REKLAMA
Anywhere logo

Polska filharmonia, włoski temperament

2016-11-24
...
Jubileuszowy sezon artystyczny Polskiej Filharmonii Bałtyckiej dobiegł końca. Na wielu szczeblach nadchodzi nowe, jeszcze lepsze. O tym, co było i o tym, co będzie opowiedział nam Massimiliano Caldi – I Dyrygent Orkiestry Symfonicznej PFB, śmiało można rzec – wierzchołek gdańskiej instytucji.

Jak to się stało, że na stałe związał się pan z Polską? Wydawałoby się, że dla dyrygenta oczywistym kierunkiem są Włochy. Tym bardziej że specjalizuje się pan w operze.


Moja przygoda z Polską rozpoczęła się dwadzieścia jeden lat temu. To był koniec listopada 1995 roku i zostałem wytypowany, aby wziąć udział w piątej edycji Międzynarodowego Konkursu Dyrygentów im. Grzegorza Fitelberga. Nie odniosłem w tym konkursie spektakularnego sukcesu, ale obiecałem sobie, że ponowię próbę w szóstej edycji – cztery lata później. Tak też zrobiłem i... zdobyłem pierwszą nagrodę jury, któremu przewodził Jan Krenz, a w którego skład wchodził między innymi Antoni Wit. Otrzymałem też nagrodę orkiestry i nagrodę publiczności. Niedługo po tym napłynęło do mnie wiele ofert z różnych polskich filharmonii, a w 2004 roku Filharmonia Śląska zaproponowała mi posadę dyrektora artystycznego i głównego dyrygenta Śląskiej Orkiestry Kameralnej. W 2012 roku zostałem głównym dyrygentem w Gdańsku, a dwa lata później także w Koszalinie.

Nawiasem mówiąc, moimi największymi pasjami są muzyka kameralna i symfoniczna, dlatego też odniosłem sukces w Polsce, gdzie to właśnie ta druga stanowi część pewnej tradycji, dużo bardziej niż we Włoszech. Opera zupełnie nie jest moją specjalizacją... jedynie moją ogromną pasją! Nie lubię być klasyfikowany jako specjalista w jakiejkolwiek dziedzinie.

PFB1

Dlaczego zdecydował się pan akurat na filharmonię w Gdańsku?



Nie wybrałem Gdańska świadomie. Zostałem zaproszony na swój pierwszy koncert do Filharmonii Bałtyckiej w lutym 2008 roku i od razu zakochałem się w mieście i w samej instytucji. Znalazłem wspólny język z orkiestrą i rozpoczęliśmy współpracę. Później, po spotkaniu z profesorem Romanem Peruckim w 2010 roku zaoferowano mi wzięcie udziału w konkursie. Tak zdobyłem posadę głównego dyrygenta, która chwilę wcześniej została wprowadzona i była zupełną nowością w Filharmonii Bałtyckiej. A dziś jestem bardzo dumny z tego, że mogłem być na miejscu inaugurującego nowy sezon artystyczny PFB.

Przygotowując się do wywiadu, wszędzie czytałam: „Oprócz umiejętności Massimiliano Caldi ceniony jest przez muzyków za osobowość”. Jak pan myśli, o co może chodzić? Pan jest miły, a inni dyrygenci nie?

Naturalnie to nie ja wpisałem to określenie do swojej biografii... I to oczywiście nie znaczy, że jestem sympatyczny, a inni dyrygenci są okropni! Może ktoś zauważył mój styl pracy i uznał go za przystępny, a nie autorytarny? Z reguły czuję, że mogę osiągnąć wszystko to, czego chcę po prostu poprzez rozmowę, klarowne i ciągłe wyjaśnianie, bez ciągłego krzyku (no, może czasami), łamania batuty czy tupania nogami o podium. I muszę przyznać, że faktycznie rzeczywiście mi się to udaje.

Dobrze się panu współpracuje z polskimi orkiestrami?



To, co mi się najbardziej podoba we współpracy z polskimi orkiestrami to dyscyplina i ilość czasu, którą mam na próby. Można dopracować wiele szczegółów, następnego dnia zagrać całość od początku do końca, by sprawdzić progres. Trzeciego dnia można do tych szczegółów wrócić, a czwartego – zagrać wszystko ponownie. We Włoszech byłoby niemożliwym zrobić to tak krok po kroku. Ćwiczymy tylko przez kilka dni, a potem od razu próba generalna i koncert!

PFB

Jest jakaś różnica w pracy z muzykami polskimi a włoskimi?



Różnice są w osobowościach muzyków. Jako że, jak już wspomniałem, we Włoszech mamy tylko kilka prób, można tam znaleźć dużo silnych – czasem zbyt silnych! – osobowości, które bardzo ciężko „dołączyć” do grupy. Odwrotnie jest w Polsce, czasem ciężko obudzić w muzykach poczucie odpowiedzialności, aby grali jako aktywna część grupy.

