REKLAMA
Anywhere logo

Ze Strażą Graniczną nad Arłamów i Kalwarię Pacławską

2017-03-09
...
Kominiarki są bardzo przydatne pod kask, bo kiedy nie używa się swojego, może być nieco za duży. A to dzięki niej na większej wysokości nie marzną szyja i twarz. Wiadomo też, że niektórzy funkcjonariusze Straży Granicznej i innych służb czasem używają kominiarek przy pracy, ale to zupełnie coś innego. Mnie interesuje tylko latanie – znów jest w zasięgu ręki.

Tym razem mam uwiecznić aparatem trening piątki spadochroniarzy Straży Granicznej „wysiadających” ze śmigłowca PZL-Kania bazującego w Huwnikach koło Przemyśla. No właśnie, śmigłowca – pierwszy raz w życiu! Przecież w dzisiejszych czasach helikopter to nic nadzwyczajnego, ale jakoś nie miałem okazji załapać się na taki lot nigdy wcześniej.

– Skaczesz?

– Tylko robię zdjęcia.

 

Klasztor-2-PC

Podobny króciutki dialog miał miejsce kilka razy, kiedy zapoznawałem się z czterema skoczkami ze Straży Granicznej w maju 2008 roku. Mogłem oczywiście ściemniać, że nie mam aktualnych badań albo uprawnień do lądowania w terenie przygodnym, ale prawda zaraz wyszłaby na jaw. A prawda jest taka, że mam na koncie tylko kilka skoków w 1985 roku i później. Wtedy poznałem Pawła, który zazdrościł, jak inni kursanci, mojego skoku na wycofywanym już z użycia łaciatym SD-W, prawdziwym spadochronie dla Wojsk Powietrzno-Desantowych.

Teraz ja zazdrościłem mu jego 800 skoków, nie mówiąc już o instruktorce Edycie, której zazdrościłem ponad 1000 skoków. Pozostali mieli nieco mniej. Patrzyli na mnie raczej z góry, ale brali pod uwagę to, że kolegowałem się z ich przełożonym, z którym kiedyś wraz z resztą desantu „wypadaliśmy” ze starego, dwupłatowego An-2. Tylko od pilotów i instruktora zależało, gdzie wylądujemy, a zdarzały się dość dziwne miejsca... Dzisiejsze spadochrony, zwłaszcza cywilne, dają możliwość precyzyjnego wyboru miejsca lądowania. No i nie trzeba wiele dźwigać.

Po zrobieniu kilku serii zdjęć z ziemi, wreszcie mogę się od niej oderwać i spełnić swoje kolejne lotnicze marzenie, czyli polecieć bialutkim wiropłatem Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej. Pilotowi krótko sprawozdaję o swoim lotniczym doświadczeniu, w tym paru godzinach na szybowcach Bocian i Puchatek jako uczeń-pilot. Mogę usiąść na prawym fotelu, ale oczywiście nie wolno mi dotykać sterów. W tym rejonie latałem już, razem z innymi kumplami, na paralotniach. 

Teraz jestem bardzo przejęty tym, że za chwilę zobaczę Huwniki i Arłamów wysoko z góry. Z tyłu, z przedziału transportowego, skoczkowie strofują mnie, abym dał już spokój z fotografowaniem każdego detalu kabiny pilota Kani. Zobaczyć reakcję człowieka lecącego pierwszy raz śmigłowcem to dla nich niebywała gratka i powód do niezbyt mądrych żartów.

Tym razem nie mają uformować żadnej figury przed otwarciem spadochronów. Skaczą w krótkich odstępach i opanowują trawnik wokół byłego ośrodka rządowego w Arłamowie. Trwa to tylko chwilę. Takie ćwiczenia są konieczne w dzisiejszych czasach, kiedy od błyskawicznej reakcji różnego rodzaju służb może zależeć życie wielu cywilnych osób. Na ziemi już czeka samochód, zabiera całą piątkę, a goście hotelowi nie za bardzo orientują się w tym, co się dzieje...

smiglowiec

Pilot upewnia się, że na ziemi wszystko jest w porządku i zniża lot. Przez chwilę kropi deszczyk, a jednocześnie świeci słońce. Każde dziecko wie, że w takich warunkach powinna pojawić się tęcza. Szukam jej uparcie – takiej okazji nie można przecież przegapić, musi gdzieś być. Major też o niej informuje i pokazuje coś palcem, tylko dlaczego chce, żebym fotografował podłogę śmigłowca? Po chwili zorientowałem się, że chodzi o las pod nami, a przecież wiadomo, że będąc w powietrzu tęczę można prędzej zobaczyć na tle ziemi, nie na niebie. 

Fotografie tęczy wyszły. W drodze powrotnej pilot uprzedził, że coś mi pokaże. Byłem już i tak szczęśliwy z tego dnia, ale kiedy padło słowo „klasztor”, wytężyłem wzrok. Centrum pielgrzymkowe w Kalwarii Pacławskiej widziałem już z ziemi, a teraz... Spiczaste, zielone od patyny głowice powoli wyłaniały się spoza drzew. Po chwili kościół przemknął pod nami, a jakiś mnich na dziedzińcu przeżegnał się odpędzając tym gestem diabelski wynalazek hałasujący mu nad głową. 

Z ćwiczeń skorzystało też Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Ci ludzie nie noszą czarnych kominiarek, jeśli jednak chodzi o niesienie pomocy innym, wcale nie są gorsi od Straży Granicznej.

Tekst i zdjęcia: Przemysław Chorążykiewicz

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA