REKLAMA
Anywhere logo

Zenon Ziaja: Trzeba się znać i ciężko pracować

2017-03-22
...
Z niczego zbudował przed laty firmę, która dziś jest jedną z wizytówek swojej branży. Nazwał ją swoim nazwiskiem. Dziś znają je chyba wszystkie Polki. Zenon Ziaja opowiada o początkach firmy i trudnościach w prowadzeniu biznesu.

Czy to prawda, że zaczynał pan biznes od produkowania kremu w przerobionej maszynie do lodów?

Tak, to prawda. To były czasy dla wielu, zwłaszcza młodych ludzi, niewyobrażalne – jak wyglądała Polska, jak wyglądał przemysł i powstawanie przemysłu prywatnego. W istocie, trzeba było być mocno zaradnym. Wpadłem na taki pomysł, że z maszyny do lodów, którą chciano wyrzucić, stworzyłem początki mojej firmy. Właściwie w maszynie do lodów niszczy się rzecz nieistotna w produkcji kremów, czyli ta część, która zamarza, więc reszta była bardzo dobra. Sam zaadaptowałem to urządzenie do produkcji kremów – lody to też emulsja, także produkcja jest bardzo podobna. Pierwszy krem powstał w tej maszynie.

ziaja_2

Myśli pan, że teraz taki start w biznesie byłby możliwy?

Wielu ludzi zadaje mi to pytanie. Myślę, że start jest zawsze możliwy, pewnie nie w ten sposób, ale jest. Inna będzie zarówno organizacja produkcji, jak i organizacja sprzedaży, ponieważ warunki dzisiaj są zupełnie inne. I rynkowe, i technologiczne. Wówczas startowaliśmy nie mając kompletnie pieniędzy. Pożyczałem, nie pamiętam już dokładnie, 100 czy 200 dolarów żeby rozpocząć produkcję. Dzisiaj bez pieniędzy w mojej branży byłoby bardzo trudno. Jakiś wkład trzeba by było mieć, ale uważam jednak, że wszystko jest absolutnie możliwe. Wtedy rynek był pusty, przemysł funkcjonował tylko jako dawny przemysł państwowy, który działał, jak wszyscy pamiętamy, fatalnie. Rynek był mocno niezależny, czego o dzisiejszym nie można powiedzieć, bo jest bardziej zglobalizowany, aczkolwiek w Polsce nie jest jeszcze tak źle. Wówczas, poza oczywistym zapałem, który mieliśmy, ważne były dwie rzeczy. Pomagało nam to, że rynek był niezależny, było wiele miejsc sprzedaży. Był też pusty, więc przyjmował wszystko. Dziś również można by tego typu firmę założyć. Pewnie wyglądałoby to trochę inaczej, rozwój firmy trwałby dłużej, ale jest to możliwe. 

Biorąc pod uwagę cechy, które w pana przypadku się sprawdziły – co mógłby pan polecić osobom, które dopiero startują w biznesie? Czego od nich wymaga prowadzenie własnego przedsiębiorstwa i przetrwanie na nim lat?

Tego co zawsze. Po prostu trzeba mieć pomysł. Należy mieć wiedzę, przede wszystkim na temat tego pomysłu, który się ma, lub ją po prostu zdobyć. Czemu się udają start-upy informatyczne? Bo są to młodzi ludzie, którzy wiedzą, co robią. Bardzo często ludzie zaczynają biznes dla pieniędzy, a nie dlatego, że coś potrafią. Pierwszym ich celem są pieniądze, a nie jakaś konkretna idea czy cel, do którego dążą. Przede wszystkim trzeba się znać i pracować dzień i noc.

A pan, zaczynając, bardziej stawiał na tę ideę czy na majątek?

Pieniądze mnie w ogóle nie interesowały. Chciałem robić coś interesującego, ponieważ praca, którą wcześniej wykonywałem w rzeczywistości wolnorynkowej – jestem z wykształcenia aptekarzem – po prostu średnio mi odpowiadała. Zawsze miałem w sobie ducha organizowania produkcji i samej produkcji. Apteka, jako miejsce dystrybucji leków, mnie mało interesowała, dlatego całe życie spędziłem w aptekach szpitalnych, które na owe czasy były w większym stopniu miejscem produkcyjnym niż dzisiaj. Rola apteki się zmieniała. Mało mi to odpowiadało i dlatego nie kupiłem apteki czy nie postarałem się, żeby być aptekarzem, tylko właśnie odskoczyłem w kierunku produkcji, bo to mnie tak naprawdę zawsze interesowało.

ziaja_1

Wielu przedsiębiorców utyskuje teraz na to, że trudno jest znaleźć dobrych pracowników. Często słychać głosy, że ludzie, którzy teraz przychodzą do pracy, mają bardzo duże oczekiwania, bardzo duże wymagania...

To jest prawda. Coraz trudniej jest o dobrych pracowników.

Jak pan myśli, z czego to wynika? 

To jest naturalne. Generalnie uważam, że młode pokolenie, które przychodzi, jest nieporównywalnie lepsze od mojego pokolenia. Jest lepiej wyedukowane, zna języki, jest obyte ze światem. Natomiast to, o co pan pyta, wynika z tego, że jest na świecie coraz większa specjalizacja. Nie jest już tak jak było, kiedy ja zaczynałem. Musiałem być złotą rączką i znać się trochę na mechanice, na technice. Oczywiście, znałem się na tej części profesjonalnej, bo takie studia skończyłem, natomiast musiałem douczyć się sfery organizacji pracy, informatyki, która wówczas – i to było moje szczęście – powstawała. Dzisiaj człowiek przychodzi do pracy wyedukowany. Umie pracować na wielu programach komputerowych, jest wyspecjalizowany w dość wąskiej dziedzinie. Świat jest na tyle poukładany, że po co ktoś, kto nie jest profesjonalistą, ma się zajmować np. informatyką, jeżeli od tego są inni pracownicy. A my się musieliśmy zajmować wieloma rzeczami, więc mieliśmy szersze spektrum do wyciągania wniosków. Nie chcę przez to powiedzieć, że jest lepiej. Po prostu jest inaczej. Stąd dzisiaj problemy z zatrudnieniem dobrych pracowników. Czują to zwłaszcza małe firmy, bo w dużych to nie jest problem. Są specjaliści w wielu dziedzinach. W małych firmach dla jednego specjalisty jest czasem za mało pracy na jeden etat. Dobrze mają małe firmy, mające w swoich kadrach te złote rączki, ludzi, którzy mają szerokie spektrum zainteresowań i robią część z tego, część z tamtego i tak dalej. W małych firmach jest to istotne. A z pracownikami jest coraz trudniej dlatego, że jest coraz mniej ludzi, którzy chcą pracować. Jest też trochę mitów, że ci młodzi ludzie chcą sobie od razu kupić mercedesy. Są tacy i tacy, ale generalnie uważam, że to nowe pokolenie jest nieporównywalnie lepsze od naszego. Bardzo lubię pracować z młodymi. W mojej firmie stawiamy głównie na młodych. 

Zaczynał pan z małżonką i bardzo wąską grupą ludzi, teraz już jest czas na to, żeby powoli coraz więcej uprawnień do zarządzania firmą oddawać w nowe ręce.

No tak, to jest naturalne. 

Czy to dla pana łatwy proces? Oddawanie swojego dziecka i delegowanie uprawnień przychodzi panu łatwo?

Wie pan, nie bardzo mam wyjście... Nie, nie mam z tym żadnego problemu. Jest wielu znacznie lepszych ode mnie ludzi, którzy wiedzą więcej niż ja na wiele tematów. W związku z tym postrzegam swoją rolę w firmie, jako osobę, która spina wszystkie obszary działalności. Firma zatrudnia ponad 1200 osób, więc nie ma możliwości niedelegowania czegokolwiek. Nie mam z tym żadnego problemu. Etap „własnego dziecka” został już dawno przekroczony, więc jest to konieczne.

