REKLAMA
Anywhere logo

Krótka wizyta w mieście kozłów

2017-03-02
...
Jeśli spytasz przeciętnego Polaka o największe miasta w Chinach, odpowie: Szanghaj, Pekin. Tyle. Ktoś dorzuci pewnie jeszcze Hongkong, co jest prawdą i jednocześnie nią nie jest, ale mimo wszystko – tak wielki kraj, tak bardzo ludny, a mają w nim tylko trzy miasta?

Jak się pewnie domyślacie – bzdura. Warszawa, ze swoimi zaczerpniętymi z Wikipedii 1 748 916 mieszkańcami, nie zmieściłaby się nawet w pierwszej trzydziestce najludniejszych miast w Chinach. Moglibyśmy jej szukać w połowie czwartej dziesiątki, gdzieś między Yantai a Shaoxing. Na samej górze tabeli plasują się rzecz jasna wspomniane Szanghaj i Pekin. Co jest dalej? Jaka nieznana w Polsce metropolia mieści się na podium?

kanton_1

Nazwa Kanton z czymś się kojarzy – większość sądzi, że „kanton” to po prostu nazwa prowincji, coś jak polskie województwo. Guangzhou – nie kojarzy się absolutnie z niczym. Tymczasem miasto Guangzhou, z angielska zwane Kantonem, ośrodek administracyjny prowincji Guangdong, jest trzecim co do wielkości miastem Chin. Cenzus z 2010 roku podaje, że w mieście mieszkało wtedy dokładnie 10 641 408 mieszkańców, czyli sześć Warszaw i piętnaście Łodzi (Łódź jest jednym z miast partnerskich Kantonu). Dane z 2014 roku każą dopisać miastu kolejne 4 miliony. W całym zespole miejskim zamieszkuje ponoć około 18 milionów ludzi. W całej Polsce – 38 milionów. Cały zespół miejski Kantonu ma zatem tyle mieszkańców, co prawie pół Polski.

Jeśli będziecie poszukiwać Kantonu na mapie, szukajcie go na południowym wybrzeżu Chin, u ujścia Rzeki Perłowej do Morza Południowochińskiego. Niedaleko stąd do Hongkongu (można popłynąć bezpośrednio promem) i do Makau. Do Tajpej, stolicy Tajwanu, niecałe 900 kilometrów. 

W Kantonie wszystko jest wielkie. W samym sercu miasta, po obu stronach Rzeki Perłowej, rozpostarły się wieżowce. Po jednej stronie mieniąca się kolorami Canton Tower. Ma 600 metrów i jest trzecim co do wysokości budynkiem świata oraz drugą co do wysokości wieżą. Po drugiej stronie rzeki wieżowce sterczą jeden obok drugiego. Najwyższy z nich jest Guangzhou International Finance Center, który drapie chmury na wysokości 440 metrów. Niedaleko jest CITIC Plaza ze swoimi 391 metrami. Pałac Kultury i Nauki ze swoimi 188 metrami byłby w tej wyliczance między trzema budynkami Victory Garden, z których każdy mierzy po 192 metry, a Metro Plaza, mającym 182 metry, czyli dopiero na 9. miejscu. Gdzieś pomiędzy imponującymi wieżowcami, których wierzchołki przy parnej i monsunowej pogodzie nikną gdzieś w chmurach, rozpinają się po obu stronach rzeki apartamentowce i zwykłe bloki mieszkaniowe z podświetlanymi dachami stylizowanymi na klasyczną chińską architekturę, które i tak są wyższe, niż większość rodzimych biurowców ze szkła i stali, z których jesteśmy dumni. Nic dziwnego. Kanton to stare miasto, a położenie u ujścia rzeki zawsze dawało mu świetną pozycję w handlu. Do dziś obszar delty rzeki wiedzie w Chinach prym pod względem rozwoju ekonomicznego. Jeśli chcesz się wzbogacić, Kanton będzie dobrym miejscem. Jeśli będziesz miał pecha stać się biednym, Kanton będzie dla ciebie tak samo złym miejscem jak każda inna betonowa dżungla.

kanton_5

Oczywiste jest, że miasto, w którym mieszka pół Polski, ma wszystko, i zoo, i areny sportów wszelakich, i teatry, i kina, i galerie handlowe, i dzielnice biznesowe, i dzielnice biedy. Dlatego nie jest to zdecydowanie destynacja na short break. Jeśli jednak zdarzy wam się dostać do Kantonu, będziecie zaskoczeni, jak sprawnie funkcjonuje to miasto. W metrze jest tłoczno, ale nie tak, jak na filmach. W parkach ludzie biegają i ćwiczą, w świątyniach modlą się, w galeriach handlowych robią zakupy. Korki są nie większe, niż te, które znamy z Europy. 

