REKLAMA
Anywhere logo

Pokolenie szans bez szans

2017-01-18
...
Czy żyjący w globalnym świecie młody dorosły, 20-30-letni Polak może być kim chce, czy należy do straconego pokolenia? Jest z pierwszego pokolenia od ponad 250 lat, które ma wolność wyboru, czy jest tak samo zniewolony, jak jego przodkowie?

Kto to jest coach, wie chyba każdy. Filmik „Jesteś zwycięzcą!” przez trzy lata zdobył prawie 4 miliony wyświetleń na YouTubie, a występujący na nim Piotr Blandfort stał się najbardziej jaskrawym przykładem trenera personalnego. Osoby, które na swoich spotkaniach mówią o tym, że możesz być kim tylko zechcesz, jeśli włożysz w to odpowiednio dużo zaangażowania i pracy, mają tylu fanów, ilu hejterów. Na drugim biegunie stoją osoby, które uważają, że życie w Polsce, szczególnie dla młodych, jest niekończącym się pasmem nieszczęść i nie pozostaje im nic innego, jak wyemigrować. Mówią o tym wprost i... także zdobywają ogromne rzesze followersów w mediach społecznościowych. Kto ma rację? Aby choć trochę przybliżyć się do odpowiedzi na to pytanie porozmawialiśmy z dwiema osobami, prezentującymi przeciwny pogląd na tę sprawę.

pokolenie20-30

Kamil, właściciel fanpage’a „Magazyn Porażka”. Na Facebooku ma już prawie 50 tysięcy polubień. O swojej stronie pisze, że „jest skierowana do tych, którym nie wyszło, czyli do prawie wszystkich”. Obserwując jego fanpage można zauważyć, że jest kimś w rodzaju antycoacha – treści, które tam prezentuje, są bardziej demotywujące od demotywatorów, są jak „Świat według Kiepskich” dla współczesnego pokolenia. 

Jak zdefiniowałbyś dzisiejsze pokolenie 20-30-latków? Jak wygląda ich życie codzienne według twoich obserwacji? Z czym się zmagają lub jakie mają możliwości?

Nie da się zdefiniować pokolenia 20-30-latków, ponieważ nie stanowią oni zwartej grupy. Zupełnie inaczej wygląda życie, aspiracje, dążenia i style życia dzieci wykształconej, wielkomiejskiej klasy średniej, a zupełnie inaczej ludzi z mniejszych miejscowości lub dzieci osób nisko kwalifikowanych. Zupełnie inaczej rysuje się ich przyszłość i ambicje. Próby wrzucenia ich do jednego worka pod tytułem „młodzi” muszą zakończyć się fiaskiem. Nie wierzę w istnienie „millenialsów” w tym sensie, że nie istnieją oni jako grupa. A zupełnie irytują mnie dziennikarskie próby objechania tematu pt. „młodzi, otwarci, zaradni”, bo w ten sposób opisuje się raczej grupę, do której aspirują sami dziennikarze, lub grupę ich znajomych. Każdy taki opis pozostawia w cieniu cichą większość z mniejszych miejscowości lub tych, którzy nie pojawiają się w tzw. modnych miejscach. To ludzie, którzy co prawda mają co jeść, ale wyjście na kawę raz w tygodniu jest dla nich finansowym wyzwaniem. Jeżeli jest jakaś cecha, która łączy większość z nich, to będzie niezaspokojenie ambicji, głównie zawodowych i płacowych, a także tych dotyczących stabilności zatrudnienia.

Czym różni się perspektywa modelowego młodego człowieka z pytania powyżej od tej, którą mieli jego rodzice będąc w tym samym wieku?

