REKLAMA
Anywhere logo

Rzym: Wygrywa piękno

2017-01-19
...
Roma aeterna. Kolebka zachodniej cywilizacji. Stolica Apostolska wewnątrz stolicy europejskiej. Muza Felliniego, odrestaurowana w oscarowym „Wielkim pięknie” Sorrentino. Te wszystkie wzniosłe skojarzenia nasuwały mi się, gdy słyszałam „Rzym”. Trzeba je było skonfrontować z rzeczywistością. Trzeba było pojechać do Rzymu.

I dalej, gdy słyszę „Rzym”, widzę majestatyczne budynki skąpane w pomarańczowym świetle zachodzącego słońca. Idea Rzymu jest chyba silniejsza od niego samego. Mimo wszystko, przechadzając się szlakiem turystycznym, od Watykanu, przez most Św. Anioła na Tybrze aż do Koloseum, nie sposób nie nabrać szacunku do Włochów. Rzym. Mistrz kreowania trendów już od 753 r. p.n.e.

Styl i szyk widać i w architekturze, i na ulicy, na której dobrze ubrani rzymianie odcinają się bezwzględnie od noszących obciachowe ubrania pielgrzymów i wciskających im (co za ironia) selfiesticki imigrantów. Do tego mówiący we wszystkich językach świata księża.

Patrząc na mapę, miasto przedziela rzeka i, jak w Warszawie, zdawałoby się, że wszystko, co ciekawe, mamy po jednej stronie, a po drugiej „tylko” Watykan (porównanie do Pragi może nietrafione, ale rozumiecie analogię?). Ja zatrzymałam się po tej drugiej stronie, na wzgórzach okalających Stolicę Piotrową. Rzecz jasna, już kilometr od Bazyliki św. Piotra zaczynały się nieciekawe rejony, tak jak wszędzie. Co z tego, jeśli kawę z najlepiej spienionym mlekiem za 1 euro podawali właśnie w okolicznych podrzędnych barach.

Most-sw

Splendor Watykanu pozostawił mnie pod tak wielkim wrażeniem, że spędziłam tam cały następny dzień. Muzea Watykańskie, gromadzące chyba całe bogactwo świata i sztukę z wszystkich epok, są spektakularne. Trudno znaleźć takiego artystę, który choć na chwilę nie nawiązałby romansu z Kościołem. Kulminacją zwiedzania jest Kaplica Sykstyńska, obcowanie z którą jest przeżyciem tak elitarnym, jak medytacje przy Giocondzie w Luwrze (kto nie był: jest tłumnie). Tyle że ze „Stworzeniem Adama” ciężko zrobić sobie selfie – o ile technicznie byłoby to jakoś możliwe, panowie z ochrony skutecznie to uniemożliwią. Nie próbowałam, widziałam.

Naprawdę lubię katolicką estetykę, ten niepoprawny przepych. Tylko nie w wydaniu najnowszym, proszę. Tam w centrali może być. A zresztą moja teoria o brzydkich osiedlowych kościołach zyskała wymiar uniwersalny, gdy szukając Akweduktów Hadriana, gdzieś na przedmieściach mijałam kościół dla „normalsów” zamieszkujących okoliczne osiedle. Niewiele się różnił od tych na gdańskiej Zaspie.

Po więcej atrakcji udajemy się na drugą stronę Tybru. Przedtem, niedaleko Watykanu, podziwiamy Zamek św. Anioła (Mauzoleum Hadriana), który występuje w napisach końcowych do „Wielkiego piękna”. Obok mamy Most św. Anioła (inaczej Pons Aelius, czyli Most Eliusza), od którego w prostej linii dojdziemy na Pole Marsowe, na którym mieści się Panteon. Obranie tej trasy to sto procent Rzymu w Rzymie. Będziemy spacerować malowniczymi, wąskimi uliczkami, mijać placyki z urokliwymi fontannami i podziwiać każdy budynek. Wszystko tam jest piękne. Królową fontann jest oczywiście Fontanna di Trevi, w której wykąpała się amerykańska aktorka w „La Dolce Vita” Federico Felliniego. Chociaż podobnie wyglądających fontann (tak jak stojących przed nimi barokowych, białych fasad kościołów) jest całe mnóstwo, ta jest jedyna w swoim rodzaju. I znowu, jak to z atrakcjami turystycznymi bywa, nie liczmy, że będziemy tam sami.

Przejdziemy jeszcze przez Piazza Navona, parę uliczek, i wreszcie jesteśmy przy Panteonie. Najlepiej zachowana budowla pochodząca ze starożytnego Rzymu, świątynia „wszystkich bogów” przemieniona w kościół katolicki. W środku uroczy przejaw artystycznej megalomanii – grób Rafaela Santiego. Miejsce spoczynku sam zainteresowany wybrał sobie tak, by struga światła, sącząca się przez otwór w kopule, jako ostatnia spadała na jego grobowiec. Ciśnie się na usta komentarz o tym, że celebryctwo ma długą tradycję, ale tak naprawdę uważam, że to piękne i romantyczne.

vuliczka_rzym

Do obejrzenia jeszcze Pałac Ojczyzny, Kapitol i Forum Romanum. Te trzy rzeczy idą w zestawie, bo przylegają do siebie. Wiktor Emanuel II, jakiego pamiętamy z lekcji historii, pyszni się na koniu, z wysokości Ołtarza czerwono-biało-zielone flagi wyglądają tak elegancko, że myślę, że do końca życia będę żywić się tylko sałatką Caprese. A dalej będzie jeszcze bardziej wzniośle, bo oto spacerujemy ku budowli, która na przyjeżdżających do Imperium nieokrzesanych Wandali robiła podobne wrażenie jak na biednych imigrantów z Europy, widzących po raz pierwszy Nowy Jork, robił Empire State Building. To Koloseum, miejsce okrutnej rozrywki sprzed wynalezienia telewizji.

Na koniec o jedzeniu. Pizza na cienkim cieście i różnej maści makarony, a do tego obowiązkowa butelka wina do każdego posiłku zawsze zdadzą egzamin. Nawet, jeśli spożywasz to w restauracji stylizowanej na wczesne średniowiecze, a którą rozświetla milion jarzeniówek. Rzym to przygoda, którą trzeba przeżyć.

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA