REKLAMA
Anywhere logo

WMI. Sto róż

2017-01-29
...

Z powodu mgły w Modlinie większość samolotów miała spore opóźnienia. Usiadłem koło niej przypadkiem. Spojrzała na mnie i zapytała: – Pan tak sam? I nie czekając na odpowiedź zaczęła opowiadać o sobie, kwiaciarni i Panu Zenku…

Pracowała w kwiaciarni prawie 30 lat. Pan Zenek – właściciel – założył ją pod koniec lat 80-ych. Kwiaciarnia miała być przykrywką dla jego lewych interesów. Na zapleczu zamiast kwiatów trzymał sterty czapek i koszulek wykradzionych lub wyłudzonych z pobliskich zakładów włókienniczych. Pan Zenek, później znany biznesmen, dobroczyńca, fundator stypendiów, dobry, choć niewierny mąż czwartej żony, przyjaciel prezydentów, miał w tamtych trudnych czasach siatkę świetnie opłacanych pracowników zakładu – od szwaczek i magazynierów przez kierowców, na cieciach skończywszy. W efekcie samochody dostawcze z towarem, zamiast do powiatowych sklepów, skręcały w cichą uliczkę na zaplecze kwiaciarni, w której już wtedy pracowała Danusia. Pan Zenek zatrudnił ją nie z powodu jej wrażliwości na rośliny i znajomość botaniki, a ze względu na wyjątkową krzepę, którą odznaczała się od dzieciństwa. Ktoś w końcu musiał rozładowywać ciężarówki z towaru.

Sąsiedzi donosili na pana Zenka gdzie się dało. Ale on sam nic sobie z tego nie robił, żartując do Danusi, że wszyscy mu siedzą w kieszeniach. Nie wiedziała, co to dokładnie znaczy, ale rozumiała, że pan Zenek nad wszystkim panuje, a ona nie musi się martwić, że straci pracę.

Pan Zenek na szmuglu zbił majątek, przeniósł się z biurem do szklanego wieżowca. Zachował jednak kwiaciarnię. Mówił o sobie, że jest sentymentalny. A Danusię zatrudniał przez te wszystkie lata, płacąc jej dużo więcej, niż na to zasługiwała. Ludzie gadali, że to ze względu na to, że pan Zenek zmajstrował jej dzieciaka. Ona sama nigdy nie potwierdziła tych plotek. Jej tajemnicę znał tylko proboszcz, który już dawno zabrał ja do grobu. Kiedy mały – dziś już właściciel świetnie prosperującego warsztatu samochodowego w Szkocji – pytał o ojca, odpowiadała, że nie żyje. A dziś… A dziś naprawdę był martwy. – Ta ostatnia żona go wykończyła – powiedziała, przeszukując torebkę w poszukiwaniu chusteczki. – A na pogrzebie jak płakała. Aktrisa jedna. Kazała zrobić taki ogromny wieniec ze stu róż. To ja do tego wieńca, wie pan, dołożyłam jeszcze jedną, od siebie, z serca. I tak przecież nikt ich nie policzy, odkąd zabrakło Zenka.

REKLAMA
REKLAMA