REKLAMA
Anywhere logo

Pamukkale, czyli Bawełniana Twierdza

2015-02-25
...
Na zachodzie Turcji, w regionie Wybrzeża Egejskiego znajduje się miasteczko leżące u stóp wzgórz. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wzgórza te całe stworzone są z wapna i wyglądają jak wielkie płatki bawełny.

Do Pamukkale dostałam się autokarem, wracając z wakacji w jednym z kurortów tureckiej riwiery. Byłam zachwycona Turcją, jej zachodnią częścią, którą poznałam, tak podobną do Grecji, a jednocześnie tak orientalną. Naszą grupę przywitał wspaniały podwieczorek – trzeba mieć na uwadze, że kuchnia tego regionu Turcji to jedno z najlepszych przeżyć, jakie może spotkać człowieka na tym ziemskim padole. Podobnie jak cała kultura, tak i kuchnia przypomina bardzo kuchnię grecką, ale ma swój specyficzny sznyt orientu. Sałatki, faszerowane bakłażany, oliwki i najcudowniejsze, najbardziej pachnące słodycze. Wszystko to smakuje jeszcze lepiej wśród takich krajobrazów i przy takiej pogodzie. Posileni, nieco rozleniwieni, ruszyliśmy na zwiedzanie „bawełnianych tarasów”.

Pamukkale

Nazwa miejscowości pochodzi od tureckiego słowa „pamuk”, co dokładnie znaczy „bawełna”. Usytuowana jest około 20 kilometrów od miasta Denizli, gdzie znajduje się lotnisko. Specyfika krajobrazu Pamukkale wynika z tego, że miejsce to leży na styku płyt tektonicznych, dzięki czemu na powierzchnię wypływają gorące źródła wody niezwykle bogatej w wapień. Woda, gwałtownie ochładzając się po zetknięciu z powietrzem, pozostawia wapienne osady, które gromadząc się od tysięcy lat tworzą widowiskowe białe tarasy zwane trawertynami. Ich widok zapiera dech w piersiach, a wrażenie zetknięcia się z nimi z bliska jest w istocie nieco surrealistyczne. Z daleka wygląda to jak lodowiec, ale „lód” okazuje się ciepły, gdy dotykamy go bosymi stopami. Ciepły i przyjemny jak płatki bawełny. Wapienne twory tak się ukształtowały, że utworzyły piętra tarasów z zagłębieniami, w których znajduje się lazurowa, ciepła woda mineralna. Korzyści nie tylko dla oczu i zmysłu dotyku, ale też zdrowia. Latem spotyka się tam sporo turystów, stąpających po tych nierealnych wzgórzach. Nad wszystkim na szczęście czuwają władze parku narodowego, choć nie zawsze tak było. Kilkadziesiąt lat temu wzgórza Pamukkale nie były należycie chronione, co doprowadziło do ich częściowego zniszczenia. Dzisiaj wchodzą one właśnie w skład parku narodowego i znajdują się na liście światowego dziedzictwa przyrodniczego UNESCO, a w celach ochronnych zakazane jest wchodzenie na wzgórza w obuwiu. Podobnie hotele wybudowane na zboczach wzgórz w latach 60. XX wieku zostały rozebrane pod koniec lat 90. i dziś możemy oglądać tylko ich pozostałości.

Jeśli o pozostałościach mowa, okolica posiada także ruiny greckiego miasta Hierapolis. W tej części Turcji to często spotykane zjawisko, jako że całe wybrzeże Morza Egejskiego w Azji Mniejszej wchodziło w skład cywilizacji greckiej. Podróżując po tej części kraju napotkamy ruiny takich legendaych państw-miast jak Pergamon czy Efez. Hierapolis było dokładnie miastem Frygijskim. Jeśli po wspinaniu się po wapiennych wzgórzach starczy nam sił na zwiedzenie tej kolejnej atrakcji, dowiemy się, że już starożytni doskonale wiedzieli o prozdrowotnych właściwościach wód mineralnych i chętnie z nich korzystali. W Hierapolis znajduje się tak zwany basen Kleopatry, specjalnie przystosowany do użytku turystów. Woda bogata w wapień poprawia samopoczucie i leczy wiele dolegliwości, jak chociażby reumatyzm. Idealnie więc nadaje się na ukojenie zmęczonych mięśni.

Pamukkale2

Po wyprawie można zajść do klimatycznej tureckiej kawiai połączonej z palaią sziszy, gdzie od progu roztacza się słodki zapach aromatyzowanego tytoniu i świeżej kawy. Tak właśnie pachnie Turcja. Turecka kawa jest jedyna w swoim rodzaju. To zupełnie unikatowe doznanie dla Europejczyka żyjącego w mieście, przyzwyczajonego do picia „włoskiej” kawy w jej fast-foodowych odmianach, w kartonowym kubku zamawianym z sieciówki. Tu, by napić się kawy, trzeba usiąść w zacisznej knajpce obłożonej dywanami i w wygodnym foteliku wdychać powietrze. Warto spróbować oryginalnej sziszy! Po odpowiednim okresie oczekiwania dostajemy paloną kawę w filiżance zdobionej orientalnym wzorem, do której dolewamy ten wyśmienity napój z blaszanego dzbanuszka. Nigdzie nam się nie spieszy i możemy w pełni docenić turecką gościnność. Wiemy już, że żadne spa nie zapewni nam takiego odpoczynku i regeneracji. Otuleni turecką „bawełną” możemy zacząć planować, kiedy znów tu przyjechać.

 

źródło fot.: pixabay.com, freeimages.com

REKLAMA
REKLAMA