REKLAMA
Anywhere logo

Jest o czym mówić

2017-02-15
...
Z Jerzym Litwinem, dyrektorem Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku rozmawiamy o tym, jak funkcjonuje współczesne muzeum, co mieszczą muzealne magazyny, ale również o wojujących z wikingami Słowianach i o największej pasji dyrektora – modelarstwie.

Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku ma w Trójmieście dobrze – gdzie się nie zanurkuje, tam eksponat. To chyba spore ułatwienie dla funkcjonowania instytucji?

To prawda. I jest to w zasadzie odpowiedzią na pytanie, dlaczego nasze muzeum powstało. Stało się tak dzięki ludziom, którzy po wojnie spotkali się kilkakrotnie i stwierdzili, że dobrze by było tutaj założyć Muzeum Morskie, żeby te pamiątki nie poginęły. W 1958 roku powstało Towarzystwo Przyjaciół Muzeum, którego głównym celem było utworzenie muzeum. Cel został osiągnięty dwa lata później – przy ówczesnym Muzeum Pomorskim utworzono dział morski, a później – kiedy w 1962 ukończono remont Żurawia – nasze muzeum przeniosło się do swojej siedziby i zostało usamodzielnione. Od tego momentu mieliśmy szansę bardzo się rozwinąć. Ważna była rola pierwszego dyrektora, który miał wizję i szczęście do pewnych decyzji administracyjnych. Muzeum, to ważne, nie przejęło żadnej kolekcji, ale zbudowało bardzo szybko własną dzięki przyjaznemu środowisku. Towarzystwo Przyjaciół Muzeum działa zresztą do dziś. Powstały też Towarzystwo Przyjaciół Daru Pomorza i Towarzystwo Przyjaciół Sołdka. 

jerzy_litwin2

Przyjaciół nigdy nie za dużo.

Tak i cieszymy się z tego! Tak samo, jak z dowodów przyjaźni – przez lata marynarze przywozili nam eksponaty ze swoich podróży. Jedna ze stałych ekspozycji w Ośrodku Kultury Morskiej powstała w zdecydowanej większości w wyniku ich darów. Są tam łodzie z różnych krajów świata, modele i inne pamiątki, związane z kulturą morską różnych narodów. Nawet dziś przeglądałem korespondencję i okazało się, że potomek dawnych rybaków helskich, mieszkający w Niemczech, przekazał nam do zbiorów obraz dawnego Helu. Pokazuje on dawny Hel, taki, jaki jego autor zapamiętał z czasów przedwojennych.

Czy w magazynach muzealnych są jakieś ciekawe eksponaty, które nie są prezentowane na wystawach na co dzień?

Rolą muzeum jest gromadzić, a dopiero potem opracowywać i udostępniać eksponaty zwiedzającym. Mamy zatem wspomniane pamiątki związane z żeglarstwem polskim. Posiadamy też dość dużą kolekcję dotyczącą żeglarzy, kaphornowców, której ze względu na brak miejsca nie jesteśmy w stanie pokazać na ekspozycji. Przygotowujemy nowe wystawy, jest to jednak bardzo kosztowne i musimy zabiegać o środki zewnętrzne. Staramy się, by wystawy były ciekawe i przyciągały ludzi, ale to jeszcze zwiększa wymagania finansowe i pochłania dodatkowy czas. Dziś społeczeństwo oczekuje od muzeów wystaw dynamicznych, gdzie zwiedzający będzie mógł doświadczać historii i wydarzeń prezentowanych na ekspozycji wszystkimi zmysłami. O takim zapotrzebowaniu wyraźnie świadczy Noc Muzeów, kiedy przy trudnych warunkach zwiedzania, przy wyraźnie ograniczonej powierzchni przeznaczonej do udostępnienia w ramach imprezy, pojawiają się tłumy. Faktycznie, wiele muzeów prześciga się w niezwykłych pomysłach ożywienia ekspozycji. Ma to na celu zachęcenie gości do przyjścia do placówki w porze, kiedy nikt nie będzie przeszkadzał w zwiedzaniu i będzie można zapoznać się ze wszystkimi wystawami. 

Mówimy o polskich żeglarzach i marynarzach. A co ze słowiańskimi? Dlaczego nie mają takiego PR-u jak choćby wikingowie?

Bardzo dobre pytanie. Być może dlatego, że wiedza o nich na Zachodzie jest mała. Planując realizację Muzeum Archeologii Morskiej cieszyłem się z zaproszenia do Łeby, bo tam, pod koniec XIX wieku nad jeziorem Łebsko odkryto wraki łodzi, datowane na wczesne średniowiecze. Archeologowie niemieccy, którzy badali te łodzie, określili je jako pochodzące z czasów wikingów. Nie chcieli nazwać ich „słowiańskimi”, bo czasy były takie, że słowiańskość spychana była w zapomnienie. Na gdańskiej Oruni, w latach 30-tych, odkryto kolejne wraki łodzi. Były to łodzie zupełnie inne niż skandynawskie, ale znów nazwano je „łodziami z czasów wikingów”. Dopiero po II wojnie światowej zaczęliśmy mówić na świecie o słowiańszczyźnie. Widać powoli skutki tej zmiany. Dzieje się tak również dzięki obiektywnej pracy archeologów na terenie dawnych wschodnich Niemiec, ale również obecnych, choćby we Wschodniej Meklemburgii, gdzie powstają muzea obrazujące kulturę słowiańską. Można tam zobaczyć repliki słowiańskich łodzi, spłynąć nimi do miasta i zwiedzić skansen średniowieczny Torgelow koło Ueckermünde. Takich miejsc związanych ze słowiańszczyzną w Meklemburgii, aż po Kilonię i Szlezwig, jest bardzo dużo. Archeologowie mówią, że 80% wykopanych tam eksponatów to zabytki słowiańskie.

jerzy_litwin

Po polskiej stronie brakuje takich inicjatyw.

