REKLAMA
Anywhere logo

Aleksandra Budka

Legendy i poczucie własnej wartości

2016-12-14
...
Nie interesują go złote płyty, chce tworzyć alternatywną muzykę dla wybranych. W dzieciństwie marzył o inteligenckim domu, więc w dorosłym życiu zbudował go sam. Kocha design i sztukę. Przemysław Wałczuk, lider zespołu Fonetyka, przyznaje, że podnosi swoją samoocenę twórczą pracą. Właśnie ukazał się album „Ciechowski”, na który zespół skomponował muzykę do wierszy poety polskiego rocka.

Jesteś wściekły na polskie media muzyczne, prawda?

Zdarza się, że jestem rozczarowany. Mam wrażenie, że nasze piosenki są za trudne dla dziennikarzy muzycznych w stacjach radiowych. Po wydaniu pierwszej płyty, ówczesny szef muzyczny Trójki powiedział, że nie będą nas grać „bo teksty są słabe”. Było mi przykro, że tak ocenił Wojaczka. To mnie irytuje, ale czy nie jest to naturalne, że się wkurzam? Oczywiście chciałbym, żeby to, co robi Fonetyka, zostało docenione również przez media. Media kształtują przecież gusta. I nie zależy mi tu na wielkiej kasie, nauczyłem się zarabiać pieniądze w innych obszarach kreatywnych, dzięki czemu mam wolność artystyczną w sferze muzyki. 

Masz żal o to, że poprzednie płyty Fonetyki nie odniosły takiego sukcesu, jakiego oczekiwałeś.

Może za bardzo siliłem się na to, byśmy nie byli do nikogo podobni. Chciałem, by Fonetyka miała swój styl, była oryginalna. Mam tupet, więc powiem tak: „tworzymy kulturę” w czasach, gdy większość muzyki w Polsce nie ma nic wspólnego z kulturą. Na pierwszej płycie założeniem Fonetyki były piosenki, którymi będziemy w stanie sprowadzić ludzi do takiego rodzaju emocji, że będą płakać. To się nawet udawało. Na koncertach tworzyliśmy mszalny klimat, publiczność była roztrzęsiona, dziewczyny naprawdę płakały. Ponieważ na „Wojaczku” było tak subtelnie, to na „Bursie” zdecydowałem się na więcej „muzycznego garażu”, to jest ścieżka dźwiękowa do wyimaginowanego filmu. Sporo tam sound designu, który rozbudza wyobraźnię. Każda z trzech płyt jest inną historią. To, że je wydaliśmy, jest w mojej ocenie osobistym sukcesem każdego z członków zespołu.

fonetyka3

Masz żal, że nie jesteś rozpoznawalny?

Nie. Do niczego nie jest mi to potrzebne. Nie uprawiam tutaj personal brandingu – umiem to robić, ale cenię sobie święty spokój. Na okładkach płyt nie ma twarzy mojej, ani kolegów z zespołu. Każdy z nas ma swoją pracę, dzięki której stać nas na działanie twórcze w grupie Fonetyka. Robimy coś niszowego, ale elitarnego. Może odkryją nas hipsterzy? Mnie jara muzyka, której nie słuchają masy. Jeśli coś staje się popularne, to już to porzucam. Tak jak z miłością – jeśli się zakochasz, to chcesz mieć tę miłość tylko dla siebie, ale gdy zaczyna być miłością wszystkich, to nie chcesz jej już znać.

Ile lat istnieje zespół?

Szósty rok.

Po sześciu latach macie niecałe 10 tysięcy lajków na Facebooku. Kolejny żal?

Nie, nigdy nie promowaliśmy się intensywnie i nie inwestowaliśmy w to dużo. Jeśli wydajemy pieniądze, to na nagrania, teledyski, projekty okładek płyt, plakaty. Nie jesteśmy aktywni marketingowo, posty wrzucamy rzadko. Znam muzyków, którzy więcej czasu spędzają na funkcjonowaniu w social mediach, niż na komponowaniu muzyki. Od tego zależy ich być albo nie być. Fonetyka nie jest zespołem, który promuje się agresywnie, to do nas nie pasuje. Nie wybieramy się na Konkurs Eurowizji. Wydajemy swoje płyty sami i nie mamy za sobą pleców kogoś, kto pociągałby za sznurki sprawiając, że wyskakujemy raz z telewizora, raz lodówki.

Nie lubisz krytyki.

Nie lubię krytyki, z którą się nie zgadzam. Jeśli ktoś mnie obraża, mogę nawet dać w zęby.

A zgodziłbyś się z jakąkolwiek?

No pewnie. To kwestia argumentów. 

Jednym z nich jest przekonanie, że twoja muzyka jest dobra.

Bo jest. Gdyby ktoś mi powiedział – „to słabe” – nie byłaby to dla mnie konstruktywna krytyka. Tak samo w „podoba mi się” lub „jest okej” nie ma właściwie nic wartościowego. W Fonetyce realizuję swój wymarzony, inteligencki dom, którego nie miałem w dzieciństwie. Gdzie ludzie umieją mówić i rozmawiają przy stole na poważne, głębokie tematy. Założyłem Fonetykę z Danielem Zaklikowskim – on, żeby grać muzykę, ja po to, by się dowartościować. I wtedy ja, zwykły chłopak z małej miejscowości, złapałem Pana Boga za nogi, bo napisał muzykę do tekstów Rafała Wojaczka. Wcześniej pisałem trochę sam, ale praca z tekstami takich artystów to szkoła i spełnione marzenie o odkrywaniu czegoś mądrego. Wszystko to posiada znamiona samorealizacji i tworzenia wokół siebie inteligenckiego świata. Jako dziecko zaczytywałem się w książkach, otaczali mnie wtedy biedni, prości ludzie, dla których jedyną rozrywką był alkohol i awantury. Miałem 16 lat, gdy w dziurawych butach opuściłem dom i wyjechałem do większego miasta. Zacząłem żyć na własny rachunek. Chciałem żyć w innym, lepszym świecie. Może dlatego mam słabość do ludzi, którzy pięknie mówią, wyrażają swoje myśli, rozumieją kulturę i sztukę. 

fonetyka2

Masz kompleks pochodzenia z małej miejscowości?

Na pewno mam wiele kompleksów, ale nie taki. Choć gdy ktoś pyta, odpowiem raczej: „Jestem z Mazur”. Jak mam dobry humor, to mówię: „Jestem z lasu i jestem z tego dumny”. 

Kto musiałby ci powiedzieć, że to, co robisz jest słabe, abyś przestał to robić?

Nie ma kogoś takiego. Krytyka nie spowoduje, że przestanę to robić. W Fonetyce nie chodzi o złote płyty i miliony na YouTube. Wystarczy nam poczucie, że robimy sztukę. I świadomość, że być może jesteśmy ostatnią dekadencką kapelą w tym kraju. (śmiech)

A może my się nie znamy? Bo wymyśliliśmy sobie, że Ciechowski jest wielki. A może nie jest?

Jest wielki. To akurat oczywiste, tak jak to, że Leonard Cohen był wielki. Ale czym tę wielkość mierzyć? Może tym, że mają na swoim koncie evergreeny? Że słuchają ich pokolenia? A może jednak tym, że robili coś pięknego i mądrego? 

Po Wojaczku i Bursie, poetach wyklętych, kolejnym bohaterem został poeta polskiego rocka – Grzegorz Ciechowski. Dlaczego on?

Po dwóch „wyklętych” chcieliśmy zrobić coś nowego. Czuliśmy, że umiemy więcej, że możemy inaczej. Dostrzegłem jednak, że coś jest nie tak, że niektórzy mają nas za facetów z „Krainy Łagodności”. To mnie wkurzyło. Chciałem nawet to rzucić. Gdy zdecydowaliśmy się kontynuować funkcjonowanie zespołu, trzeba było coś zmienić. Odrzuciłem więc rozważania o Kazimierzu Ratoniu czy nagraniu tekstów współczesnych młodych poetów. Rozmawialiśmy wtedy z Zaklikiem również o Ciechowskim, ale ponieważ zarządzam od kilku lat twórczością G.C., uznałem, że mi nie wypada. Przekonała mnie jednak Ania Skrobiszewska, wdowa po Ciechowskim. Podczas któregoś spotkania rozmawialiśmy o tym, co dalej z Fonetyką, opowiedziałem jej o rozterkach, że szukamy odpowiednich tekstów. Ania zaproponowała, abyśmy zajęli się tekstami z książki „Wokół niej”. Możliwe, że liczyłem na to. Możliwe, że ją nawet sprowokowałem. Ktoś musiał zapalić lont.

