REKLAMA
Anywhere logo

Jimmy on the Run: W biegu po swoje marzenia

2016-12-30
...
Jest byłym zakupoholikiem. Pewnego dnia w prezencie kupił sobie aparat fotograficzny. I tak oto ten skromny chłopak z południowych Chin rozpoczął karierę profesjonalnego fotografa ulicznego i mody w Amsterdamie. Jego sekret? Sprawia, że ludzie są szczęśliwsi.

– Jak zacząłem... To było około 2008 roku. Kupiłem sobie na urodziny aparat fotograficzny. Dużo wtedy kupowałem. W którymś momencie miałem tyle długów, że postanowiłem, że potrzebuję jakiegoś przełomu. Zacząłem więc robić zdjęcia ludziom na ulicy. Jakieś 2,5 roku zajęło mi zanim trafiłem do profesjonalnej branży mody. Na początku robiłem zdjęcia dobrze ubranym amsterdamczykom. Byłem już związany z modą przez to, że wiele jej kupowałem, więc miałem do niej oko.

Jego zdjęcia street fashion po raz pierwszy pojawiły się na blogu Dam Style. Nieco później założył własną stronę internetową pod nazwą Jimmy on the Run.

jimmy_on_the_run3

Im więcej fotografował uliczną modę, tym bardziej zbliżał się do ludzi. Z biegiem czasu zaczął szukać u nich czegoś więcej niż tylko dobrych ciuchów. Zaczęły pociągać go niedoskonałości. – Czasem robię komuś zdjęcie bez pytania i muszę uciekać. Ale zazwyczaj podbiegam, robię zdjęcie i chwilę porozmawiam. – tłumaczy. Jakkolwiek to robi, ludzie są głównym tematem jego twórczości.

Rodzinne wartości

Urodził się w południowych Chinach, w miasteczku Taishan w prowincji Guang Dong. Gdy miał 16 lat, wraz z rodzicami wyemigrował do Holandii. Tam zaczął zupełnie nowe życie.

– Amsterdam wydawał mi się niesamowicie wielki. Widziałem mnóstwo nowych rzeczy. Czarni ludzie, biali ludzie, których nigdy wcześniej nie widziałem. To było jak bajka.

Jego rodzina prowadzi supermarket, choć wielkim marzeniem ojca Jimmy’ego od zawsze było założenie chińskiej restauracji. Chciał, by syn podzielał ten sen. I tu zarysował się konflikt. Jimmy chciał być artystą.

– Widziałem siebie robiącego własne rzeczy. Musiałem wyważyć drzwi. Nadal je wyważam. Moja rodzina jest bardzo tradycyjna i ma tradycyjne oczekiwania: stabilna praca i brak zmartwień o przyszłość – mówi.

Jak dotąd jego rodzice nie do końca zaakceptowali to, co robi. Uważają, że fotograf to nie „prawdziwy” zawód, jak lekarz czy szef kuchni. Mimo, że ma 32 lata, zależy mu na rodzinie, więc nadal stara się ją przekonać, że podjął dobrą życiową decyzję.

– Jestem freelancerem i w tym momencie idzie mi świetnie. Ale to prawda, że nigdy nie wiesz, jak to będzie za pół roku. Musisz stale się upewniać. Rodzice, im częściej widzą mnie w akcji, tym bardziej się do tego przekonują. Założyłem własną działalność w 2015 roku. Teraz to zaczyna się rozkręcać.

jimmy_on_the_run

Kariera Jimmy’ego nabrała rozpędu po tym, jak wypuścił do sieci filmik o jego życiu autorstwa Wytse Koetse. Szybko zyskał popularność w sieci jako motywująca opowieść o przezwyciężaniu własnych uwarunkowań.

– Cała moja rodzina całkiem dobrze zaaklimatyzowała się w Holandii. Ale światopoglądu nie zmienia się tak szybko – dodaje Jimmy. – Rodzice chcą, żebym jak najszybciej ożenił się i miał dzieci. To wszystko przyjdzie, ale w swoim czasie.

Codzienność

W tygodniu wykonuje dwie do trzech sesji. Sam decyduje, którego dnia będzie pracować w studiu, a którego edytować zdjęcia i odpowiadać na maile. Mimo, że jego kariera jest coraz bardziej zajmująca, nadal jeden dzień w tygodniu poświęca na pracę w rodzinnym sklepie. To wiele o nim mówi. – Nie możesz do końca się odciąć – tłumaczy.

