REKLAMA
Anywhere logo

Jacek Górecki: NA AFISZU #6

2017-01-13
...

„Nieznośnie długie objęcia” - Iwan Wyrypajew

Teatr Powszechny, reż. Iwan Wyrypajew

Pastwiłem się ostatnio nad Iwanem Wyrypajewem przy okazji jego inscenizacji „Słonecznej linii” w Teatrze Polonia. Dostało się też aktorom, z Karoliną Gruszką na czele. Że tekst świetny, aktorzy dobrzy, a jednak wszystko gdzieś wyrzucone w kosmos. Przestrzeń bez odbioru. Brak jakiejkolwiek myśli. Tak, jakby widzowie byli zupełnie na innej planecie. Tym razem muszę złożyć pokłon, jednocześnie biję się w pierś, że dopiero po roku od premiery zobaczyłem poprzednią realizację Wyrypajewa – „Nieznośnie długie objęcia” w warszawskim Teatrze Powszechnym. To małe cudo. Gwiazdka w kosmicznym syfie, która - choć zachwyca swoją jasnością - to poraża prawdą o ludzkich relacjach. Będąc podniebnym spacerem po linie, na której czekają przeszkody w postaci przedmiotowego seksu i ludzi, których zaczęliśmy traktować jak używki. Bierzesz albo nie – sam zdecyduj. A jeśli nie wiesz, zapytaj swojego wnętrza, głosu wszechświata.

Tym razem w sztuce rosyjskiego dramaturga przenosimy się w lot pełen miłości na trasie Berlin – Nowy Jork. Dwóch najpiękniejszych miast, ale też będących odbiciem obecnej kondycji świata. Samotnych. Wręcz zarażonych wścieklizną, w których głodne psy pod postacią ludzi polują na swoje ofiary. Wszystko z czystego pragnienia miłości. Ofiarami są dwie pary o twarzy: Karoliny Gruszki, Julii Wyszyńskiej, Dobromira Dymeckiego i Macieja Buchwalda. Lecz to, co ich łączy, to także wspólna komunikacja ze wszechświatem. Szukanie impulsu, który sprowokuje ich do działania. Doda im odwagi. Trudniejsze to tym bardziej, że Iwan Wyrypajew pozbawił aktorów interakcji. Zwyczajnie posadził ich na czterech krzesłach i kazał mówić. A my, widzowie, słuchamy ich jak gadających głów w radio.

niezwykle_dlugie_objecia

Koncertowo gra cała czwórka aktorów. Są bezbłędni, żonglując na przemian ironią i wzruszeniem. Tak, jakby przeżyli między sobą wszystkie te plamy na skórze i umyśle, z których próbują zmyć się bohaterowie. Tak, jakby zażyli wszystkie te narkotyczne uczucia nawzajem jedząc sobie z dłoni. Genialne to tym bardziej, że tekst Iwana Wyrypajewa do najprostszych nie należy. Ciągle balansując na granicy wielkości i kiczu. To jest istny kosmos, w którym metafizyka i duchowość splata się najckliwszą komedią romantyczną. Psychoanaliza w barwach pop. Wszystko zależy od tego, jak się to opowie. I właśnie w tym może tkwi cały klucz - by opowiadać ten tekst tak, jakby był najintymniejszym przeżyciem, metafizycznym uniesieniem, a nie zagrywać się na wielkie gesty jak w przypadku wspomnianej „Słonecznej linii”. Po tym spektaklu potwierdza się geniusz Wyrypajewa. Wyrypajewa dramaturga i reżysera, który przebił wszystkie swoje poprzednie, jakże dobre teksty. Ubierając barokowy, pełen przepychu tekst w ascetyczną inscenizację. Potwierdza się także ułomność nas samych, a zarazem piękno człowieka w zderzeniu z przewiercającym nas w pół uczuciem. To jeden z najpiękniejszych traktatów o miłości, jakie ostatnio widziałem w teatrze. Love story mojego pokolenia.

REKLAMA