REKLAMA
Anywhere logo

Aleksandra Budka

Jacek i Wojciech Jeschke: Rama i sztama

2017-03-08
...
Jedyny moment, kiedy możemy porozmawiać, to ich przerwa pomiędzy treningami. Na spotkanie przychodzą punktualnie, ubrani na sportowo, Jacek narzeka, że znów zgubił klucze do mieszkania. Ich wspólnego, bo mimo wyprowadzki z rodzinnego domu nadal mieszkają razem. Są do siebie łudząco podobni, uśmiechnięci, rozgadani. Gdy pytam o taniec, cały czas sobie przerywają, jeden przez drugiego chce opowiedzieć kolejną historię związaną z ich pasją. Bo łączą ich nie tylko więzy krwi, ale i talent. Mistrzowie tańców standardowych – bracia Jacek i Wojciech Jeschke.

Czyim pomysłem był taniec towarzyski i kto od kogo ten pomysł ściągnął?

Jacek: To był pomysł mamy. Wystartowaliśmy razem, ale ja przez to, że jestem starszy, wcześniej zacząłem jeździć na turnieje. Zaczęliśmy tańczyć w przedszkolu. Na początku była to więc zabawa. Po roku trener zaprosił mnie do klubu – i odechciało mi się tańca chyba przez powagę sytuacji. Na dobrą sprawę to na początku wcale nie chcieliśmy tańczyć, woleliśmy grać w piłkę lub w tenisa, jeździliśmy na nartach. Skończyliśmy też szkołę muzyczną, więc zajęć było aż nadto.

Wojtek: Wówczas taniec był na ostatnim miejscu. Zamiast dłużej pokopać piłkę, musieliśmy uciekać na salę treningową i tańczyć z dziewczynami. W tym wieku nie myślisz o tym, żeby tańczyć z partnerką. Chodziliśmy na trening z piłką w kieszeni. Dziewczyny stały w kącie, a myśmy kopali tę piłkę. (śmiech)

Jacek: W dodatku w tak małej miejscowości jak Cieplice, nasze nowe zajęcie nie było mile widziane przez kolegów. Śmiali się, gdy podglądali nas tańczących z dziewczynami. Ale mieliśmy talent – dlatego mama trochę zmuszała nas do treningów. Dobrze zrobiła, bo taniec pokochaliśmy.

bracia-jeshke

Choć na początku od niechcenia, dzięki tym treningom zdobyliście mistrzostwo, a Jacek wygrał nawet „Taniec z gwiazdami”.

Jacek: Wszystko to dzięki rodzicom. Taniec towarzyski nie jest tanią dyscypliną. Rodzice bardzo w nas inwestowali, a dziś, między innymi dzięki programowi, to wszystko może się zwrócić. Nie staliśmy się mistrzami dlatego, że pokazaliśmy się w programie telewizyjnym. To była szansa na to, aby ktoś nas zauważył. Wygrywając jako debiutant w pewnym sensie ugruntowałem swoją pozycję w świecie tanecznym. W kolejnej edycji do ekipy dołączył mój brat i dzięki temu widzowie wiedzą, że bracia Jeschke są zawodowymi tancerzami. Ale to nie koniec nauki.

Wojtek: Najbardziej kosztowne są stroje oraz lekcje z zagranicznymi instruktorami. Cały czas się szkolimy, a to wciąż pochłania ogromne sumy. Wygrana w „Tańcu z gwiazdami” nie jest jednak w stanie pokryć wszystkiego, co należy włożyć w treningi i doskonalenie techniki.

Jak to możliwe, że obaj upodobaliście sobie standard, a mało tego – waszym ulubionym tańcem jest fokstrot?

Jacek: Wojtek, twoim ulubionym tańcem jest fokstrot?

Wojtek: Tak…

Jacek: Jakoś nigdy w życiu tego nie słyszałem. 

Wojtek: Bo nie pytałeś. (śmiech) 

Jacek: Każdy taniec ma inny klimat – fokstrot jest akurat bardzo rytmiczny. Jest w nim trochę jazzu, gdzieś w tle gra saksofon. Nawet teraz, gdy o tym mówię, mam ciarki. Lubimy więc taniec nie tylko za jego kroki, ale i za muzykę.

bracia-jeshke_2

Czy to oznacza, że nie potraficie tańczyć „łaciny”, czyli tańców latynoamerykańskich?

Wojtek: Oczywiście, że nie. Że nie oznacza. (śmiech) Muszę pochwalić mojego brata – jako dziecko wygrał jeden z najbardziej prestiżowych turniejów na świecie – German Open Championships – wyprzedzając najlepsze rosyjskie pary właśnie w „łacinie”.

Jacek: Ten standard wyszedł po latach. Nasze warunki fizyczne sprawiły, że lepiej do niego pasowaliśmy – jesteśmy wysocy i szczupli, a to typowa fizjonomia tancerza tańców standardowych i połowa sukcesu. U wysokiego tancerza wszelkie linie oczywiście lepiej wyglądają.

Tym, co wyróżnia zawodowych tancerzy, jest specyficzna maniera. Czasem wręcz przesadzona i bardzo ekspansywna.

Jacek: Nawet gdy graliśmy w piłkę, zawsze byliśmy wyprostowani, wyróżnialiśmy się na tle nietańczących kolegów. Ta maniera to lata spędzone na sali pod okiem profesjonalistów zwracających uwagę na poprawność każdego gestu. Mięśnie zapamiętują pewną postawę. Dziś nie umiem się zgarbić. Tym bardziej, że przebywam z osobami, które też taką manierę posiadają. Na prestiżowym turnieju w Blackpool w Anglii nawet goście na widowni wyglądają tak, jakby przyszli na bal – wyprężeni, w pięknych balowych odświętnych strojach. Więc my, tancerze, musimy wyglądać jeszcze lepiej. Bardzo się pilnujemy i trochę puszymy. Nawet mistrz sprzed dwudziestu lat wciąż ma hiperpoprawną sylwetkę. Blackpool Dance Festival to bardzo prestiżowa impreza w świecie tańca – Wojtek wygrał turniej raz, ja dwa razy. Zapisaliśmy się w jego historii, mówią tam o nas „bracia Kliczko tańca”.

Przekonajcie mnie, że taniec towarzyski to nie tylko cekiny.

Jacek: Totalnie nie. Cekiny to tylko mała część świata tańca towarzyskiego. To tak naprawdę bilet do wyższej klasy mistrzowskiej. Dzieci nie mogą ich mieć w strojach, takie ozdoby są zarezerwowane tylko dla kolejnej klasy. Więc gdy już ją zdobywasz – bardzo chcesz mieć także cekiny, które wskazują na twój wyższy poziom. 

Wojtek: Topowe pary już z tych cekinów rezygnują, swoją klasę udowadniają tańcem, a nie sukienką partnerki.

Jacek: Ja na przykład nienawidzę tańczyć we fraku, wolę więc tańczyć show, w którym nie obowiązuje już surowy dress code. Wtedy zakładam koszulę, kamizelkę, którą mogę rozpiąć. Nawet nie wiesz, jak niewygodny jest frak i jak w nim gorąco. (śmiech

bracia-jeshke_3

Jak wygląda droga do zawodowstwa i w którym momencie to zawodowstwo się zaczyna?

Wojtek: To indywidualna decyzja. Istnieje kategoria „amatorzy”, w której jesteśmy my, choć tak naprawdę amatorami już dawno być przestaliśmy. Dziś jest tak, że można tańczyć w kategorii „amatorzy” lub „zawodowcy”. Klasa mistrzowska to klasa S, my tańczymy właśnie w tej klasie, chociaż nie przeszliśmy jeszcze na zawodowstwo. Jeśli chodzi o klasy, osiągnęliśmy już wszystko. Teraz walczymy o tytuły, miejsce w rankingach i wygrane w turniejach. Stricte sportowy taniec uprawia się właśnie w kategorii amatorskiej. Zawodowcy skupiają się już nie na turniejach, a na pokazach. Są też pary amatorskie, które przechodzą na zawodowstwo, bo osiągają szczyt swoich możliwości w turniejach.