Mieszka sam. Bycie artystą wymaga posiadania własnej przestrzeni. – Nawet kiedy mam dziewczynę, potrzebuję co najmniej dwóch dni w tygodniu, kiedy się nie widzimy. Mam w głowie mnóstwo pomysłów, które muszę porządkować. Inaczej moje życie staje się chaotyczne. W ogóle moja praca to zorganizowany chaos – śmieje się.

Gdy pytam o wpływy, mówi o starych filmach i albumach fotograficznych. Ale najbardziej inspirują go ludzie. Wychodzi na ulicę i robi im zdjęcia swoim analogowym aparatem. To wymaga właściwych wyborów. – Staram się nie zużywać codziennie całych 36 klatek – mówi. Czasem rozmawia se swoimi przypadkowymi modelami. – Na przykład ostatnio była pani o imieniu Ursula, siedziała pod sklepem ze swoim wózeczkiem. Pomyślałem, że to będzie świetne ujęcie. Spędziliśmy dobre 15 minut rozmawiając o jej życiu, jej wnuku. Ale nie rozmawiam z ludźmi za każdym razem. To zależy od sytuacji.

Lubi obserwować ludzkie zachowania. – W okolicy Noorden Kerk jest taki most, przez który przebiega wąska ścieżka. Na przeciwko jest popularna kafejka, w której przesiaduję i oglądam tę dziwaczność: ludzi próbujących przejechać ze swoimi rowerami, prawie potrącając idących turystów, do tego mieszkańców wyprowadzających psy. Każdy prawie zderza się z każdym, ale w jakiś sposób wszystkim udaje się wymanewrować. To fascynujące! Zupełnie jak oglądanie filmu, tyle że na żywo.

Ludzie

Emocje są tym, co przyciąga go do ludzi. – Lubię podpatrywać różne osoby podczas ich codziennych zajęć. Gdy ich o nie pytam, zazwyczaj narzekają. Ale kiedy rozmawiam z dziećmi, te widzą tylko pozytywne strony rzeczywistości. To takie inspirujące!

Sam Jimmy także skupia się na pozytywnych aspektach życia. – Nie będę fotografował człowieka żebrzącego na ulicy. Wolę raczej zrobić zdjęcie ludziom urządzającym spontaniczne przyjęcie.

Ten optymizm zdaje się być czymś więcej niż zwykłą naiwnością. Pokazuje mi zdjęcie dziewczyny o twarzy pokrytej piegami. Mówi, że spotkał ją w Dzielnicy Czerwonych Latarni i od razu zwróciła jego uwagę. – Uchwyciłem moment jej szczęścia i ten obraz zostanie już na zawsze.

jimmy_on_the_run4

Takimi chce widzieć ludzi. Szczęśliwymi. Nawet w supermarkecie swojej rodziny zawsze rozśmiesza klientów śpiewem i wygłupami. Tylko po to, żeby się uśmiechnęli.

– Zrobiłem serię portretów krótkowłosych kobiet przy pomocy Polaroida. Kultura wymaga od nich, żeby nosiły długie włosy. Ale to bzdura. Ktoś musi ujrzeć piękno w tych, które wybierają inny styl, i pokazać je ludziom.

Przyjaciółka

Poznałam Jimmy’ego przez Anię Orłowską, właścicielkę theOrlowska Talent Agency. Pytam, jak trafił pod jej skrzydła. – Ania pracowała w studio piętro niżej mojego. Zanim ją poznałem, wiedziałem tylko, jak tworzyć sztukę, ale nie wiedziałem za bardzo, co z tym robić dalej. To ona powiedziała mi: „Możesz wysłać to tu i tu”. Mówię, że robota pali jej się w rękach – jak jest coś do zrobienia, od razu się do tego zabiera i z głowy. Muszę przyznać, że jej podejście bardzo mi pomogło.

Ta znajomość połączyła go z Polską. Jego prace możecie podziwiać na przykład u nas, w magazynach lotniskowych i na Anywhere.pl. – Wiem, że mogę liczyć na Anię, a teraz dzięki niej moje zdjęcia trafiają poza Holandię.

Pytam, co taki optymista jak on robi, gdy ma gorszy dzień. – Robię sobie nagie zdjęcia. Oglądam romantyczne filmy, jak Nothing Hill. Mam dość kobiecą naturę jak na faceta. Myślę, że płakanie też pomaga. Sprawia, że jest się bardziej podatnym na emocje.

Kiedy widzi smutną osobę na ulicy, stara się ją pocieszyć. Czasem poprzez śpiew. A muszę przyznać, że tu ma kolejny, ukryty talent. – Na świecie jest zbyt dużo nienawiści, musimy rozprzestrzeniać miłość. Każdy zasługuje na uśmiech – mówi Jimmy. Do rany przyłóż.

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA