REKLAMA
Anywhere logo

Aleksandra Budka

Na wzór Ojca

2016-12-22
...
Zaproponowałam, abyśmy pisali do siebie maile. Rozmawianie w sieci jest przecież dla nas – dwudziestolatków – rzeczą naturalną. Oboje urodziliśmy się w latach 90-tych, moglibyśmy mijać się na tej samej uczelni. Jednak ja przeglądając stare płyty oskarżam los o to, że urodziłam się za późno. Bruno Ciechowski nie rozpamiętuje przeszłości i skupia się na tym, co będzie. Ma poważny plan na swoje życie. Nie jest przecież tylko synem swojego ojca.

Aleksandra Budka:

„oto umarłe słowa:
wierzę
ufam ci
naprawdę
nie kłamię”

(Fragment tekstu piosenki „Umarłe słowa” z albumu „Tak! Tak!” Obywatela G.C. z 1988 roku – przyp. A.B.)

Bruno Ciechowski: Wiara, zaufanie, prawda, kłamstwo, miłość… Słowa wielkiej wagi. Gdy je wypowiadamy, czujemy coś, co słowami trudno opisać, to uczucia silniejsze od innych. Słowa wypowiadane rzadko, zarezerwowane dla ważnej osoby. Gdy takie słowa tracą wartość, czujemy zawód, smutek, żal. Zaufanie i wiara są dla mnie gwarantem spokojnego życia. Z domu wyniosłem pewne priorytety, jednym z nich była wiara w bliską osobę, ale także docenianie słowa i jego wartości. Tata szanował to, co mówił, jego słowa były przemyślane. Często czuję, że to, jak mama mnie wychowywała, tłumaczyła pewne rzeczy, to wzorce zachowane po moim tacie, trochę na jego wzór. Był prawdziwym mężczyzną, słowo było cnotą.

bruno_ciechowski_3

Czy wspominała, jak do Was – swoich dzieci – mówił? Jakich słów używał?

Na pewno ciepłych, był czuły i wrażliwy. Jeśli byłem niegrzeczny i dokuczałem Heli, brał mnie do gabinetu na długą rozmowę. Tłumaczył mi, co robię źle i czego nie wolno. Chciał mnie uchronić przed popełnianiem błędów. Hela zawsze była ciekawa tego, co mi mówił, ale zostawiałem to dla siebie, była to nasza męska tajemnica. Mimo że był bardzo aktywny zawodowo, dbał o czas spędzony z rodziną. Byliśmy dla niego zawsze na pierwszym miejscu.

Mówiąc o ojcu, a spotkaliśmy się przecież i mogłam cię obserwować, jesteś pogodny. To wypracowane?

Wypracowane? Byłem małym chłopcem, kiedy odszedł, dlatego smutek po odejściu, który wtedy odczuwałem, nie był zrozumiały. Nie wiem, czy byłem wtedy smutny, nie wiem, czy to rozumiałem. Z wiekiem dochodziło to do mnie, miałem okresy, gdy nie mogłem pogodzić się z tym, że go nie ma, ale teraz czuje się silniejszy. Jestem osobą patrzącą w przyszłość. Tata nie chciałby, żebym był smutny całe życie, prawda?

Każdy tata chce, aby jego dziecko było szczęśliwe. Dlatego pewnie tata Grzegorz cieszy się ze szczęśliwego syna Bruna. Lubisz swoje imię? 

Uwielbiam swoje imię, jest oryginalne i to właśnie mi się w nim podoba. Wiele osób ma jednak problem z jego odmianą.

Jesteś więc Brunem czy Brunonem?

Brunem.

Czym się zajmujesz, Bruno?

W tym momencie studiuję zarządzanie i to nauka jest moim priorytetem. Pomiędzy nauką znajduję czas na dorywczą pracę w żoliborskiej restauracji, a także koordynuję projekt albumu fotograficznego „Ciechowski – Świetlik”. Staram się wspierać inicjatywy wskrzeszające ducha taty. Jedną z nich była kolekcja marki Bytom S.A., kolejną koncert „Spotkanie z legendą” – zagrałem w teledyskach promujących to wydarzenie. Teraz mogę tworzyć coś z większym zaangażowaniem, bo akcja crowdfundingowa, którą poprowadziłem, pozwoliła nam na stworzenie naprawdę wartościowego dzieła na dużą skalę.

Uciekasz od tworzenia muzyki samemu?

Nie muszę uciekać. Jestem osobą, która potrzebuje pasji do tworzenia czegoś. Według mnie życie jest zbyt krótkie, żeby robić coś, czego się nie lubi. Nigdy nie ciągnęło mnie do muzyki. Może też pytania o tworzenie, granie i śpiewanie po prostu mnie do tego zniechęciły.

Hela, twoja starsza siostra, gra na basie. Ogrom talentu ojca musiał być zapisany w genach, nie wierzę, że słoń nadepnął ci na ucho.