Wszystko się tutaj miesza. Beijing Road, długi deptak pełen restauracji i butików światowych marek, kipi od ludzi, hałasu i przepychu, ale wystarczy skręcić w jedną z bocznych uliczek, żeby znaleźć się w ciasnym zaułku, gdzie biedni, wychudzeni Chińczycy pracują w pocie czoła za pieniądze tak małe, że nie jesteśmy sobie w stanie tego wyobrazić, rwąc kartony, naprawiając zegarki, szyjąc buty. A jeśli skręcimy w inną uliczkę, nieoczekiwanie znajdziemy się w złoto-szkarłatnej buddyjskiej świątyni, gdzie z każdego rogu patrzy na nas złoty posąg, ludzie przechadzają się powoli powtarzając mantry i odprawiając tajemnicze ceremoniały, a w powietrzu unosi się zapach dymu, choć znad starej świątyni spogląda na nas wywieszony na budynku obok baner reklamujący amerykańską sieć fast food.

kanton_4

Jeśli chcecie spróbować objąć Kanton albo jakąś jego widzialną cząstkę wzrokiem z góry, możecie wjechać na sam szczyt Canton Tower, co jest drogie. Taniej, lepiej dla ciała i ducha jest udać się do olbrzymiego parku Yue Xiu, gdzie można zobaczyć choćby pomnik pięciu kozłów, będących symbolem miasta, pozostałości średniowiecznych murów miasta czy stadion Yuexiushan służący jako arena rozgrywek piłkarskich oraz wydarzeń kulturalnych. Nad stadionem góruje jednak wieża Zhenhai. Pięciokondygnacyjny budynek jest jakby wyjęty z wyobrażeń o chińskiej architekturze. Choć przy wieżowcach ta była pagoda jest niczym – ma zaledwie dwadzieścia kilka metrów wysokości – to fakt, że jest ulokowana na wzgórzu sprawia, że jest fantastycznym punktem widokowym. Można zatem spocząć na ławce na galerii na ostatnim, piątym piętrze, i napawać się widokiem miasta położonego między wzgórzami. 

Zupełnie inną atrakcją jest kompleks budynków Akademii Klanu Chen. To w zasadzie gotowa scenografia do azjatyckiego filmu karate. To tutaj, począwszy od 1894 roku, młodzi członkowie klanu przygotowywali się do służby krajowi w czasach dynastii Quing. Na kompleks składa się 19 niewielkich, ale niezwykle strojnych budynków, kilkanaście holi i podwórzy. Jego historia jest niezwykła. Zaczyna się od człowieka nazwiskiem Chen, który zdobywszy trzecie miejsce na najwyższym cesarskim egzaminie otrzymał tytuł urzędniczy, co sprawiło, że dynastia Chan stała się znana. Rodzin o nazwisku Chan było jednak więcej – ktoś podjął się przekonania ich wszystkich, by wspólnymi siłami wzniosły świątynię, która będzie jednocześnie bazą edukacyjną dla młodych członków dynastii. Pieniądze na budowę kompleksu podarowały familie Chen z 72 okręgów całej kantońskiej prowincji, a nawet ich członkowie, którzy od lat żyli za granicami kraju. 

Akademia, obecnie będąca siedzibą Kantońskiego Muzeum Sztuki Ludowej i Rzemiosła, jest chyba najlepszym przykładem klasycznej miejscowej architektury. Żeby się do niej dostać trzeba najpierw pokonać mur, a następnie przejść przez wielkie, 2,5-metrowe wrota, ozdobione wizerunkami bogów. W poszczególnych pomieszczeniach, korytarzach i alejkach można podziwiać rzeźby i niebywałe, bajkowe wręcz zdobienia. Można tutaj także na własne oczy zobaczyć miejscowych artystów w akcji.

kanton_3

W Kantonie trzeba jednak także koniecznie zobaczyć, jak wygląda życie w mieście obecnie. Gdzie go szukać? W ciasnych przeplatających się uliczkach pełnych hostelików, restauracyjek, knajpek i ulicznych sprzedawców oferujących właściwie każdy rodzaj jedzenia – od niespotykanych u nas owoców morza do amerykańskich steków i burgerów. Miłośnicy przygód kulinarnych będą tutaj w siódmym niebie, choć bez znajomości miejscowego języka trudno będzie im się dogadać. W poszukiwaniu tego typu wrażeń warto zajrzeć na wyspę Xiaoguwei, będącą siedzibą większości ośrodków akademickich w mieście. Kiedy pod wieczór będziecie wędrować szerokimi placami wyspy, między okazałymi budynkami akademii i uniwersytetów, wyspa będzie się wydawać opustoszała i zupełnie nie będzie przypominać polskich osiedli uniwersyteckich. Niemniej jednak kiedy traficie na kwartał wąskich uliczek ukryty za okazałym budynkiem galerii handlowej BeiTing Plaza, czeka was dokładnie to, co sobie wyobrażaliście. Rozświetlone girlandami światełek, pełne gwaru egzotycznego języka i doznań smakowych uliczki oferują wszystko, co tylko sobie zażyczycie – od ekskluzywnych restauracji po proste stanowiska z grillowanymi ośmiornicami. Wszystko dostępne jest za niewielkie pieniądze, a dodajmy, że Chińczycy są wbrew pozorom niezwykle gościnnym narodem.

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA