REKLAMA
Anywhere logo

Anna Nazarowicz

Nissan Juke test – jakby jutra miało nie być

2016-12-01
...
Dla jednych nie mniej ekscentryczny niż Donald Trump. Dla innych żywcem wyciągnięty z Ulicy Sezamkowej. Jednak w tym szaleństwie jest metoda, bo samochód na dobre wpisał się w polski krajobraz. Lubimy wariację, jaką niewątpliwie jest Nissan Juke. Ile niespodzianek kryje się w jego wnętrzu?

Pojawił się na rynku sześć lat temu. „Do odważnych świat należy” - tak można było zdefiniować decyzję o jego zakupie. Ale mimo wyglądu rodem z Gwiezdnych Wojen, Nissan Juke podbił serca Polaków, o czym może świadczyć ilość egzemplarzy widoczna na drogach. Odbierając mojego bohatera decyzję podjęłam natychmiast: jak kupować, to tylko w żółtym lakierze widocznym na zdjęciach. Minął tydzień i zdania nie zmieniłam. Chociaż złośliwi twierdzą, że taki kolor szybko się nudzi. Chyba wam! Zapomniałabym - osiemnastocalowe, czarne felgi obowiązkowe. Bez nich cały czar pryska.

juke_3

Kabina pasażerska – na jej widok człowiekowi robi się ciepło na sercu. Testowany egzemplarz został wykończony dodatkami w kolorze lakieru nadwozia. Żółty ewidentnie tutaj rządzi. Producent zadbał, aby większość przeszyć również była utrzymana w tym kolorze. Nie mam żadnych wątpliwości, że ktoś miał pomysł na ten samochód. I to bardzo dobry.

Pod maską został ukryty benzynowy silnik o pojemności 1.2 litra i mocy 115 KM dostępny wyłącznie z 6-stopniową, manualną skrzynią. Wielbicieli automatycznej skrzyni biegów nie będę próbowała przekonywać do zmiany poglądów. Ale do odbycia jazdy próbnej owszem. Dźwignia zmiany biegów, (która ma bardzo precyzyjne i krótkie przełożenia) została usytuowana tak wysoko, że nie pozwala o sobie zapomnieć. A to za sprawą środkowego tunelu, który do złudzenia przypomina motocyklowy zbiornik paliwa. Jeden z elementów, dzięki któremu wizyta we wnętrzu Nissana Juke na długo zapada w pamięci. Po uruchomieniu silnika za pomocą okrągłego przycisku wielkości wedlowskiej delicji żółty kosmita budzi się do życia. Silnik pracuje cicho i dyskretnie. Tak też pozostanie aż do jego wyłączenia. Cała konstrukcja została osadzona na dosyć sztywnym zawieszeniu, dzięki czemu Nissan Juke nie klęka przed każdą nierównością. Do pełni szczęścia zabrakło jedynie napędu na obie osie. Rekompensatą ma być apetyt na paliwo. A raczej jego brak: 7 litrów w cyklu miejskim bez zbędnej gimnastyki to dobry wynik. I kiedy mogłoby się wydawać, że to już koniec atrakcji, wystarczy użyć na środkowej konsoli sporego przycisku D-MODE. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki panel oraz przełączniki do sterowania nawiewem i klimatyzacją zmieniają swoją role i zaczynają odpowiadać za ustawienia stylu prowadzenia. Rozwiązanie, choć znane z poprzedniej wersji Juka, nadal potrafi ucieszyć lub zdziwić niejednego kierowcę. System Nissan Dynamic Control umożliwia wybór jednego z trzech trybów jazdy: Eco, Normal lub Sport. To trzy twarze Juka, z czego to właśnie ta ostatnia najskuteczniej zaskarbiła sobie moją sympatię. Ale jakby tego było mało, to niewielki wyświetlacz w dolnej części konsoli pokaże przeciążenia na zakrętach oraz pozwoli ustawić stoper w celu pomiaru czasu okrążenia. Takie fajerwerki w takim samochodzie? Do tego rodem z Nissana GTR? Lubię to. Zresztą jak cały ten samochód.

juke_2

Mało który potrafi dostarczyć tak dużej dawki pozytywnej energii, zwłaszcza w tym segmencie. Wracając jednak do kierowania - nie mogłabym pominąć systemu kamer, z którym spotkałam się również w Infiniti. Przy wszelkiego rodzaju manewrach z pomocą nadchodzi nam nie tylko kamera cofania, ale również zrzut pokazujący samochód od góry! Wciąż nie doszłam do tego, jak oni to zrobili. I jest to mało istotne. Grunt, że takie cudo powinno się znajdować w każdym samochodzie. Boczne lusterka? Na parkingu można zapomnieć o ich istnieniu. Linie, studzienki, krawężniki – wszystko to zobaczymy na ekranie komputera pokładowego. Rewelacja.

Kiedy wspólny tydzień z samochodem dobiega końca, robię tak zwany rachunek sumienia. Nie inaczej było w tym przypadku. I wiecie co? Ile razy bym się nie spotkała z Nissanem Juke, zawsze dochodzę do wniosku, że to fajny gość. Mimo, że wygląda jak obraz Salvadora Dalego na czterech kołach, to z biegiem czasu wcale nie przestaje mnie nudzić. Dobrze się prowadzi, świetnie wygląda. Na tylnej kanapie nie oferuje zbyt dużo miejsca, ale nie dbam o to, bo z przodu jest go dużo, a bagażnik jest wystarczająco pojemny. Patrzę w te jego ogromne, zabawne oczy i mam wrażenie, jakby chciał mi zaśpiewać piosenkę Tedego: „Pomyśl, jutro może nie być rana, kochana! Dziś świat jest dla nas! Co będzie jutro tego nikt nie wie, przecież my nawet nie mieliśmy siebie w planach. Oto film pod tytułem <>. Tylko teraz, tylko tu, tylko my”.

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA