REKLAMA
Anywhere logo

Aleksandra Budka

Krzysztof Napiórkowski: Pan ciekawski

2017-03-13
...
Prawdziwy człowiek renesansu – połączenie poety, muzyka, naukowca i myśliciela. Choć oficjalnie komponuje i pisze teksty, posiada szereg zainteresowań wykraczających daleko poza sferę muzyczną. Ma w dorobku pięć solowych płyt, dużą garść wspomnień z podróży oraz warownię z książek. W swoim życiu był i organistą, i programistą. Czy jedno wyklucza drugie? Nie, jeśli jest się Krzysztofem Napiórkowskim.

Doszły mnie słuchy, że można z tobą porozmawiać na każdy temat. To dobra promocja, ale i niebezpieczeństwo, bo w mediach – a nauczyli nas tego politycy i celebryci – ten, kto zna się na wszystkim, zna się na niczym.

Na pewno tak jest i ja jestem taką osobą, która zna się na wszystkim i na niczym. Znam się na po trosze na różnych rzeczach, bo tego wymaga moja dziedzina, czyli piosenka – a jestem piosenkarzem, a raczej pieśniarzem – która jest dziedziną synkretyczną. W pracy zajmuję się pisaniem tekstów, przekładami, komponowaniem muzyki, aranżacją, produkcją, gram na instrumentach i śpiewam – splata się tu wiele wątków. To praca jakby dostosowana do mojej osobowości.

napiorkowski

Jesteś mądraliński i ciekawski.

Mądraliński na pewno też, ale przede wszystkim ciekawy. Interesuję się wieloma dziedzinami niekoniecznie połączonymi z moją pracą.

Taką dziedziną jest z pewnością programowanie i to pewnie pierwszy raz, gdy na naszej okładce znalazł się programista.

Spędziłem trochę czasu pracując jako programista. Zajmuję się tym właściwie od dziecka, bo już w szkole podstawowej startowałem z powodzeniem w olimpiadzie informatycznej. Później na kilka lat stało się to moim zawodem, głównie ze względu na wygodę i nie najgorsze zarobki. Mogłem spokojnie pracować zdalnie, przy okazji oddawać się komponowaniu i dzielić czas według własnego uznania. Muzyką zajmowałem się zawsze, ale nie mogłem poświęcić jej całego etatu. Dopiero od paru lat działam muzycznie w pełnym wymiarze, wcześniej nie miałem takich możliwości. Potrzebowałem czasu, aby wdrożyć się w procesy produkcyjne. Zawsze zależało mi na tym, aby moja muzyka i płyty były takie, jak ja chcę. Znajomość informatyki pomaga mi w pracy produkcyjnej. Rozwijanie tych umiejętności wymaga czasu i ten czas musiał upłynąć.

To trochę jak Janusz L. Wiśniewski, który również programuje, a po godzinach zajmuje się literaturą. A może ten świat liczb i komputerów ułatwia rozumienie sztuki?

Jest to wbrew pozorom bardzo do siebie podobne. Ułożenie komend w programie i ułożenie nut to pewna logiczna całość. Obie dziedziny funkcjonują również w czasie, w kolejności, w sekwencjach. Mam trochę nietypowy rodzaj umysłowości. Z jednej strony jestem humanistą, interesuje mnie literatura i poezja. Mam łatwość zapamiętywania tekstów. A z drugiej strony posiadam umiejętności logicznego i abstrakcyjnego myślenia. Taka modna ostatnio hybryda.

To przypadłość czy dar?

Myślę, że przypadłość, która się rozwinęła. Nawet umiejętności o pozornie niedużym potencjale, gdy się nad nimi pracuje, potrafią się odpowiednio rozwinąć. U mnie chyba właśnie tak było.

napiorkowski_4

Czy organista to wdzięczny zawód?

To zawód chyba niewdzięczny, a na pewno trudny. Wymaga sporej atencji i znajomości wielu pieśni. Trafiłem do kościoła, gdzie moim poprzednikiem był organista wykształcony jeszcze we Lwowie, który grał wszystkie pieśni we wszystkich tonacjach. I ja musiałem wejść w te buty. Ksiądz, kiedy wychodził na mszę, zaczynał dowolną pieśń w dowolnej tonacji i trzeba było odpowiednio ją zaakompaniować. Jako młody człowiek przeszedłem taką szkołę, która była najlepszą szkołą muzyczną dla mnie.

To niesamowite, że młody chłopak podejmuje się takiego zajęcia. Bo stereotyp głosi, że organista to zawód raczej na późniejsze lata.

Organistami byli wybitni kompozytorzy, jak chociażby Bach, który jest ojcem muzyki europejskiej, czy młody Chopin, który grał na organach u sióstr Wizytek, ale i współcześni kompozytorzy jak chociażby Olivier Messiaen. Na pewno to bardzo dobra szkoła uwagi i harmonii. Także same organy dają duże spektrum możliwości brzmieniowych, ponieważ posiadają wiele barw, a partie basu realizuje się za pomocą klawiatury pedałowej. To wszystko działa bardzo inspirująco. Bycie organistą było dla mnie odpowiednim i jednocześnie wygodnym zajęciem na czas studiowania. Gdy byłem na pierwszym roku studiów przyszła na świat moja córka. To zmusiło mnie do pracy zarobkowej. Tak więc szedłem rano zagrać do kościoła, potem szedłem na zajęcia, po nich znów do kościoła – i w ten sposób mogłem jednocześnie studiować i utrzymywać rodzinę. A w nocy, kiedy udało się położyć dziecko spać, znów do kościoła wracałem, bo mogłem ćwiczyć na wspaniałym instrumencie w pustym kościele.

Myślę o tobie jak o emigrancie. Urodziłeś się z korzeniami wrośniętymi w naturę, blisko Bieszczadów, gdzie nie zna się pojęcia warszawskiego smogu, a od kilku lat mieszkasz właśnie w stolicy.

W ogóle nie uważam się za emigranta. Mieszkając w Warszawie czuję się jak u siebie, może dlatego, że moja rodzina jest mazowszańska. Właściwie to wróciłem na rodzinne tereny. Mój dziadek mieszkał przed wojną na Mazowszu, był oficerem i w czasie kampanii wrześniowej bronił Twierdzy Modlin. Po wojnie musiał uciekać na Rzeszowszczyznę, więc to tam osiedliła się i rozrosła moja rodzina. Zresztą Rzeszowszczyzna jest pięknym regionem, blisko są Bieszczady, czyste powietrze, wspaniałe tereny, można tam wygodnie i szczęśliwie mieszkać, ale tu, na Mazowszu, czuję się równie wspaniale i nie chcę się nigdzie ruszać. Jestem u siebie.

Czy to jednak prawda, że jesteś w stanie rzucić wszystko i po prostu wyjechać, nie myśląc o tym, co zostawiasz?

Na krótką podróż tak, bardzo to lubię. Zresztą taka jest domena mojej pracy – kiedy akurat w kalendarzu robi się luźniej i mam trochę wolnego, to wtedy wyjeżdżam. Lubię odwiedzać Wielką Brytanię, bo tam mieszka moja siostra i to jest częsty cel moich eskapad. Lubię spotkania z ludźmi, lubię poznawanie nowych miejsc. Uwielbiam chodzić do galerii, włóczyć się po muzeach, antykwariatach, second handach, oglądać sztukę, siedzieć w ciekawych, nowych miejscach i cieszyć się, że jestem gdzieś indziej niż na co dzień. W podróży wszystko smakuje inaczej i czas inaczej płynie.

napiorkowski_3

Czy jest coś, czego nigdy nie zostawisz dla podróży i coś, co porzuciłeś w życiu bezpowrotnie?

Bardzo trudno jest mi porzucać warsztat pracy. Mam w domu kącik do pracy, gdzie są moje zabawki, czyli instrumenty, trochę sprzętu i papiery. Kiedy wyjeżdżam, nie mogę przecież ich zabrać, wtedy brakuje mi właśnie tego warsztatu. Nie czuję się dobrze w miejscach, domach, gdzie nie ma instrumentów i książek. Zajmowałem się w życiu wieloma rzeczami i świadomie zakończyłem kilka etapów. To naturalny proces. Coś sprawia więcej, a coś mniej satysfakcji – przekłada się szalę na korzyść rzeczy tych bardziej wartościowych. Ta sztuka wyboru jest nie tylko ważna, ale wręcz niezbędna, aby iść naprzód.

Janusz Radek tłumaczył mi, że nie istnieje piosenka aktorska, a ty nie lubisz określenia „poezja śpiewana”. Czym więc jest i czym nie jest poezja śpiewana?

Określenie „poezja śpiewana” jest o tyle nieszczęśliwe, że naznacza gatunek muzyczny, który kojarzony jest z wykonywaniem poezji w sposób niejako studencki, harcerski czy wręcz ogniskowy. A przecież poezja może być wykonywana w każdym stylu muzycznym i w sposób profesjonalny. W związku z tym piosenka poetycka jest, a właściwie powinna być, szerokim zjawiskiem. W tej chwili większość tekstów, które słyszę w rozgłośniach radiowych, to teksty na pewno nie poetyckie, a – jak to mówi Stanisław Sojka – „z użyciem języka polskiego”. Życzyłbym sobie, żeby po poezję sięgali twórcy również innych gatunków.

Innych od twojego, czyli jakiego?

Myślę, że jestem przede wszystkim pieśniarzem – piszę piosenki i pieśni. A sam styl muzyczny jest różny w zależności od sytuacji, nastroju i potrzeby narracji. Myślę też, że udało mi się stworzyć jakiś indywidualny rys, który łączy elementy jazzu, klasyki, ballady poetyckiej czy też elementów kojarzonych z muzyką rockową i popularną. Taki stylistyczny amalgamat, który jakoś mnie definiuje.

Powiedziałeś kiedyś, że wkrótce nadejdzie renesans polskiej kultury i że zaczniemy doceniać polską muzykę. A ja naiwnie wierzę, że już tak jest.

Ważne jest, żeby docenić to, co mamy – język polski, który jest przecież arcyciekawym zjawiskiem lingwistycznym i daje ogromne możliwości wypowiedzi, niuansu. Muzyka bierze się właśnie z języka. A kiedy przyjeżdżają do Polski muzycy z zagranicy, mówią, że przyjeżdżają do ojczyzny Chopina. To nas w dużym stopniu definiuje. Jesteśmy geograficznie i kulturowo siedliskiem słowiańskiej, muzycznej duszy. W ostatnich kilkudziesięciu latach nastąpiła silna amerykanizacja polskiej kultury, a przecież mamy swój własny rys muzyczny, wrażliwość, melodykę, którą możemy światu pokazać, i która wniesie coś do kultury światowej, tak jak zrobiło to wielu polskich twórców, którzy zasłynęli na świecie swoją słowiańską oryginalnością.

napiorkowski_2

Żałujesz, że urodziłeś się za późno?

Mam zdecydowane przekonanie, że urodziłem się za późno o jakieś dwadzieścia lat. Dziś wszystko jest mocno skomercjalizowane i muzyka w wielu przypadkach stała się środkiem do osiągnięcia popularności i korzyści finansowych. Kiedyś nie wydawało się aż tyle złej muzyki i nie traktowano jej jak narzędzia promocyjnego. Dla mnie muzyka jest pewną ideą – sztafetą pokoleń, nauką i drogą. To również nieustanne samokształcenie, wiedza, którą przekazuje się dalej i rozwija.

Wydaje się, że muzyka to nie jest to, czym określasz swój świat. Bo jesteś ciekawski tego świata w różnych kontekstach i w różnych odbiciach.

Być może tak właśnie jest. Interesowałem się różnymi rzeczami w życiu, wykonywałem różne zawody, ale to muzyka była zawsze głównym zainteresowaniem. Nawet jeśli gdzieś na chwilę meandrowałem, to zawsze potem do niej wracałem. Śpiewanie to organiczne zjawisko – takie jak oddychanie, nie da się długo bez tego wytrzymać, a praca z muzyką to coś, co nie jest w stanie mnie znużyć lub fizycznie wyczerpać. Ze studia nagraniowego zawsze wychodzę ostatni. Jestem wciąż na muzykę chytry i ona wciąż sprawia mi przyjemność.

 

Krzysztof Napiórkowski – wokalista, pianista, kompozytor i autor tekstów. Posiada w dorobku pięć solowych albumów. Na ostatni, wydany w 2016 roku, skomponował muzykę do wierszy ks. Jana Twardowskiego. Współpracował m.in. z Dorotą Miśkiewicz, Anną Marią Jopek, Markiem Napiórkowskim oraz Adamem Strugiem. Wielbiciel literatury, podróży i gotowania. Pochodzi z Rzeszowa, obecnie mieszka w Warszawie.

 

Dziękujemy Antykwariatowi Grochowskiemu (Warszawa, ul. Kickiego 12) za udostępnienie wnętrza na potrzeby sesji zdjęciowej.

 

Zdjęcia: Tomasz Sagan

Galeria zdjęć


REKLAMA
REKLAMA