. Chodziliśmy razem do podstawówki.

W którym momencie wyprowadziłeś się od rodziców?

Studiowałem w Krakowie, mieszkałem rok we Wrocławiu, więc z domu wyprowadziłem się 7 lat temu. Aż w końcu zamieszkałem na swoim w Warszawie i nie wyobrażam sobie wrócić do rodziców, mimo że ich kocham. Potrzebuję swojego miejsca, swojego spokoju, którego zresztą – jak ustaliliśmy – nie mam.

Jesteś z pokolenia JPII i wspomniałeś kiedyś, że to właśnie Jan Paweł II został twoim duchowym guru. Czy to nie pusty slogan?

Mam nadzieję, że nie.

W pewnym momencie stało się modne mówienie o Karolu Wojtyle jako największym autorytecie.

Nie chcę powtarzać sloganu „Karol Wojtyła – mój idol”. Imponuje mi raczej jego wielkość ducha. To był facet wypełniony wiarą, godną pozazdroszczenia nawet przez ateistę. Wielkoduszny człowiek, według mnie zdecydowanie powiernik losów Jezusa Chrystusa. Nie mam tu na myśli religii i wiary w Boga. Jezus Chrystus był przecież pierwszym rewolucjonistą duchowym, a jego istnienie jest faktem historycznym. Wyobrażasz sobie nasze życie bez Jezusa Chrystusa? Kim bylibyśmy – odstawiając na bok kwestie wiary i jego zmartwychwstania – bez tego człowieka?

Jezus Chrystus był hipisem.

I buntownikiem. To nie był facet, który siedział ze złożonymi rękami i mówił „amen”. Rzucał stołami, gdy coś mu nie pasowało. Jan Paweł II też był gotów rzucać stołami, oddając życie za swoją wiarę. To jest godne pozazdroszczenia. Moja mama także pięknie wierzy, bo jest pozbawiona radykalizmu. Wszystkie wojny odbywały się na tle religijnym dlatego, że ktoś mówił „NA PEWNO”. Moja mama mówi spokojnym głosem „na pewno”. Ja nie powiem „na pewno Bóg jest”, ale powiem „Bóg jest”. Obojętnie CZYM by nie był.

W nowym „Pitbullu” grasz skrajnego socjopatę kierującego się bynajmniej nie naukami duchownych.

Gram tam przede wszystkim człowieka chorego. To facet, który cierpi na cukrzycę typu 1, insulinozależną. Moje pole inspiracji w kontekście tej roli nie byłoby tak szerokie, gdyby nie to, że to facet zaburzony emocjonalnie przez tą chorobę. Rozmawiałem z dziewczyną chorą na ten typ cukrzycy. Opowiadała mi, że gdy miała skok cukru i ekspedientka w sklepie powiedziała jej córce coś niemiłego, to ona ją po prostu wyciągnęła zza lady. To ludzie, którzy zachowują się jak schizofrenicy. Raz jest zjazd, a za chwilę masz ochotę zabić. Przeczytałem, że człowiek od małego chorujący na tego rodzaju cukrzycę, ma często ogromne parcie na realizowanie swoich przerośniętych ambicji. Moja postać też taka jest. To facet, który cytuje Schopenhauera. A ten miał przez całe życie ciężką depresję, więc jaka musiała być jego filozofia? Naczelna teza Schopenhauera to: „Nie masz, żadnej szansy. Ale ją wykorzystaj”. Do tego dochodzi gangsterka, czyli żądza władzy. I ja coś takiego musiałem na siebie przyjąć.

„Cukier” nie jest zbyt słodki.

No nie. Nie jest to słodki bohater. Ale nie bez powodu film nosi tytuł „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”. Bo żeby mieć taką wnikliwość, wrażliwość oraz intelektualno-emocjonalną umiejętność manipulacji, trzeba mieć w sobie bardzo dużo kobiety. „Cukier” taki jest.

A ty masz w sobie trochę kobiety?

Nie rozgraniczam świata na kobiecy i męski. Są kobiety, które są facetami i faceci, którzy są kobietami. Mam w sobie dużo cech kobiecych. Nienawidzę stereotypowania. Że mężczyzna jest potężny, a kobieta krucha. To taki bałach, wypuszczany ludziom na potrzeby popopkulturyzacji naszego społeczeństwa, że się w głowie nie mieści.

Z ciebie robią blondyna amanta.

Niech robią.

A ty kochasz kobiety?

Bardzo, głównie moją mamę.

A ludzi? Czy ty w ogóle lubisz ludzi?

Chciałbym lubić, ale czasem się nie da. Nienawidzę egoizmu i egocentryzmu. Chociaż sam egoistą jestem, ale staram się nadrabiać autorefleksją i krytycznym spojrzeniem na samego siebie. Nienawidzę uprzedzeń, wynikających z poczucia bycia gorszym i zakompleksienia. Wierzę w ludzi, ale niekoniecznie muszę ich lubić. I vice versa. Albo, tak jak mówi mój kumpel, vis-a-vis. (śmiech)

Dziękujemy klubowi Niebo (Warszawa, ul. Nowy Świat 21) za pomoc w realizacji wywiadu oraz sesji zdjęciowej.

Zdjęcia: Monika Szałek

Galeria zdjęć


REKLAMA