We Włoszech inaczej postrzegamy orkiestry i to jest prawdopodobnie największa różnica. Mam na myśli to, że mamy bardzo mało „prawdziwych” filharmonii, takich jak Filarmonica della Scala, Filarmonica Arturo Toscanini czy Filarmonica di Venezia, z wielkimi, profesjonalnymi orkiestrami symfonicznymi. Inne orkiestry symfoniczne to orkiestry regionalne – mają różne nazwy i grają więcej koncertów niż filharmonicy. Ciężej jest więc zaplanować pracę z taką orkiestrą. Mają nieregularne próby: w różne dni tygodnia, o różnych porach i to się zmienia co tydzień. Pracując z różnymi dyrygentami, w różnych salach koncertowych, grając koncerty w różne dni i tak dalej tak naprawdę nie ma możliwości, żeby tę regularność wypracować. System w Polsce jest bardziej regularny: próby zazwyczaj odbywają się od poniedziałku rano przez resztę tygodnia, a koncerty, także te wyjazdowe, grane są w piątki wieczorem.

Stosuje pan w swojej pracy z naszymi filharmonikami jakieś typowo włoskie elementy?



Próbuję wprowadzić typową włoską, bezpośrednią, swobodną i otwartą komunikację międzyludzką, sposób mówienia, rozwiązywania problemów. Polska dyscyplina i włoska fantazja bardzo do siebie pasują!

Odnieśliście jako orkiestra duże sukcesy w minionym sezonie – gościliście w filharmonii wielkie nazwiska, wyjechaliście w długie tournée po Stanach...



Tak, ostatni sezon był ekscytujący, szczególnie doświadczenia w USA. Miałem przyjemność inaugurować tournée, dyrygować na wszystkich próbach w Gdańsku na początku 2016 roku i dyrygować na pierwszych sześciu koncertach w Alabamie i na Florydzie. To było niezapomniane doświadczenie z niesamowitymi reakcjami wśród muzyków orkiestry i ogromnym entuzjazmem ze strony publiczności.
Jeśli chodzi o wielkie nazwiska, które gościłem, to muszę powiedzieć, że staram się utrzymać wysoki poziom solistów, których zapraszam. W tym miejscu muszę podziękować profesorowi Peruckiemu, dyrektorowi artystycznemu Filharmonii Bałtyckiej. Często, gdy pozwalały na to kontekst i sytuacja, dawał mi on swobodę w ustalaniu programu i w doborze solistów. Jestem bardzo dumny, przywożąc „moich” solistów do Gdańska, mogąc im pokazać, gdzie pracuję i z jaką wspaniałą orkiestrą przyjdzie im współpracować.


Chciałabym porozmawiać o sezonie artystycznym PFB, który się właśnie zaczyna. Jakie są plany na najbliższe miesiące? Są jakieś wydarzenia, które pan szczególnie poleca naszym czytelnikom?



Jeszcze pod koniec sierpnia poprowadziłem orkiestrę PFB na festiwalu Mozartiana, gdzie wykonaliśmy operę „La Finta Semplice”. 9 września cyklem „Spotkania z mistrzem” oficjalnie zainaugurowaliśmy nowy sezon artystyczny 2016/2017, w którym dyrygowałem orkiestrą, a towarzyszyła nam nieziemska skrzypaczka Alena Baeva. Zaprezentowaliśmy wówczas bardzo ważną i niesamowitą suitę Strawińskiego z baletu „Ognisty ptak”. Oba te występy okazały się ogromnymi sukcesami, przerastającymi moje oczekiwania. Zimą tradycyjnie czekają nas koncerty bożonarodzeniowe, natomiast w lutym będziemy gościć słynnego polskiego akordeonistę i bandeonistę – Klaudiusza Barana, rektora Warszawskiej Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina, a z absolwentami akademii z Gdańska spotkamy na tradycyjnym koncercie w maju. Koncert symfoniczny zamykający sezon – „Carmina Burana”, w którym orkiestrze towarzyszyć będą chóry Uniwersytetu Gdańskiego i Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej w Gdańsku, odbędzie się na początku czerwca.

Osobiście czekam na drugą połowę tego miesiąca – wówczas będziemy z orkiestrą akompaniować samemu Nigelowi Kennedyemu podczas jednego organizowanych przez PFB koncertów promenadowych, na których wybrzmią dzieła Ludwika van Beethovena i... Jimiego Hendrixa.

PFB2

Zagłębiłam się w nowy program PFB – zdaje się, że w tym sezonie stawiacie raczej na polskie kompozycje i solistów niż na muzyków zagranicznych. Może to błąd – zagraniczne nazwiska zawsze przyciągają publiczność.

Mogę powiedzieć, że tak, zagraniczne nazwiska są bardziej atrakcyjne dla polskiej publiki, ale nasze działanie absolutnie nie jest błędem. Nie powinno się tu patrzeć na modę i na tej podstawie zapraszać „egzotycznych” artystów. Trzeba starać się przesuwać granice muzyki tak, aby zniszczyć mury, które nadal odgradzają od siebie europejskie kultury i przekonać publiczność, że to, co rodzime, wcale nie jest gorsze.

Słyszałam, że będzie pan pracował w Sylwestra.

Tak, będę przewodził tradycyjnemu Koncertowi Sylwestrowemu, we współpracy z grupą tancerzy realizując program „Zaproszenie do tańca”. Będzie to mój trzeci Sylwester w Gdańsku i jestem pewien, że będę mógł przeżyć to święto w sali pełnej ludzi, a potem wziąć udział w bankiecie, czekając wraz ze wszystkimi na północ.

 

tekst: Katarzyna Szewczyk

źródło fot.: PFB 

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA