REKLAMA
Anywhere logo

Antykoncepcji stanowcze "nie"

2017-03-10
...

Tabletka „dzień po” nadal będzie dostępna, ale tylko na receptę. Tak chce rząd. To ma uchronić kobiety przed przypadkowym, lekkomyślnym seksem. Prawda czy fałsz? Z badań wynika, że kobiety, mimo powszechnej dostępności, nie zażywały tabletek „dzień po” jak dropsów. Po pierwsze – taka forma antykoncepcji wcale nie jest tania. Teraz będzie jeszcze droższa, trzeba przecież doliczyć koszt wizyty u lekarza. Po drugie – pójście do apteki i zmierzenie się ze wzrokiem farmaceuty i chrząkaniem kolejkowego tłumu nie należy do najprzyjemniejszych momentów w trakcie dnia. Kobiety w większych miastach znajdą lekarza na czas, pytanie co z tymi w mniejszy miejscowościach? A jeśli lekarz zasłoni się „klauzulą sumienia”? 

Z tych samych badań, ostatnio wielokrotnie przeczytanych, jasno wynika, że wśród kupujących tabletkę ellaOne jest tylko niecałe dwa procent nastolatek. Troska o dziewczęta w wieku licealnym jest godna podziwu, ale, jak mówią eksperci, mało uzasadniona, bo one, jak wskazują liczby, są lepiej wyedukowane seksualnie, niż się politykom wydaje. Szkoda, że nie przez szkołę, w której edukacja seksualna praktycznie nie istnieje. O tym, że spada wiek inicjacji seksualnej, wiadomo do dawna. Kilka lat temu próg był ustawiony na 18 latach, teraz – 17, a w rzeczywistości mało która dziewczyna w gimnazjum przyznaje się ankieterom do wczesnego współżycia i zwyczajnie kłamie. Nie chce być nazwana puszczalską w kraju, w którym temat seksu jest tematem tabu. Od czasów pisania przez Michalinę Wisłocką „Sztuki kochania” aż tak wiele się w tym względzie nie zmieniło. Może to właśnie jest droga? Edukacja, a nie bat? Porządne lekcje wychowania seksualnego, realizowane nie przez czerwieniące się na słowo „penis” nauczycielki, katechetki, tylko wykwalifikowane osoby podchodzących do tematu bez uprzedzeń i religijnego gorsetu? Można też wziąć przykład z innych krajów. We Włoszech przy zakupie tabletki „dzień po” trzeba najpierw wypełnić ankietę w aptece. Dopiero to upoważnia do kupienia tylko jednego opakowania. Z kolei Francja dała dostęp do takiej tabletki bez recepty kobietom, które ukończyły 18 lat. Polska nie poszła śladem tych krajów, wie lepiej i postanowiła utrudnić dostęp do antykoncepcji awaryjnej wszystkim, bez względu na wiek. Rządzących nie przekonał argument, że tabletki nie były zażywane masowo, o czym świadczą choćby wyniki sprzedaży. Co dalej? Trudno uwierzyć, że strażnicy moralności postanowią nagle się zatrzymać w swojej anty-antykoncepcyjnej krucjacie. Już słychać głosy, że być może będziemy pierwszym krajem na świecie z prezerwatywami na receptę. Czas pokaże

REKLAMA