REKLAMA
Anywhere logo

Jacek Górecki: NA AFISZU #10

2017-02-10
...

„Bez wyjścia” - Jean-Paul Sartre

Teatr Dramatyczny – reż. Barbara Sass

 

Czasami dopada mnie teatralny kryzys. Tydzień za tygodniem. Dzień za dniem. Kolejna premiera za premierą. A ja się zachwycam tymi nowymi tytułami, czasem rozczarowuję. Może to poczucie częściej góruje nad zachwytem. Szukam tego nowego czegoś i na poszukiwaniach przestaje. Ale nie ma we mnie rozgoryczenia. Jakkolwiek banalnie to zabrzmi, zwyczajnie kocham teatr. Przychodzi jednak taki dzień, kiedy porzucam nowości, sięgam dalej i nadrabiam to, co przez przypadek zostało pominięte. Żałuję tego tym bardziej gdy się okazuje, że warto było wejść w ten spektakl i poddać się aktorom znacznie wcześniej. Tak było i tym razem, właściwie to sytuacja bez wyjścia. To był ostatni spektakl Barbary Sass, zmarłej w 2015 roku jednej z najważniejszych filmowych reżyserek w historii polskiego kina, która regularnie pracowała także na teatralnych scenach. Reżyserka sięgnęła po jednoaktówkę Jeana-Paula Sartrea, czołowego przedstawiciela francuskiego egzystencjalizmu, w której autor próbuje pokazać piekło tego świata, którym jesteśmy po prostu my ludzie. Powodem do tego jest zamknięcie w hotelowym pokoju trójki bohaterów, którzy w utopijnej sytuacji zaczynają obnażać nawzajem swoje emocje. A wiadomo, pod lupą ludzie stają się znacznie ciekawsi. 

na_afiszu_2

Rzadko się zdarza, żeby reżyser tę klaustrofobię i duszność rysował tylko poprzez prowadzenie aktorów i napięcie, jakie narasta w ich relacji. Zazwyczaj wrzuca się to w scenografię i inne ozdobniki, które wprowadziłyby widza wprost do zamkniętej czeluści i tym samym ułatwiłyby odbiór. To takie wszędobylskie ulepszacze smaku, które stosuje się w świecie sztuki w wersji instant. To jest ta myśl, nad którą tak ubolewam, że we współczesnym teatrze została ona sprowadzona do drugiego planu na rzecz widowiskowych efektów. Ale nie tym razem. Barbara Sass wraz ze scenografem Pawłem Dobrzyckim okroili wszystko do minimum, rezygnując z wszystkich tych nowatorskich cukierków, dzięki czemu skupili się na ludziach, prawdziwych emocjach, przez co to ten horror się pogłębia. A ludzie, zrzucając tym samym maski i inne pióra, stają się dla siebie samych potworami. My widzowie, zamiast zachwytu nad stroną wizualną, czujemy pewien dyskomfort, wizualne piekło, co w tym wypadku jest zaletą tego spektaklu. Tu uczucie podsyca też muzyka Michała Lorenca. Ale nie byłoby tego wszystkiego gdyby nie aktorzy. Cała trójka głównych bohaterów (bezbłędni – Agnieszka Wosińska, Agnieszka Warchulska, Piotr Grabowski) wyciąga nas w tę niewygodną dla nas grę przesuwając granice wytrzymałości jeszcze dalej. Warto jest się poddać tej trudnej psychozie, w której - jak się okazuje - żyje każdy z bohaterów. Idąc dalej, każdy z nas. A piekło, w którym się taplamy, jest niczym innym jak konsekwencją nieumiejętnego rozmawiania ze sobą i ciągłego zaglądania w cudzą przeszłość. W aktualnym stanie świata komentarz ten nabiera znacznie mocniejszego znaczenia. Tym bardziej, że reżyserka nie chce podawać konkretnej odpowiedzi, ona prowokuje zadając pytania, a to jest znacznie mocniejsze. Czy obecnie znajdujemy się w sytuacji bez wyjścia, w której najciekawsze w relacji z drugim człowiekiem jest osądzanie i publiczne pranie cudzych brudów? Gdzie w tym piekle jest pierwiastek ludzkości?

 

REKLAMA
REKLAMA