Chciałbym zapytać pana o jeszcze jedną rzecz. Przygotowując się do naszego spotkania zrobiłem małe rozeznanie i muszę powiedzieć, że nie znalazłem ani jednej osoby, co mnie bardzo mocno dziwi przy tej skali biznesu, która byłaby w stanie powiedzieć na pański temat coś negatywnego. Płaci pan podatki w Polsce, wszystkich pracowników zatrudnia na etatach... Trudno znaleźć coś, na czym można by pana złapać. Jak pan to robi? Ludzie pana tak lubią, czy to pan ich tak szanuje?

Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Staram się postępować prostolinijnie, uczciwie, szczerze, nic nie zakręcając. Skoro ludzie mają o mnie taką opinię, to jest mi bardzo miło. Czuję to, że ludzie nas lubią, klienci nas lubią. Cóż mogę więcej powiedzieć. Staram się, żeby pracownicy przejmowali tę atmosferę i oczywiście przejmują. Wszyscy, którzy nas odwiedzają, którzy przyjeżdżają, czy z zagranicy, czy z kraju, spostrzegają tę dobrą atmosferę. Cieszę się, że tak jest, ale nic specjalnego nie robimy. Po prostu żyjemy, pracujemy, nie udajemy nikogo innego. Mówiąc krótko, jeśli uda się dobrać w firmie ludzi, którzy pracują uczciwie, szczerze i nie kręcą, to myślę, że wtedy samo wszystko przyjdzie.

A znany jest pan również jako zapalony tenisista, narciarz i miłośnik jazdy na rowerze.

No tak, rzeczywiście. Kiedyś spóźniłem się na kort na mecz z kolegą. Zdenerwował mnie, więc powiedziałem, że u mnie tenis jest na ostatnim miejscu, mając na myśli to, że na pierwszym stawiam firmę. Prawie się obraził i nie chciał grać, bo u niego tenis był akurat na pierwszym. Oczywiście jest to żart, bo to bardzo sympatyczny kolega, z którym zresztą grywam od 50 lat i dalej bardzo zacięcie. Czuję, że sport jest dla mnie, zwłaszcza, ale faktycznie lubię też narty i rower.

ziaja_3

Sport pomaga w biznesie? 

Oczywiście. Miałem kiedyś taki moment, kiedy przyszedłem na kort, grałem mecz, jak zawsze zacięty, bo gramy zawsze o mistrzostwo świata, i mój partner mówi: „Słuchaj, o czym ty myślisz?” Złapałem się wtedy na tym, że myślę o pracy, a nie gram w tenisa. Dopiero jak już sobie wszystko wewnętrznie poukładałem, to od tej pory albo gram, albo przestaję myśleć o tenisie. Jest to forma wyczyszczenia mózgu. Taki ciężki mecz, bo nasze mecze są tylko ciężkie, daje to, że mózg się czyści. Podobnie jazda na rowerze. Niestety, każdy biznes jest trudny, stresowy i tak naprawdę biznesmen-przywódca jest samotny i obciążony wieloma stresowymi sytuacjami, na co nie ma chyba lepszego remedium, jak właśnie sport. Oczywiście, są pewnie i inne, mnie jednak sport pasuje najbardziej.

Mówi pan, że przedsiębiorca to jest człowiek samotny, ale przedsiębiorstwo buduje pan rodzinne. Łatwo jest budować firmę z rodziną? Czy to nie jest tak, że z rodziną to się dobrze na fotografiach wychodzi?

Wie pan, jak zwykle, w życiu bywa różnie. Ja miałem to szczęście, że rodzinę mam wspaniałą. Żona jest w firmie od początku i zawsze pracowała rzetelnie i mocno. Tak samo dzieci, teraz pożenione, więc i ich rodziny. Nie ma chyba reguły, czy z rodziną jest łatwiej, czy trudniej. Jeżeli wszystko dobrze idzie, to łatwiej, ale bywa tak, że gorzej. Daje to natomiast wielkie obciążenie rodzinne, bo poza firmą nie ma już nic, nawet przy stole wigilijnym jest firma. To jest często trudne, ale w moim przypadku jest to dobrze.

teskt: Krzysztof Król

fot.: Tomasz Sagan

REKLAMA
REKLAMA