Brakuje, chociaż są odkrycia: w Pucku, Szczecinie, na Wolinie... Nasza koncepcja muzeum w Łebie przewiduje, że będzie tam część z ekspozycją łodzi słowiańskich z czasów, w których żyli również wikingowie. Chcemy pokazać, że Słowianie byli dla wikingów zarówno rywalami, jak i partnerami. Są dowody na to, że np. jedni i drudzy wspólnie płynęli na Wyspy Brytyjskie, są też dowody, że Słowianie atakowali porty na terenie dzisiejszej Danii. Ostatecznie zaodrzańskich Słowian zniszczyli w ramach akcji chrystianizacyjnych Niemcy i Duńczycy. Jeszcze Wincenty Pol na Rugii dokumentował resztki słowiańszczyzny i pisał, że w domach rybacy rozmawiają językiem, którego inni nie rozumieją. Przekazanie informacji o tej kulturze światu, to wielkie zadanie dla muzealników. U nas tę epokę nazywa się przecież wczesnym średniowieczem, a na zachodzie Europy popularne jest określenie „czasy wikingów”. A przecież wikingowie nie byli jedyni na Bałtyku.

Słowianie i wikingowie byli jak równy z równym?

Słowianie bali się wikingów, a wikingowie Słowian. Jeździłem na wykopaliska do Danii, na wyspę Falster, niedaleko miejscowości Stubbekøbing. W czasie prac ziemnych natrafiono na zabytki szkutnicze. Okazało się, że prowadzono tam działalność szkutniczą, ale wyjątkowo tylko słowiańską. Do miejscowości Hedeby, w 808 roku, władca Danii Godfred przemieścił Słowian z miejscowości Rerik pod Wismarem. Chciał w swoim mieście rozwijać port handlowy i wzmocnić potencjał w obronie przed Frankami. W ten sposób Słowianie razem z wikingami bronili granic przed Frankami. Hedeby, nota bene, zostało zniszczone przez Słowian w XI wieku. Historia Słowian i wikingów cały czas się przeplata, jest o czym mówić, dokumentów jest sporo. W nowym oddziale Muzeum, w Łebie między innymi o tym chcemy opowiadać.

Zajmuje się Pan wciąż modelarstwem?

Cały czas interesują mnie statki średniowieczne i próbuję po wielu latach badań przenieść swoje spostrzeżenia również na płaszczyznę modelarską. Od tego zaczęła się też moja przygoda z muzeum. Jako student zostałem zaproszony do współpracy z muzeum – budowałem modele statków średniowiecznych z Pomorza. Teraz, na koniec zawodowej kariery, staram się zdyskontować moje doświadczenia, wykorzystując najnowszą wiedzę. W ostatnich latach miało miejsce sporo odkryć wraków średniowiecznych i jest wiele ciekawego materiału.

Modelarstwo wymaga chirurgicznej zręczności i niesamowitego oka.

Zwłaszcza, że modelarstwo jest traktowane jako swojego rodzaju sport. Ma międzynarodowe ramy, istnieje Związek Modelarzy Okrętowych o światowym zasięgu, którego przez dwie kadencje byłem

wiceprezydentem. W tym czasie nasze muzeum zorganizowało w Gdańsku mistrzostwa świata i mistrzostwa Europy modeli wystawowych. W 2017 roku w Ornecie odbędą się mistrzostwa świata modeli pływających. Imprezy, które organizowaliśmy w muzeum do dziś są mile wspominane.

Czy w Muzeum można zobaczyć modele pańskiego autorstwa?

Tak, choćby na głównej wystawie są modele z moich czasów studenckich, ale także model, który wykonałem przed dwoma laty i oddałem muzeum do depozytu. To moje spojrzenie na statek typu koga. Pierwszy taki model zbudowałem gdzieś w 1967, przed wydarzeniami marcowymi... Od tego czasu sporo się zmieniło, więc postanowiłem zbudować drugi model, odpowiadający mojemu aktualnemu stanowi wiedzy.

jerzy_litwin3

Obecnie pracuje Pan nad jakimś modelem?

Tak, to statek pomorski typu holk z pieczęci Elbląga z 1424 roku.

Kiedy będzie ukończony?

To zależy, jaka będzie zima. Jeśli będzie łagodna, to będę miał mało czasu, jeśli będzie ciężka – więcej.

Pozostaje mi w takim razie życzyć ciężkiej zimy.

(śmiech) Ma pan rację!

Dr inż. Jerzy Litwin – od 2001 roku dyrektor Centralnego Muzeum Morskiego, przekształconego w 2013 roku w Narodowe Muzeum Morskie. Z wykształcenia inżynier budownictwa okrętowego, z zawodu muzealnik, z zamiłowania modelarz specjalizujący się w modelach statków średniowiecznych. Za kadencji dyrektora Narodowe Muzeum Morskie wzbogaciło się o nowe oddziały: Muzeum Zalewu Wiślanego w Kątach Rybackich, Ośrodek Kultury Morskiej w Gdańsku oraz Centrum Konserwacji Wraków Statków w Tczewie. Zmodernizowane też zostało Muzeum Rybołówstwa w Helu, trwają także prace nad otwarciem kolejnego oddziału – Muzeum Archeologii Podwodnej i Rybołówstwa Bałtyckiego w Łebie.

fot.: Tomasz Sagan

Galeria zdjęć


REKLAMA