REKLAMA
Anywhere logo

Diana Dąbrowska

Z piątku na sobotę

2017-02-17
...

Piątek. Taki piątek, co już w czapie zdrowo ma i popycha w tańcu sobotę. Flaszka dnia się niebawem wyzeruje, a mnie procenty do głowy nie uderzą. Niestety. Moralniaka z rana pewnie i tak mieć będę. Zgubne skutki pozbawienia przyczyny przyczyn. Najgorzej. Spać mi się chce, a kartka jak pusta, tak blada. Mną zawstydzona mogłaby się chociaż zarumienić albo splunąć. Byłby jakiś content. Nawet jeśli malcontent. Marzy mi się smaczny, pościelowy trójkącik. Ja, jeszcze między nocą a dniem rozstawiona. Noc, ona niechaj będzie w tej wizji kugarem, a dzień jej nieśmiałym pasierbem. Oczy szeroko zamykam, powieki mocno do gałek dociskam, próbuję zasnąć…

Nie da rady. Sumienia lękowe przerzuty mam na całym ciele. Błogi sen nie jest mi pisany. Własnie, pisanie... PISANIE czemu ty jesteś takie kapryśne, co? Gdzie się podziały czasy szybkich numerków na klawiaturze stukanych? Za biurkiem, przy kiblu, pod blatem, w kawiarniach, na podłodze uczelnianej. Wszędzie z wyjątkiem szafy i sufitu, bo klaustrofobię mam i lęk wysokości. Sejsmograf naszej ożywionej kopulacji wysyłam, redakcja przyjmuje, błyskotliwe proszę, błyskawiczne dziękuję i mamy... pięć dych w kieszeni na koniec trzeciego miesiąca. Chcesz mnie od niechcenia. Sporadycznie już tylko.

Że za mało nam płacą, to ci się udzielać nie chce? Daj spokój, każdy płaci frycowe na początku. Tak, wiem, że to moje frycowe trwa już od dobrych pięciu lat... Touche. Jak ty mnie nazywasz? Mistrzyni łamania deadline’ów? Szkarłatna litera? Pytanie tylko, która litera skarbie. Pogwałciłam wszystkie, nie zapłodniwszy żadnej. No, skoro mi nie pomagasz, to bezdzietni chwilowo jesteśmy, tak? To nie jest śmieszne, chodź tu, nie zostawiaj mnie samej. Czy ty się musisz aż tak ze mną droczyć? Za chwilę wybije północ... Tego dnia już nic się nie wydarzy, czuję to. Wiesz co, mam cię w dupie PISANIE. Tak jak ty mnie zresztą, ciasno. Idę spać. Tak, teraz, natychmiast. Co ma być, tego najwidoczniej nie będzie. Mam już noc, za chwilę dołączy geometrycznie dzień. Blady jak ta kartka.

23:57. Telefon. Znam tę dzwonerię. Aż za dobrze. Mamusia.

Odebrać, nie odebrać? Odpowiedzi, nie wiem po co, zaczynam szukać na stojącym obok łóżka regale. Z brzegu patrząc. Nabokov zajęty Lolitą czy Adą, a najlepiej obiema naraz... Wszystko by się pisarzowi podniosło, z wyjątkiem słuchawki. Dostojewski... ? Odebrałby. Konsekwencja w zbrodni, to i konsekwencja w karze. Philip K. Dick! Riposta stoi nazwiskiem i wysokim zamkiem. Bukowski obok Millera. Zbój zbója... nie wykiwa. Simenon? Nienawidził Belg matki jak Gargamel Smerfów. Trzaskał dzięki temu ekspresowo kryminały. I gosposie licznie po drodze i na maszynie. A ja kocham swoją Mamusię. Może dlatego własnie nie kocha mnie PISANIE. Odbieram.

  • Halo, Mama, coś się stało?
  • Oj stało się, córciu, stało.

