REKLAMA
Anywhere logo

Jacek Górecki: NA AFISZU #4

2016-12-29
...

„Uroczystość“ Thomas Vinterberg, Mogens Rukov

TR Warszawa – reż. Grzegorz Jarzyna

 

Dziś wracam do przeszłości. Mamy rok 2001. Nowa fala w teatrze polskim wciąż trwa. Krzysztof Warlikowski i Grzegorz Jarzyna na dobre zadomowili się na scenie przy Marszałkowskiej. Jarzyna wystawia legendarną „Uroczystość”. Obaj rozkwitają. Szaleją. Przestawiają znane nam dobrze schematy teatru, a co za tym idzie rozsławiają rodzimą sztukę poza granicami. Jest głośno. Jeszcze nic nie zapowiada tego, że za parę lat ich drogi się rozdzielą, a teatry w Polsce przejdą pod rządy szkodników, którzy na celu z pewnością nie mają budowania wspólnego dobra sceny polskiej, tylko jej niszczenie. I choć wspomniani Jarzyna i Warlikowski są jeszcze bezpieczni, to z polskiej mapy znikają za to kolejne miejsca. Warszawskie teatry: Żydowski, Warsawy, Ateneum, Studio są na cienkiej granicy. W wybitnym wrocławskim Teatrze Polskim zabiera się godność i wyrzuca na bruk niewinnych ludzi. A nowy dyrektor Cezary Morawski burzy te świętości zastępując wszystko strachem, niepewnością i kołtuństwem.

na_afiszu_4

I właśnie to narodowe kołtuństwo i wylewająca się nam od wieków z rękawów dulszczyzna znalazła swoje miejsce w powracającej na afisz, wspomnianej „Uroczystości” Grzegorza Jarzyny. Tekst, mimo iż jest zainspirowany filmem duńskiego reżysera Thomasa Vinterberga, okazuje się tak bardzo uniwersalny, nasz, jakby nadwiślański. Ale to zaproszenie do stołu nie będzie oczywiście dla wszystkich korzystne, albowiem na każdego przybyłego gościa czeka kubeł zimnej wody. Kubeł, który tak idealnie portretuje to, z czym mamy do czynienia na co dzień. Christian (Andrzej Chyra), stawia czoła rodzinnemu bagienku i obrzuca nim po kolei wszystkich od ojca, matki po rodzeństwo i wujostwo. Przerywa milczenie i wyrzuca na forum zamiatane od lat, ohydne tabu kiszące się pod płaszczykiem zamożnej elity. Padają mocne słowa, oskarżenia. Pada niewygodne dla wszystkich słowo – molestowanie, o którym jak się okazuje wszyscy wiedzieli. Co gorsza podważa się wartość rodzinnych więzi i tradycji, które obecnie leżą gdzieś na granicy zapomnienia. Niestety finał pokazuje, że kto w nasze gniazdo pluje, w naszym gnieździe mieć miejsca nie może. Wiemy o tym doskonale! 

Grzegorz Jarzyna wraz z wybitnym zespołem aktorskim dokonali czegoś wielkiego. Zwyczajnie popełnili w teatrze arcydzieło, którego wszystkie elementy układanki budują spektakl wciąż aktualny i świeży. Mimo że grany już od ponad piętnastu lat. Proszę spojrzeć na postacie, które wykreowali m.in. Jan Peszek, Ewa Dałkowska, Katarzyna Herman czy wspomniany Andrzej Chyra - czy oni kogoś nam nie przypominają? Te ich ohydne, prostackie, gombrowiczowskie gęby na dumnie uniesionych szyjach są obecnie twarzą tego kraju, który w kołtuństwie się pławi. Jakież to genialne! Jakie aktualne! Wierzyć tylko mogę naiwnie, przy okazji świąt, że ten bezbłędny teatr otrzeźwi nasze umysły i przypomni tym, którzy zapomnieli, że teatrem Polska stoi i nie warto na nasze sceny spluwać.

REKLAMA