Na ucho na pewno nie. Mam poczucie rytmu, jakiś czas temu tańczyłem breakdance. Tam każdy ruch musi być w rytm. Hela jest uzdolniona, ale bardzo skromna. Poza graniem na basie świetnie maluje, ma duszę artystki. Pracuje w teatrze tworząc scenografie, świetnie się w tym odnajduje.

Podsyłacie sobie muzykę z dopiskiem „posłuchaj koniecznie”?

U nas wygląda to trochę inaczej. Mamy inne gusta muzyczne.

Więc czego słuchasz teraz?

Nie mam swoich idoli muzycznych. Ciągle czegoś słucham, zawsze mam przy sobie słuchawki. Słucham wszystkiego – od Zbigniewa Wodeckiego po Slipknot, w zależności od nastroju. Nie zamykam się na żaden gatunek.

Kiedy odkryłeś, że dla wielu osób w Polsce właśnie takim idolem muzycznym był i wciąż jest twój tata?

Im jestem starszy, tym coraz głębiej tego doświadczam. Poznaję fanów i przyjaciół rodziny. Słyszałem jego muzykę w radiu i wiedziałem, że tata jest znany, ale jako dziecko traktowałem go tylko jako kochającego ojca. Teraz myślę o nim także jak o człowieku, który osiągnął wielki sukces i robił to, co kochał najbardziej. Jest dla mnie wielkim idolem.

bruno_ciechowski2

Wyobrażam sobie, że nauczycielki w szkole w Toruniu, wyczytując twoje nazwisko w dzienniku, rumieniły się, bo niejedna pewnie stała pod klubem Od Nowa w kolejce po autograf od muzyków z Republiki.

Tego nie wiem, ale reagowały różnie. Nie zawsze pozytywnie.

A dzieciaki?

Na palcach dłoni mogę policzyć rówieśników, którzy od razu wiedzieli, kim był mój tata. Chociaż już po pierwszym zebraniu cała klasa zdała sobie sprawę kim jestem, po tym jak rodzice wracali do domu i zdziwieni pytali dzieci o Ciechowskiego.

No to szczerze – miałeś fory u nauczycieli i większą popularność wśród uczniów dzięki swojemu nazwisku?

Nie miałem, czasem było nawet ciężej. Popularność nie zawsze jest fajna, zwłaszcza, gdy jesteś dzieckiem. Trochę inaczej to odbierałem, nigdy tego nie wykorzystywałem. W każdej szkole po czasie ktoś się dowiedział, nigdy nie wyszło to ode mnie. Któryś z rówieśników zobaczył mnie w telewizji lub nauczycielka była większą fanką i mnie „zdemaskowała”. Nie ukrywałem się, ale było to dla mnie ciężkie, chciałem być traktowany tak jak reszta uczniów.

Najgłupsza rzecz, jaką usłyszałeś w kontekście bycia synem swojego taty?

Ciężko określić co było najgłupsze, nie przychodzi mi nic do głowy. Często słyszę komentarze wynikające z braku wiedzy, typu „Załatwisz mi autograf?” albo „Kiedy nowa płyta taty?”. Ale to raczej smutne niż głupie…

Smutna jest głupota i ignorancja. Co cię wkurza w rówieśnikach? 

Nie lubię uogólniać i wymagać od ludzi wiedzy na temat, którym się po prostu nie interesują. Myślę, że moim zadaniem jest podtrzymywanie pamięci po ojcu i uświadamianie ludzi kim był, jeśli jeszcze tego nie wiedzą. Natłok informacji, jaki dostarczają nam media, jest tak duży, że każdemu jestem w stanie wybaczyć ignorancję. 

Mama uczyła was, jak czcić pamięć o tacie?

Mama razem z Wojtkiem, naszym ojczymem, dobrze nas wychowała. Myślę, że pielęgnowania pamięci po ojcu nie trzeba uczyć, to jest gdzieś zakodowane. Był super tatą i to, że podtrzymuję pamięć o nim, jest dla mnie naturalne.

Czy to komplement, gdy ktoś zauważy, jak bardzo jesteście do siebie podobni?

Nieskromnie mogę powiedzieć, że tak. Tata był przystojnym facetem.

To prawda. Więc na koniec – o czym marzysz?

Mam wiele marzeń. Młodość ma to do siebie, że życie jest bardzo dynamiczne, wiele rzeczy strasznie szybko się zmienia. Moje marzenia zamieniam w cele, a gdy pojawi się nowy cel, zwykle zrzuca pozostałe na drugi plan. Nie przekreślam tych mniejszych celów, po prostu wiem, że jeszcze przyjdzie na to czas. W tym momencie marzeniem numer jeden jest rozwój, a dokładniej wyjazd na Erasmusa do Paryża. Trzymaj kciuki!

REKLAMA