REKLAMA
Anywhere logo

Lód, ogień i ludzie

2016-11-24
...
To zimna i wietrzna kraina. Ale pod cienką warstwą zmarzliny pulsuje gorąca lawa, która co rusz daje o sobie znać – a to przy okazji źródeł termalnych, a to gejzerów, a to wulkanów. Islandia to kraj kontrastów. I to te przyrodnicze, nie społeczne, są tu najbardziej fascynujące.

Islandia, kraj zamieszkiwany przez niewiele ponad 300 tysięcy mieszkańców, wyspa położona niedaleko koła podbiegunowego. Żeby zwiedzić ją całą, potrzeba by co najmniej dwóch tygodni. Naszych trzech dni starczyło na objechanie południowego zachodu. I już to dostarczyło silnych wrażeń i tematów na godziny opowiadań. Spokojnie, postaram się skompresować swoją opowieść. 

Na szczęście gros atrakcji Islandii znajduje się w rejonie Reykjaviku, który jest naszą bazą wypadową. Wsiadamy w auto, zgarnięte z „zagłębia wypożyczalni samochodów”, znajdującego się zaraz przy porcie lotniczym w Keflaviku – bo podróżować po wyspie najlepiej autem, a liczni turyści spływają tu właśnie z tego jedynego w kraju międzynarodowego lotniska. Dzień pierwszy: ruszamy na wschód, wzdłuż wybrzeża. Krajobraz na trasie jest widowiskowy – trochę jak inna planeta, trochę jak amerykańska autostrada ze snów (tyle że droga węższa). Po drodze mijamy kilka punktów widokowych, przy których zatrzymują się ludzie z aparatami. Miejsc wartych przystanięcia jest mnóstwo. Mamy cztery miejsca na liście dzisiejszej wycieczki, więc zatrzymujemy się tylko raz. Naszym pierwszym celem jest wodospad Seljalandfoss. Tak, islandzki jest równie nieziemski jak tutejsza przyroda, ale gdy weźmiemy kilka wdechów i podzielimy wyraz na sylaby, jest szansa, że w 40 procentach dane słowo wymówimy poprawnie. Seljalandfoss to wodospad, pod którym można przejść! Moim faworytem został jednak Skógafoss, który odwiedzamy w drugiej kolejności. Na jego szczyt prowadzą schodki, więc tym razem z góry obserwujemy rzekę gwałtownie spadającą z 60 metrów. Ale najwspanialsze jest patrzenie z dołu – wodospad jest tak ukształtowany, że można do niego podejść tak blisko, jak tylko się odważymy. Warto schować aparat i po prostu popatrzeć. Nad spienioną wodą wytworzyła się tęcza. A z dala robili zdjęcia.

Seljalandsfoss

Dalej jedziemy do miejsca, które w przewodnikach i na blogach uchodzi za odosobnione. To wrak samolotu DC3, który lądował tu awaryjnie w drodze do Stanów Zjednoczonych. Spokojnie – nikt nie zginął, a samolot, rozebrany z cennych wnętrzności, pozostawiono na miejscu, bo po prostu ładnie wyglądał. Już podczas 4-kilometrowego spaceru do celu widzimy, że ruch w obu kierunkach jest tylko trochę mniejszy niż na lotnisku. Na miejscu trwa całkiem profesjonalna sesja fotograficzna pewnej kobiety w czerwonej sukni. Może blog modowy? Sam wrak za to wygląda kosmicznie, na tle wszechogarniającego krajobrazu usypanego z czarnego piasku wulkanicznego i lodowca majaczącego w tle. Warto.

Czwarty punkt tego dnia to Black Sand Beach. Czarny piasek, który tworzy plażę w maleńkiej miejscowości Vík i Mýrdal, to sprawka działalności wulkanu. W oceanie stoją oderwane od klifu widowiskowe formy skalne. Wszystko czarne, a skały o tej porze roku jeszcze obrośnięte są zielonym mchem. Woda spieniona. Nic dziwnego, że islandzcy architekci i projektanci niemal żywcem przenoszą te widoki na swoje prace. Nikt nie mógłby wymyślić lepszych form niż sama natura.

Drugiego dnia ruszamy na Golden Circle. To najpopularniejszy szlak turystyczny kraju – islandzkie „must see”. Zdobywamy trzy z czterech przyrodniczych punktów obowiązkowych (do szlaku należą też atrakcje kulturowe). Pierwszy to Park Narodowy Þingvellir (zangielszczone Thinkvellir). Ważny z kilku powodów. Po pierwsze, znajduje się tam jeden z wielu, ale jedyny tak dobrze widoczny uskok tektoniczny. U wejścia do parku możemy podziwiać dwie płyty – północnoamerykańską i eurazjatycką. Wchodzimy w ten uskok i wędrujemy po obszarze granicznym. Leży tu największe na Islandii jezioro o karkołomnej nazwie Þingvallavatn. Park jest ważny także ze względów historycznych. To tu w 930 r., na długo przed nowożytnymi rewolucjami i rezolucjami, zamieszkujący Islandię Wikingowie przybyli z Norwegii zwołali spotkanie, znane dziś jako pierwsze na świecie posiedzenie parlamentu. Podjęto wówczas decyzję o scaleniu kraju i pokojowym przyjęciu chrześcijaństwa dla celów politycznych. Dyplomacja – poziom wiking. 

islandia

Osobnym rozdziałem islandzkiej przyrody są gejzery. Są urocze, każdy z nich ma swoje imię (od największego z nich, Geysir, wzięła się ich ogólna nazwa). Trochę zalatują siarką, ale w ich oparach można się ogrzać. Największą gwiazdą jest Strokkur, wybuchający mniej więcej co 10 minut. Wokół stoją turyści i piszczą, gdy woda wypryśnie w górę. Z początku sceptyczna („Co oni tak piszczą”), gdy postałam tam 40 minut, sama zaczęłam żywiołowo reagować. Psychologia tłumu w najsympatyczniejszym wydaniu.

Nieopodal gejzerów znajduje się wielki, dwukaskadowy wodospad Gullfoss. Przepływa przez kanion i tworzy niezwykłe widowisko. Jeśli do tej pory, mówiąc o cudach przyrody, uosabiałam je, to poczułam się usprawiedliwiona, gdy przeczytałam, że burmistrz tutejszej miejscowości nazwał Gullfoss „swoim przyjacielem”. Było to na początku XX w., gdy były plany przekształcenia wodospadu w elektrownię wodną. Burmistrz powiedział, że przyjaciela nie sprzeda. 

Ostatniego dnia odwiedziliśmy Blue Lagoon – naturalne spa, na które warto wydać niemałe, jak na nasze realia, pieniądze. Zresztą na Islandii wszystko jest drogie, więc by cieszyć się pobytem, lepiej nie przeliczać wszystkiego na złotówki. W Blue Lagoon kąpiemy się w pełnych krzemu i soli morskiej źródłach geotermalnych pod gołym niebem. Wszyscy współ-kąpiący się mają uśmiechy na twarzach. Spodziewałam się ponurego klimatu , a tymczasem jest tu miło. 

Jeśli to wszystko nie stanowi wystarczającej rekomendacji, dodam, że ostatnio wszystkie te miejsca odwiedził bardzo znany muzyk. Nie Björk, nie Sigur Ros – oni tam mieszkają, to zbyt oczywiste. Był to Justin Bieber, co uwieczniono nie w jednym, a w dwóch teledyskach. Mam nadzieję, że tą informacją nie odstraszyłam amatorów odmiennych klimatów muzycznych.

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA