REKLAMA
Anywhere logo
...

Kochani rodzice, jesteście wspaniali! To dzięki Wam stąpamy po tym świecie. To dzięki Wam wiemy, jak się zachować. To często dzięki Wam posiadamy wewnętrzną potrzebę odkrywania świata, poznawania nowego. Poszerzaliście nasze horyzonty. Pobudzaliście pasje. Wszyscy wiemy, jak ważne są to wartości i elementy życia każdego z nas. 

Rola rodzica w wychowaniu dziecka jest znacząca. Nikt tego za nas nie zrobi. Niektórzy mogą pomyśleć, że szkoła lub zajęcia pozalekcyjne stworzą ideał z naszej pociechy. Nic bardziej mylnego, to nie jest ich zadanie. Mają nauczyć dzieci, jak się uczyć, rozwiązywać zadania i pokonywać przeszkody, przekazywać wiedzę i rozwijać umiejętności. Ale nie będą za nas tworzyć podstaw wartości oraz uczyć zachowania naszych pociech. To jest zdecydowania nasza rola. 

Z moich obserwacji – a jestem bacznym obserwatorem – wynika, że większość rodziców angażuje się w wychowanie swoich dzieci. Niektórzy bardziej, niektórzy mniej. Jest też grupa rodziców, która wyróżnia się na tym tle. Należą do tzw. Klubu Oszalałego Rodzica. W skrócie – KOR. Często ich spotykam, chociażby ostatnio na regatach w Gdyni. Setka młodych żeglarek i żeglarzy, a wokół nich dwustu rodziców lub opiekunów z lornetkami, czasem nawet z własną motorówką. Śledzą swoje dzieci, przeżywając często ich rywalizację bardziej niż uczestnicy regat. Wszystko dobrze, jeśli na tym się to kończy. Ale gdy widzę, jak po przypłynięciu na brzeg przenoszą na nie swoje emocje i niespełnione często oczekiwania, wcielając się często niepotrzebnie w rolę trenera, wtedy odnoszę wrażenie, że granica została przekroczona. To już przesada!

Wdzięczny jestem moim rodzicom, że nie należeli do KOR-u. Kiedy zobaczyli i usłyszeli ode mnie, że lubię sport i żeglarstwo, pomagali mi dojechać na zajęcia, przygotować się do wyjazdu na regaty. Na pierwszym etapie przygody ze sportem nic więcej. Uważam, że to zdrowe i najlepsze podejście. Nie dla nas rodziców, ale dla naszych dzieci.

 

REKLAMA