REKLAMA
Anywhere logo

Jurty i bloki. Mongolia

2017-01-26
...
Dlaczego Mongolia? Po co się jedzie do Mongolii? Moja pierwsza odpowiedź zawsze jest taka sama – „Bo tam mnie jeszcze nie było”. Ale gdy głębiej się nad tym zastanowić, to faktycznie, po co?

Ten kraj kojarzył mi się ze stepami i końmi. Zawsze marzyłam, żeby poczuć tę nieograniczoną przestrzeń. Pachniało mi to wolnością, niczym nieskrępowanym byciem, radością z obcowania z przyrodą. I nie zawiodłam się.

Przed wyjazdem bardzo pobieżnie przeczytałam program, ale to czasami ma sens. Zwłaszcza, gdy podróżnik chce się zachwycić, zaskoczyć, oczarować. Jest to możliwe, kiedy rzeczywistość jest lepsza od oczekiwań.

W Mongolii na pierwszy plan wysuwają się krajobrazy, zapierające dech w piersiach pejzaże. Następnie wkomponowane w te krajobrazy zwierzęta, a potem dopiero ludzie. Skąd taka kolejność? Mongolia posiada około 3 miliony mieszkańców, z czego połowa żyje w stolicy, Ułan Bator. Gęstość zaludnienia wynosi prawie 1,8 mieszkańca na km2, a na jednego człowieka przypadają średnio 23 sztuki bydła. Nie trzeba znać dobrze matematyki, żeby zrozumieć, że człowiek w Mongolii jest na wagę złota. Ale za to spotkanie z nim jest niesamowite.

mongolia_1

Dawno nie spotkałam tak życzliwych, uprzejmych, skromnych ludzi. Czy to bliski kontakt z naturą sprawia, że w tych ludziach nie ma krzty cynizmu, cwaniactwa, czy to może brak kontaktu ze światem zewnętrznym i innymi ludźmi? Rodziny nomadzkie żyją samotnie, w otoczeniu przyrody i zwierząt. Często najbliższy sąsiad oddalony jest o kilkadziesiąt kilometrów. Na pustkowiach nie ma telewizji, satelity. I może właśnie dlatego Mongołowie należą do jednych z najbardziej gościnnych narodów. Zaproszą do swojej jurty, poczęstują serem, suszonym mięsem, a do picia zaserwują kumys. Ostrzegano mnie przed tym napitkiem. Jjest to lokalny alkohol, który robi się ze sfermentowanego mleka kobylego. Ja smakoszem kumysu nie zostałam, o ile w ogóle można zostać smakoszem sfermentowanego mleka. Gościnność Mongołów polega również na tym, że nie można odmówić poczęstunku. Czasami było to trudne. A niekiedy interesujące. Jedna z poznanych rodzin zaproponowała nam lokalny przysmak – pieczone mięso świstaka.

Wchodząc do jurty należy uważać, żeby nie nastąpić na próg, gdyż to oznaczałoby brak szacunku do gospodarzy. W jurcie zajmuje się odpowiednie miejsce. Tradycja mówi o tym, by broń zostawić na zewnątrz, jednak odnosi się to do dawnych czasów, gdyż obecnie broń spotyka się rzadko. Życie w jurcie płynie na przestrzeni 20 m2. Jest w niej kuchnia, jadalnia, sypialnia, salon i łazienka. Centralne miejsce zajmuje koza, czyli piecyk, który służy do ogrzewania jurty i gotowania. Pali się w niej praktycznie non stop. Na północy pali się drewnem, a na Gobi, gdzie nie ma drzew, za opał służą wysuszone odchody zwierząt. Zapachy są nietypowe, bo to z jednej strony zapach paleniska, a z drugiej mieszanka suszącego się mięsa, fermentującego się mleka i dojrzewających serów. A w oparach stoją łóżka, które w nocy służą do spania, a w dzień do innych czynności domowych, czyli na przykład jako stół do robienia pierogów. Typowy obrazek ze stepów mongolskich to jurta z wychodzącym z jej czubka kominem i dym z palącej się kozy. Na zewnątrz jurty oczywiście kręcą się zwierzęta, psy, dokarmiane młode baktriany, czyli wielbłądy dwugarbne, a na północy także renifery. Kiedyś do transportu jurt i całego gospodarstwa używano charakterystycznych wozów. Teraz ich rolę pełnią samochody, tak zwane trucki i pickupy. Mongołowie to lud koczowniczy. Przemieszczają się z miejsca w miejsce wraz ze stadami, zabierając ze sobą cały dobytek na takim samochodzie. Kolejnym powiewem cywilizacji są motory. Znacznie łatwiej pojechać nim do oddalonego o wiele kilometrów miasteczka, pokonać wyboiste drogi czy zaganiać pasące się zwierzęta. A odległości w Mongolii są ogromne. Motor to luksus, wciąż na horyzoncie pojawiają się samotni nomadowie na koniach, jadący do swoich stad. Piękny, typowy dla Mongolii widok.

mongolia_2

Życie na stepie jest ciężkie. Zwłaszcza zima daje się mieszkańcom jurt mocno we znaki. Stąd coraz większa tendencja do migracji nomadów do miast, zwłaszcza do stolicy Ułan Bator. Miasto rozwija się, kusi lepszymi warunkami życia. W bloku jest ciepło, nie trzeba palić w kozie, w mieście jest praca, cywilizacja. Dlatego też Ułan Bator jest jedną z najbardziej zanieczyszczonych stolic świata. Na powierzchni niecałych 5000 km2 żyje w niej 1,5 mln mieszkańców. Nomadowie nie mogą do końca odciąć się od swoich korzeni i przyzwyczajeń. Między blokami wciąż w krajobraz wpisują się białe jurty. Niesamowity widok. Co jest jeszcze typowe dla każdego miasta i miasteczka w Mongolii? Bary karaoke, bo Mongołowie to wyjątkowo rozśpiewany naród. Do końca życia będę pamiętać te pieśni śpiewane przez nomada podczas mojej jazdy konnej po stepie.

Mówi się, że w Mongolii można wsiąść na konia i przejechać na nim kraj wzdłuż i wszerz, nie napotykając drogi, płotów, torów i ograniczeń. To w zasadzie prawda. Bo taka jest Mongolia, piękna w swoim krajobrazie, w swojej wolności i mieszkańcach.

 

Mirka Misiewicz

 

Galeria zdjęć


REKLAMA