Ale czy Ciechowski chciałby, aby jego słowa przemówiły głosem Przemysława Wałczuka?

Skąd mogę to wiedzieć? W 2014 roku byłem producentem koncertu „Grzegorz Ciechowski – Spotkanie z legendą”. Płytę miksował Leszek Kamiński, który przyjaźnił się z Grzegorzem. Kamiński powiedział o tym koncercie, że „Grzegorzowi by się to spodobało”. I twoje pytanie powinnaś skierować raczej do kogoś, kto dobrze znał Grzegorza i jego poczucie estetyki. Może trzeba spytać Ani? Ja go nie znałem, ale zrobiłem ten album dla niego, tak samo jak dla siebie. Dla niego głównie po to, by był pretekstem do wspominania go, do rozmów o nim, jak teraz. 

Wszyscy wiemy, że wobec siebie był bardzo krytyczny. Może teraz przewraca się w grobie.

Myślę, że nie. Zaryzykuję stwierdzenie – gdyby Fonetyka nagrała covery Republiki czy Obywatela G.C., mógłby się przewrócić w grobie. Wcześniej nagraliśmy płyty z wierszami Rafała Wojaczka i Andrzeja Bursy, Grzegorz Ciechowski znalazł się na tej płaszczyźnie w bardzo dobrym towarzystwie. W wywiadach podkreślał, iż jego idole to poeci, nie muzycy. Jestem przekonany, że nie miałby nic przeciwko ożywieniu jego wierszy przez Fonetykę.

Jednak wziąłeś na warsztat teksty, które dla fanów są niczym tabernakulum. Czy to nie jego profanacja?

Absolutnie nie! To projekt artystyczny dedykowany Ciechowskiemu poecie, nie gwieździe rocka. Zdecydowałem, że na okładce nie będzie tym razem portretu, aby nie zarzucano nam, że promujemy się Ciechowskim. 

Jesteś przygotowany na komentarze o tym, że masz tupet?

Ja chcę taki być. 

fonetyka

Przekonaj mnie, że ten cały Ciechowski to nie chwyt marketingowy.

Nie chcę cię przekonywać, myśl sobie, co chcesz. 

To kolejna erotyczna płyta Fonetyki. Masz świadomość, że pchasz się swoim słuchaczom do łóżka?

Nie myślałem w ten sposób. Jeśli tak jest, to dobrze. W dekadenckim graniu musi być seks. Fascynuje mnie sztuka, w której ten seks jest. Choćby miała być tym seksem tylko naznaczona, to zawsze nadaje koloru i smaku jaki lubię. W naszej muzyce nie ma gwałtu, hałasu. To nie jest muzyka do tańczenia, tylko do słuchania i zamyślania się. Jesteśmy jak papieros po seksie. 

Czy album „Ciechowski” jest najlepszym w dotychczasowej karierze zespołu?

Jest najlepszym z trzech.

Co dalej? Ciechowskiego nie da się przebić.

Chyba się rozpadniemy. (śmiech) Zagramy znów kilka koncertów, sprawdzimy jak będzie. Najważniejsze dla mnie to być „out of box”. Jeśli będę słyszał o naszej twórczości: „K…a, co oni robią? O co tu chodzi?”, będzie to dla mnie woda na młyn tego, co robimy. Zawsze będę się cieszył, jeśli zrobię coś oryginalnego i wartościowego.

Fonetyka – zespół założony w 2010 roku w Warszawie. Od 2015 roku w składzie: Przemysław Wałczuk (wokal), Daniel Zaklikowski (gitara), Jacek Kościuszko (perkusja)oraz Mirek Piechota (bas). W 2011 roku wydali długogrający album „Requiem dla Wojaczka”, na którym znalazły się utwory z tekstami Rafała Wojaczka oraz muzyką skomponowaną przez członków zespołu. Dwa lata później analogicznie opracowali teksty Andrzeja Bursy na płycie „Bursa”. Ich najnowszy album „Ciechowski” z wierszami Grzegorza Ciechowskiego miał premierę w październiku 2016 roku. 

 

Zdjęcia: Edyta Bartkiewicz

REKLAMA
REKLAMA