REKLAMA
Anywhere logo

Jacek Tomczak: Nostalgia mieszczuchów

2016-12-27
...
O Sonarze dowiedziałem się dzięki postom sponsorowanym na Facebooku. Wygląda więc na to, że jestem w grupie docelowej. „Pętle” dają mi powód, aby z tej przynależności się cieszyć. Nie jest to jednak radość plasująca mnie w pierwszym rzędzie oddanych fanów.

Reakcje mediów i internautów sugerują, że muzyka Sonaru budzi powszechny zachwyt. To pozwala myśleć, że ich muzyka odpowiada potrzebom naprawdę szerokiego grona. Kto stoi za ripostą? To Lena Osińska (wokal), Łukasz Stachurko (produkcja), Artur Bogusławski (klawisze) i Rafał Dutkiewicz (perkusja). Samo przedstawienie kwartetu pokazuje, że Sonar to substancja niejednorodna. Co bardziej zaangażowanym słuchaczom wiadomo, że Łukasz to także połowa duetu Rysy. W 2015 roku wraz z Wojtkiem Urbańskim wydali album „Traveler”. Odbiór był bardzo ciepły – panowie zaprzeczyli regule, w której nieszczęścia chodzą parami. 

Ostatnie dokonania Łukasza, znanego też jako Sonar Soul, stawiają kwartetowi wysoką poprzeczkę. „Pętle” skaczą ku niej z pogranicza gatunków. Brzmieniowo projekt czerpie z mroków trip-hopu, miękkiego soulu czy elektroniki. Nie przeszkadza to utworom w otarciu się o rap lub o popową przystępność. Ta ostatnia to częściowo zasługa Leny. Barwa jej głosu i sposób operowania nim nie przytłacza bogatego, muzycznego tła. Z drugiej strony brakuje mi w jej śpiewie charakteru i pazurów. Z wielką chęcią posłucham wszystkiego, w czym Sonar przesunie granice jej możliwości. Póki co „Pętle” umacniają podziemny tunel pod mainstreamową muzyką. To szlachetne, ale wciąż zbyt mało jak na mój muzyczny głód.

sonar1

Ciekaw jestem jak brzmiałby album, gdyby to Lena napisała teksty. Te napisane przez Mateusza Holaka nie wypadają tak dobrze, jak można by spodziewać się po projekcie krzyżującym tak wiele wpływów. Teksty są pełne niedopowiedzeń, osobliwych porównań, społecznych obserwacji. Można dzięki temu dopowiedzieć sobie nieopowiedziane, choć osobiście wolę dzieła kompletne. Porównania? Gdy według Holaka i Leny „coś błyszczy jak karp”, zachodzę w głowę jak sezonowo to brzmi. Na koniec obserwacje. Potrzebne, by mówić o muzyce jako głosie pokolenia. Z drugiej strony, na tym albumie nie wchodzą one światu pod skórę. Są jedynie migawką pewnego stanu rzeczy. Karp bezradnie macha płetwą, zamiast zanurzyć się w znaczeniach.

O wspomniane już skojarzenia z rapem dbają goście. Siedzicie? Otsochodzi, Ras, Ten Typ Mes, wymieniony wcześniej Holak. Panowie dają krążkowi świeżość i energię młodszych graczy (Holak, Otsochodzi), tuż obok dojrzałości i pewności siebie (Ras, Ten Typ). To naprawdę skutecznie urozmaica album. 

Muzycznie album jest świetny. Dynamika utworów to poważnie rozstrzelona amplituda: od snujących się „Pętli” czy „Kilku wspomnień”, przez niepokojące „Między wierszami”, aż po rozpędzone do granic „NDPWDZN”. „Pętle” mają zróżnicowaną dynamikę, jednocześnie będąc spójnymi jako całość. To ważny atut albumu, który rozbudza nadzieje na więcej takich smaczków.

Ta płyta to nostalgia ludzi, którzy się spieszą. Którzy czują swoje, widzą brzydotę codzienności, ale przyjmują świat z marszu. Czasem zwolnią kroku, ale w ostateczności nie pauzują nawet na chwilę, aby wejść z nim w poważną reakcję. Najświeższe dzieło Sonaru ma ciekawą osobowość i intryguje. Jest zajmujące, ale nie na długo. Przemawia za tym choćby tendencja albumów do liczenia sobie coraz mniejszej ilości utworów. Gdy z „Pętli” wyjmiemy intro, outro i nieco ponad dwuminutowe, instrumentalne „Peryhelium”, dostaniemy zaledwie dziesięć pełnoprawnych utworów. A szkoda, bo muzyka w dorosłym życiu jest dla mnie tym, czym w dzieciństwie były bajki. Jestem zwyczajnie zawiedziony, gdy bajki dla dorosłych są coraz krótsze. Sonar jest jednym z winnych.

sonar3

Album ten mnie zastanawia. Na „Pętlach” jest się w czym zanurzyć, ale nie ma jak utonąć. Przez muzykę kwartetu przepływa się w kontrolowanych warunkach. Za ładną uzna ją zarówno słuchacz o niszowym guście, jak i przeciętny odbiorca masowych stacji radiowych. Czy to stwarza zagrożenie? A może szansę? A może po prostu jest neutralną cechą tej produkcji? Ocenę tego pozostawiam każdemu we własnym zakresie. „Pętle” to wgląd w pociągającą przestrzeń, ale wgląd ograniczony. Myślę o tym i zestawiam z faktem, że byłem w grupie docelowej postów sponsorowanych na Facebooku. Niepokoję się tym. Bo skoro ktoś adresuje do mnie album z niewykorzystanym potencjałem, to czyżbym ja nie wykorzystywał swojego w pełni?

 

Tekst: Jacek Tomczak

REKLAMA