REKLAMA
Anywhere logo

Peryferia Magdaleny Śliwińskiej

2017-02-13
...
Zdarzyło Wam się kiedykolwiek znaleźć przypadkiem coś cennego w miejscu tak oczywistym, że ten fortunny obrót sprawy w ogóle nie powinien Was zaskoczyć? Jak perła w małży, albo bursztyn na brzegu, albo złote łyżki u babci. Niby nic bardziej oczywistego, a jednak zdarza się dość rzadko. A większości z nas nie przytrafi się nigdy.

Podobnie jest z malarstwem - bo albo przekopuję całą tę artystyczną piaskownicę w poszukiwaniu klejnotu, albo mam łut szczęścia i skarb sam wpada mi w ręce. I podczas, gdy w pierwszym przypadku jasne - mam super satysfakcję z efektu mojej ciężkiej pracy, sytuacja numer dwa nabiera zazwyczaj wymiaru emocjonalnego. Bo to niby takie proste - znaleźć dobrą artystkę, która ma warsztat, zmysł i najlepiej jeszcze coś do powiedzenia. Przecież jest ich tak wiele, każda po szkole, z pędzlem w ręku wyrusza zawojować artystyczny świat. Ale ja jestem wymagająca, potrzebuję i oczekuję czegoś więcej niż sam „potencjał”. 

W ten sposób odkryłam Magdę. A właściwie to ona mnie odszukała, a może trafiłyśmy na siebie nawzajem? Mam w końcu niewyobrażalne pole magnetyczne, jeśli chodzi o takie artystki i taką twórczość. Przyciągam je do siebie, a potem kradnę jak sroka wszystko to, co najładniej błyszczy. Ale w jej przypadku zaważyły także względy osobiste - po raz kolejny dostałam dowód na to, że najlepsze rzeczy mam pod nosem. Magda dorastała niedaleko miejsca, w którym spędziłam przeważającą część swojego życia, dlatego większość tego, co maluje, ja kojarzę ze szczęściem. Co prawda śląskie tereny niektórym nijak nie kojarzą się ze spokojem, świeżym powietrzem i pięknem otaczającej przyrody, ale to właśnie te trzy czynniki sprawiają, że tak bardzo tęsknię za domem. To te elementy żyją na jej płótnach i to dzięki nim tak łatwo zadurzyć się w sztuce tej dziewczyny z Bytomia. I choć nie biegałyśmy po tych samych polach i nie wdrapywałyśmy się na te same drzewa - czuję z nią wyjątkową więź, potęgującą moją miłość do jej prawdziwego, najszczerszego w swej formie malarstwa. A wszystkie jej płótna kocham jednakowo, tak jak matka chrzestna powinna kochać swoje dzieci. Minerały, abstrakcje, pejzaże i podwórka - wszystkie razem i każdy z osobna. Nie jestem w stanie oprzeć się tym kolorom i miękkim kształtom na tyle, że gdybym mogła - najpewniej po prostu bym je przytuliła.

Magda jest jeszcze bardzo młoda i ma wiele odkryć twórczych przed sobą. Ma prawo wszystko zmienić, pójść inną drogą i zostawić mnie z uczuciem bolącej tęsknoty. Coś jednak podpowiada mi, że tak się nie stanie. Że będzie konsekwentna w sprawianiu nam przyjemności patrzenia. A nawet jeśli zmieni zdanie, to przecież - tak jak znaleziona przypadkiem perła - w każdej innej formie nigdy nie straci swojej bezcennej wartości.

 

Magdalena Śliwińska - rocznik 1994. Jest studentką 4 roku Grafiki Warsztatowej ASP w Katowicach. Mieszka w Bytomiu.

REKLAMA
REKLAMA