To są zupełnie inne światy, które mówią innymi językami, przyzwalają na inne rzeczy i oferują inne modele życia. I tutaj pojawia się napięcie, bo z jednej strony mówi się, że dzisiaj można więcej – i realnie pewnie tak właśnie jest – ale z drugiej faktycznie nie można tak wiele, jak się wydaje. Istnieją strukturalne i obiektywne bariery realizacji ambicji. Nie musimy w wieku 25 lat mieć rodziny – tego się wymagało od naszych rodziców, na inne strategie życiowe patrzyło się raczej krzywo – ale nie możemy sobie pozwolić na to, do czego zachęca nas świat reklam i portali lifestylowych. Po prostu za mało zarabiamy. I to jest wynikiem modelu gospodarczego, a nie indywidualnych przypadłości takich jak lenistwo, czy niewłaściwy wybór studiów.

pokolenie20-30_1

Jak zmienić ich sytuację tych ludzi na lepszą?

To jest kwestia rozwiązań systemowych leżących – stety lub niestety – po stronie polityki, wyboru modelu gospodarczego, obstawienia odpowiedniego konia, jeśli chodzi o motory rozwoju. Jeśli popatrzymy na dzisiejsze państwa, to sytuacji tam nie polepszają indywidualne starania i przedsiębiorczość, ale zdolność całych gospodarek do stworzenia produktów o wysokiej wartości dodanej, stworzenia produktywnych modeli biznesowych i równego podziału owoców, które zostały wypracowane. Dlatego uważam, że rady coachów to ściema, hochsztaplerka i wyciąganie pieniędzy od ludzi przez udawanie, że leczy się ich z problemów, które rzekomo sami na siebie sprowadzili. To kłamstwo, ludzie indywidualnie mogą naprawdę niewiele. Osobiście drażnią mnie opary „możesz wszystko”, to jest nieuczciwe.

Do jakich osób skierowany jest twój fanpage i co chcesz przekazać swoją aktywnością na nim młodemu pokoleniu?

Fanpage powstał jako żart kilka miesięcy temu. Powstał z frustracji i przez przypadek zamienił się w umiarkowanie poważne przedsięwzięcie. Odbiorcami fanpage’a są chyba osoby zmęczone wizją świata, którą proponuje im – uderzmy w wysokie „C” – kapitalizm w dzisiejszym kształcie razem z zastępami coachów i ekspertów od HR. W tej chwili „Porażka” dzięki pracy dwóch osób (pozdrawiam moją dziewczynę) z jedną-dwiema wrzutkami tygodniowo robi zasięgi porównywalne do tzw. poważnych portali. Okazuje się chyba, że „Porażka” mówi ludziom coś (to też widać w komentarzach), czego ze względu na konserwatyzm wydawców, reklamodawców, a czasem ze względu na obłudę, inne media nie mogą i nie chcą powiedzieć. „Porażka”, ale też kilka podobnych inicjatyw – „Regres Osobisty”, „Zdelegalizować Coaching i Rozwój Osobisty”, „Propaganda Regresu” – opowiada świat bliższy doświadczeniu zwykłych ludzi.

Piotr Zawadzki, coach rozwoju osobistego. Proponuje sesje motywacyjne zarówno przez Skype’a, jak i w większych grupach na żywo. Prowadzi także wykłady na uniwersytetach. Jego fanpage to „codzienna dawka inteligentnej motywacji do rozwoju i życiowych przełomów”. Dowiadujemy się z niego, że dzięki ciężkiej pracy możemy osiągnąć niemal wszystko.

Jak zdefiniowałbyś dzisiejsze pokolenie 20-30-latków? Jak wygląda ich życie codzienne według twoich obserwacji? Z czym się zmagają lub jakie mają możliwości?

Definicje w tym przypadku mogą być bardzo niedoskonałe, ale moja obserwacja jest taka – to pokolenie chce osiągnąć więcej niż wcześniejsze i chce to zrobić o wiele szybciej. To, co rodzicom dzisiejszych 20-30-latków zajęło lata, oni pragną zrobić w okamgnieniu. Dowodzi to ambicji, samozaparcia i umiejętności do poświęceń. Grozi natomiast pracoholizmem i życiem dla sukcesu zawodowego i kariery. Dlatego dzisiejszym 20-30-latkom ciągle brakuje czasu oraz... pieniędzy. Brak czasu wynika z życia pochłoniętego pracą, brak finansów wynika z kolei z wygórowanych (lub może ambitnych) potrzeb. Pierwszy brak jest realny, drugi wynika z chęci nadrobienia trendów panujących w rozwiniętych społeczeństwach Unii Europejskiej i jest napędzany wiedzą typową dla globalnej wioski – „oni mają, więc dlaczego my nie mielibyśmy mieć?”. Szczerze – podoba mi się ta ambicja. Uważam, że wypływa ona z wiary w możliwości i wyrywa nas z narodowych kompleksów na szersze wody, na których możliwe są samorealizacja i rozmach.

Czym różni się perspektywa modelowego młodego człowieka z pytania powyżej od tej, którą mieli jego rodzice będąc w tym samym wieku?

To pokolenie wierzy w swoje siły, mimo narodowych kompleksów i przywar. Oni rozumieją, że nie odstają od innych narodowości krajów demokratycznych, że mogą zajść daleko. Dobrze, żeby w tej drodze do rozwoju była jeszcze świadomość zagrożeń. Pęd za sukcesem może okazać się pędem na dno – jeśli nie mamy wiedzy o tym, co nam zagraża na tej drodze i czego się wystrzegać. Jestem jednak przekonany, że wielu z nich osiągnie upragniony przełom, bo są zdesperowani, by podjąć walkę. A teraz żyjemy w czasach kipiących od możliwości. Wystarczy przestać jęczeć i otworzyć szeroko oczy. Możliwości nas otaczają, a drzwi są szeroko otwarte dla osób gotowych do poświęceń.

pokolenie20-30_2

Jak wykorzystać tkwiący w tym pokoleniu potencjał?

Problemem tego pokolenia jest powierzchowność, brak mentorów oraz ograniczenia strukturalne. Co to oznacza? Powierzchowność wynika z faktu, że jest to pokolenie popkultury. Pokolenie znające doskonale wypowiedzi Kuby Wojewódzkiego czy teksty Dody, a nie mające pojęcia o twórczości Sartre’a czy Pascala (i nie chodzi o Brodnickiego...). Ta wiedza o popkulturze nie jest zła, ona też pozwala interpretować rzeczywistość, lepiej ją rozumieć, ale mimo wszystko nie prowadzi do głębszej życiowej mądrości. Nadmiar wiedzy i informacji (pomijając nawet popową) w głowach 20-30-latków, a brak praktycznej życiowej mądrości charakterystycznej dla ich rodziców i dziadków, którzy chowali się w czasach dyskomfortu i niepokoju, jest znakiem tego pokolenia. Doda to nie Sartre. Popkultura nigdy nie zastąpi w pełni kultury wysokiej. Brak mentorów wynika z kolei z luki w mentalności pokoleń. Przeskok z Polski komunistycznej w kapitalistyczną był gwałtowny i wielu ludzi nie załapało się na niego mentalnie. Młodzi chcą iść do przodu, ale na kim mają się wzorować, skoro niewielu ludzi ze starszych pokoleń odnalazło się w zmianach społecznych i chwyciło ster. Niewielu jest mentorów, którzy mają coś do zaoferowania 20-30-latkom. Stąd pokolenie to można nazwać pokoleniem sierot oraz ludzi pozbawionych autorytetów – bo brak tam mentalnych rodziców, którzy nauczyliby ich zasad nowej rzeczywistości i jak w niej osiągnąć sukces i przetrwać. W moim odczuciu ten most nie jest zbudowany. Dlatego młodzi szukają wzorców z Zachodu – bo niewiele jest tych rodzimych, które odpowiadałyby im jako mentorzy i drogowskazy nowej mentalności. Trzeci problem – struktury – to system panujący w Polsce. Stosunkowo niskie płace, pozostałości po komunizmie, korupcja i kolesiostwo. Oczywiście to są rzeczy jak najbardziej możliwe do zmiany. Problem jednak jest taki, że musimy podjąć się zmian zamiast uciekać z kraju po wyższe płace. Przecież możemy mieć to tutaj. Trzeba ludzi odważnych, którzy rozwalą system. Dosłownie. Potencjał tego pokolenia zostać może uwolniony w jeszcze szerszym stopniu przez poszukiwanie życiowej mądrości i głębi, mentorów gotowych do prowadzenia młodych (oraz młodych gotowych na uleganie autorytetom) oraz dzięki walce o inne struktury. To wszystko jest osiągalne. Dla 20-30-latków niewiele jest rzeczy niemożliwych. Muszą tylko kultywować w sobie marzenie i nie dać im umrzeć.

