REKLAMA
Anywhere logo

Jacek Górecki: NA AFISZU #9

2017-02-02
...

„Kalina” - Małgorzata Głuchowska, Justyna Lipko-Konieczna

Atlantic Gdynia – reż. Małgorzata Głuchowska

Nie bez powodu monodram „Kalina” w wykonaniu Katarzyny Figury dostał swoje drugie życie w gdyńskim Atlanticu. Wcześniej wystawiany w warszawskim Teatrze Polonia wyemigrował na północ, by nieść ze sobą opowieść o zapomnianej i ciągle niedocenionej legendzie polskiego kina i teatru – Kalinie Jędrusik. Zarówno Figura jak i Kalina są mocno związane z Trójmiastem, Gdynią. Jest w nich obu wolność i nieograniczona przestrzeń możliwości, którą kryje w sobie morze. Ale też niesamowite pragnienie i praca nad kolejnymi rolami. To spotkanie dwóch ikon, które na jednej scenie przekazują widzowi całe swoje bogactwo talentu, zaaranżowała reżyserka spektaklu Małgorzata Głuchowska. Dodając do tego intymnego spotkania muzyczność w postaci oryginalnych aranżacji piosenek z repertuaru Kaliny. Ale nie byłoby tak mocnego efektu gdyby nie wielka rola Katarzyny Figury. Bardzo mocno naznaczonej postacią legendarnej aktorki. W jej monodramie mamy do czynienia z całym kalibrem aktorskim. Jej Kalina jest raz magnetyzująca, seksowna, uwodząca, by zaraz nas wzruszyć, przerazić, pokazać cały krzyż cierpień i przeżyć, który nosiła w sobie ta kobieta. Szczególnie widać to w scenie, kiedy ubrana przez szarych śmiertelników w szufladkę seksbomby i skandalistki Kalina w samotności traci swoje dziecko.

Ale to nie tylko portret legendy Kaliny Jędrusik, aktorki, którą wrzucono w gorset oczekiwań. Artystki, której wymyślono łatkę, by zaspokoić swoje własne ego i zatuszować kompleksy całego kraju. To nie tylko identyfikacja Katarzyny Figury z postacią Kaliny, na którą ówczesne władze narzucały cenzurę, a z której twórcy i dyrektorzy kolejnych teatrów chcieli zrobić polski odpowiednik Marilyn Monroe. Ale także opowieść o aktorze, który musi zmierzyć się z kolejnym, ciężkim wyzwaniem na scenie, by dojść do wyznaczonego celu. O ciekawości tego zawodu i poświęceniach w momencie, kiedy staje się w świadomości masowej symbolem. Opowieść o człowieku, który zamiast tworzyć rolę, musi mierzyć się z niewolniczym wizerunkiem narzuconym przez innych. Ta Kalina jest gwiazdą o wielu bokach, złożoną z wielu płaszczyzn. W całości tworząc wstrząsającą figurę. Obraz namalowany przez zwykłego śmiertelnika, który często zamiast zająć się sobą, ma wizje, jaki kształt inni powinni przybrać. To przestroga dla wszystkich tych młodych ludzi, którzy w marzeniach o wielkich gwiazdorskich popisach aktorskich zapominają o cieniach tego piekielnego zawodu. Zawodu, który zarówno Katarzyna Figura jak i Kalina Jędrusik przeżyły na własnej skórze. Ale jest w tym wszystkim także powiew dobrego, pełnego nadziei wiatru z morza. Nadziei, by się nie poddawać, nie zamykać, tylko iść przed siebie do ludzi, których tak jak bohaterka monodramu zaczyna traktować jako najjaśniejsze gwiazdy, podchodząc do nich z otwartością i ciekawością. Bo jak zaśpiewała Kalina w swoim ostatnim nagraniu: „La la la la żadnego dnia nie pożałuję, z wędrówek przez ogrody życia pełne kwiatów zła”.

REKLAMA