REKLAMA
Anywhere logo

Recenzja: "Honorowy obywatel" reż. Gaston Duprat, Mariano Cohn

2017-02-25
...

Argentyński duet wschodzących gwiazd światowej reżyserii wprowadza hitchcockowską zasadę dramaturgiczną do opowieści o pisarzu: bohater na początku dostaje nagrodę Nobla, a potem napięcie rośnie. Spośród trzech głośnych filmów bieżącego sezonu, które próbują odpowiadać na pytania, skąd się bierze, a nawet jak powstaje literatura, „Honorowy obywatel” jest utworem przyjętym najciszej (oglądałem go w pustej sali kilka dni po premierze) i zarazem najbardziej udanym. Kosmicznie przecenione „Nocne zwierzęta” Toma Forda zderzały bezsilność wobec przemocy rodem z „Nędznych psów” Peckinpaha z glamourową bajką o tym, jak to panienka z dobrego domu porzuciła pisarza dla mężczyzny o stabilniejszym zawodzie. „Paterson” Jima Jarmuscha jest typowym dla tego twórcy „filmem zen”, upstrzonym skeczowymi dialogami drugoplanowych postaci i o ile może zachwycać formą fanów tej poetyki, o tym, jak powstaje wiersz, wbrew pozorom mówi niewiele (za to morał ma przedni: należy robić kopie zapasowe swoich utworów, nawet jeśli się nie używa komputera). Tymczasem Duprat i Cohn pod pozorem komicznej opowiastki o wizycie uznanego światowca w zapyziałym rodzinnym miasteczku tworzą pełnokrwistą postać pisarza, a o tym, żeśmy go oglądali przy pracy, informują nas dopiero w przewrotnej puencie. Pisanie jest najmniej fotogeniczną z profesji, na szczęście w „Honorowym obywatelu” oszczędzono nam widoku pisarza pochylającego się nad manuskryptem powstającej powieści. Daniel Mantovani, pierwszy w historii Argentyny literacki noblista (wszak najżywszym kompleksem tego narodu jest fakt, że mogą się pochwalić tylko najwybitniejszym z tych, którzy Nobla nie dostali – Jorge Luisem Borgesem), już nie pisze, tylko podpisuje. Znużony pełnieniem roli żywego pomnika i uświetnianiem tysiąca uroczystości przyjmuje bodaj dla zgrywy zaproszenie do swojego rodzinnego gniazda, prowincjonalnej na wskroś mieściny zagubionej gdzieś pośrodku Pampy. Zgrywa rychło owocuje szeregiem przykrości, a komedia zmienia się w rodzaj horroru społecznego, albowiem Mantovani zbyt pochopnie uwierzył, że człowiek, który zawdzięcza swój sukces ucieczce z rodzinnego gniazda i dystansowi, który pozwala je twórczo kalać, może bezkarnie do tego gniazda wrócić. Najstraszniejsi na świecie zawsze okazują się tzw. „zwykli ludzie” w kontakcie z tym, którego niezwykłość zwyciężyła. „Honorowy obywatel” to wspaniały, inteligentny, zabawny i przerażający film o nieszczęściu pisarza, który zapomniał, że najlepiej „mieć w dupie małe miasteczka”.

REKLAMA
REKLAMA