Do jakich osób skierowany jest twój fanpage i co chcesz przekazać swoją aktywnością na nim młodemu pokoleniu?

Mój fanpage ma zasiewać inteligentną motywację do życia każdemu, kto odważy się uwierzyć, że jest coś więcej – niezależnie od wieku odbiorcy. Fakt, szczególnie przyciągam ludzi pokolenia 20-30 z racji ich głodu do realizacji marzeń i osiągania życiowych sukcesów. Moja praca polega na towarzyszeniu im w tej podróży i wspieraniu – jako coach czy jako mentor. Kocham oglądać sukces i rozwój w życiu ludzi, w których inwestuję. To dla mnie bardzo ważne. To moje paliwo. Mój fanpage ma być przedłużeniem mojego pozytywnego wpływu. Im więcej osób będzie zainspirowanych, tym lepiej. Zachęta do mądrego życia, zdrowego pojmowania sukcesu, poszukiwania dobrej motywacji, rozumienia siebie i swoich celów powinna stawać się coraz bardziej modna. Chcę aby ta moda objęła wielu – i stała się czymś więcej. Jestem na drodze spełnienia tej wizji, która napędza mnie każdego dnia.

Dwa spojrzenia na ten sam problem i to samo pokolenie. Jak blisko są prawdy? Być może leży ona tam, gdzie się ze sobą zgadzają, czyli w systemie gospodarczym, który pogłębia nierówności? Młodzi, którzy mają etat, uważają się za wybrańców. Jeśli z niskich pensji uda się im zaoszczędzić jakieś pieniądze, dzięki którym coraz bliżej im do spełnienia marzeń o własnym M, wszystko przeznaczają na naprawy sprzętów, które psują się tuż po terminie gwarancji. Wyjście na obiad do miasta utożsamiamy z prestiżem, gdy u naszych zachodnich sąsiadów jest to normą. Odbijamy się od drzwi gabinetów naszych szefów, którzy wszystko wiedzą najlepiej, chociaż świat zmienił się już kilkukrotnie, odkąd zasiedli na fotelu prezesa. Mówi się, że pokolenie 20-30-latków na całym świecie – nie tylko w Polsce – będzie pierwszym pokoleniem, które znajduje się w gorszej sytuacji, niż ich rodzice, ponosząc koszty ich decyzji. To my musimy oszczędzać, jesteśmy skazani na głodowe emerytury w przyszłości, musimy dbać o zniszczone przez nich środowisko. Z drugiej strony mamy tak wiele możliwości – możemy podróżować po całym świecie, podjąć prawie każdy zawód niezależnie od płci i obecnego wykształcenia, spełniać się na różnych polach... a tym samym nie wiemy, na co się zdecydować. Wiele osób wcale nie ma ochoty wyjeżdżać na koniec świata, za to potrzebuje autorytetów, bliskich, którzy „przymuszą ich” do stabilizacji lub podjęcia życiowych decyzji, tak jak oni zostali przymuszeni przez swoich rodziców. Młodzi ludzie są więc ofiarami wolności wyboru i strachu przed podjęciem złej decyzji, który za sobą owa wolność niesie. Stabilizacja jest dzisiaj kwestią przypadku, który po początkowym szoku staje się często błogosławieństwem. Tym samym, gdy dobiegamy trzydziestki, na Facebooku mamy tyle samo znajomych, którzy wrzucają zdjęcia swoich uśmiechniętych dzieci, fotki z szalonej podróży bez pieniędzy po Azji, jak i tych, którzy piszą w swoich statusach, jak pijani na imprezie zgubili klucze...

W jakiej sytuacji jest więc współczesny młody dorosły? Być może wszystko zależy od tego, czy jego szklanka jest do połowy pełna, czy do połowy pusta.

tekst: Katarzyna Habecka

REKLAMA