Rodzinny kogel-mogel. Lubię ten film, swoją drogą. Za każdym razem jak jestem w Warszawie przejezdna, w tym pokrętnym podziemiu koło Centralnego czuję się tak samo zagubiona jak Kasia Solska, główna bohaterka. Tyle że mnie nikt nie szuka „cierpliwie, dzień po dniu“ głosem Edyty Geppert. Raczej nieszczęśliwie podąża moim śladem w poszukiwaniu straconego abecadła. Szlakiem szkarłatnej litery, co to "głupia może nie jest, ale rozumu to nie ma za grosz".

  • Ciśnienie córciu mi się podniosło. 160 górne, o dolne nawet nie pytaj, pompa mi wali na 95. Wzięłam już tabletkę pod język. Koszmar.

I tu wchodzę we władanie lekkiego zmartwienia. 

  • Co się stało?! Z psami? Z Zosią?
  • W domu wszystko okej, aczkolwiek wkurwia mnie ta twoja kotka, poszukiwaczka złota. Znowu się czegoś nażarła. Kiedy po nią przyjedziesz córciu?
  • Po to dzwonisz?
  • Film oglądałam i ciśnienie mi się podniosło.
  • Jaki film? Planetą Singli znowu się wruszyłaś?
  • Nie! Greya córciu widziałam.

I tu wchodzę we władanie lekkiego zawstydzenia. Bo pierwsza myśl, jaka przychodzi mi do tej mojej niefrasobliwej głowy, to czy matka moja, skoro samotna od dziesięciu lat, ma wibrator gdzieś skitrany w pokoju. Strzepuję z głowy te wizję razem z kugarem i pasierbem. Przecież Mater sancta est, ogarnij się córciu, na Boga! Poważnieję wnet.

- Jaja sobie ze mnie robisz? Dla perwersji? Dla perwersji, to na Wisłocką miałaś iść. Czasy młodości odkurzyć.

- Jaka z ciebie córciu czasami niebywała suka. Na początku to może i w tym Greyu coś tam mnie podnieciło. Ale dziecko, wszystko w granicach ludzkiej godności. Jakie to było upadlające, szczególnie na koniec, jak ten Christian ją chłosta, a ona liczy na głos te niby srogie baty, ze łzami w oczach…

  • Mama, bo to w założeniu, ma być upadlające, właśnie. Ta dziewczyna to lubi… w pewnym sensie. Wieczną niepewność, poniżenie, czerwony pokój...
  • Ale przecież wiadomo było od sceny z windą, że Anastasia się w tym draniu zakocha. Taka niewinna, subtelna. Jakbym Ciebie córciu czasami widziała.
  • Mnie nikt mamusiu nie katuje. Z wyjątkiem mnie samej.

Nagle sama dla siebie stałam się Greyem. Cudownie. Człowiek, człowiekowi wilkiem. A zombie zombie zombie.

  • Ale czy ona w drugiej części do niego wraca córciu?
  • Mama, a skąd ja mam to niby wiedzieć? Pewnie tak, skoro są dalsze perypetie seksualne za gruby hajs w kinach.
  • Wraca do niego i może dalej mu się bić pozwala? No tego w kinach jeszcze nie grali!
  • Przecież ci mówię, że właśnie grają.
  • Anastasia nie może tak po prostu do niego wrócić! On na kolanach do niej ma przyjść. Uniżony. Jak pies. I to ona go bić będzie, ja jej pejcz pierwsza podam. Na randki ma Grey tę dziewczynę zabierać. Wspólne kolacje, spacery, płatki róż po drodze rozsypywać... O, ciśnienie mi wraca do normy. Pierwszy raz córciu obniżyłaś mi ciśnienie. Bo pierwszy raz od dawna odbierasz mnie o tej porze trzeźwa w piątek.
  • Sobotę.
  • Tym bardziej.
  • Mamusiu muszę kończyć. Dzięki za telefon. Coś... napisać muszę. Wena chyba właśnie wróciła.

Uniżona. Jak pies.

 

REKLAMA