Opowiedzcie o podróżach, które dał wam taniec.

Wojtek: Podróży było mnóstwo. Jacek był w między innymi Singapurze, ja w Korei, chociaż to nie będzie zaskakujące, jeśli powiem, że niewiele w tych krajach widzieliśmy. Podróże tancerza to podróże zawodowe.

Jacek: Gdy wyjeżdża się za granicę na turniej, jest to zwykle podróż jednodniowa, która wymaga skupienia tylko na konkursie. Nie ma więc czasu na zwiedzanie. Sporo czasu spędziliśmy w Moskwie, bo zarówno ja, jak i Wojtek, mieliśmy stamtąd swoje taneczne partnerki. To był czas, kiedy częściej byłem tam, niż w Polsce. Automatycznie nauczyłem się rosyjskiego – nasz obecny trener pochodzi z Ukrainy, więc z nim też rozmawiamy po rosyjsku.

Czy tancerze uczą się języków na zaś?

Wojtek: Na zaś nie, ale przy okazji, dzięki lekcjom z zagranicznymi trenerami. Dlatego od początku wymagany jest perfekcyjny angielski.

Co jest najgorsze w tańcu towarzyskim?

Jacek: Popatrzysz na mnie i pomyślisz: on jeździ co tydzień do innego kraju, zwiedza, poznaje ludzi, wygrywa turnieje. A jak jest? Na pewno nie kolorowo, wyjazdy to nie są dla nas wakacje. W przeciągu jednego tygodnia jestem w stanie być w czterech krajach, ale jedyne, co widzę, to bramki na lotnisku i sale treningowe.

Wojtek: Problemem może być to, że tańczy się w parze. A dwie osoby to dwa różne charaktery. Nie ma się wpływu na swoją karierę. Zawsze jest ta druga osoba, z którą trzeba pójść na kompromis. Wiesz, że jako dziecko nienawidziłem swoich partnerek? Na szczęście mamy mądrych rodziców, którzy zawsze potrafili nam wytłumaczyć pewne sprawy.

bracia-jeshke_4

Tomek Barański powiedział, że najgorszy komplement dla tancerza to: „Ładnie wyglądałeś”.

Wojtek: To uniwersalny komentarz, oznaczający, że w tańcu nie było nic wyjątkowego, wyróżniającego cię. A nam zależy na czymś więcej. Bo taniec towarzyski to nie tylko sport, ale też sztuka. A w tej chodzi o to, by wywołać emocje.

A czy traktujecie taniec również jak biznes?

Wojtek: Musimy. Pomoc od rodziców kiedyś się skończy, tak jak i program telewizyjny. Jesteśmy więc zmuszeni do tego, by myśleć o tańcu pod kątem biznesowym.

Co będzie, gdy pewnego dnia przygoda z tańcem się skończy?

Jacek: To po pierwsze będzie nasza decyzja. Dziś bierzemy lekcje u mistrzów nawet po sześćdziesiątce. Tak więc jeżeli będziemy chcieli, możemy być na sali do końca życia. 

Wojtek: Przygoda z tańcem może nigdy się nie kończyć. Można udzielać lekcji, być ekspertem. I może tak właśnie z nami będzie? 

Jacek i Wojciech Jeschke – zawodowi tancerze tańca towarzyskiego. Jacek (ur. w 1991 r.) ma na koncie tytuł Mistrza Europy i Vice Mistrza Świata w kategorii młodzieżowej, sześciokrotne mistrzostwo Polski, dwukrotne zwycięstwo w prestiżowym Blackpool Dance Festival w kategorii
„Under 21” i „Rising Stars” oraz wygraną w V edycji „Tańca z gwiazdami” w telewizji Polsat. Wojciech (ur. w 1992 r.) jest dwukrotnym Mistrzem Polski, wygrał również turniej w Blackpool w kategorii „Under 21”. Pochodzą z Jeleniej Góry, mieszkają w Warszawie, gdzie trenują oraz studiują zarządzanie na Politechnice Warszawskiej.

Zdjęcia: Tomasz Sagan

 

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA