REKLAMA
Anywhere logo

Jacek Górecki:NA AFISZU #15

2017-03-17
...

„Alicja w krainie czarów” - Lewis Carroll

Teatr Syrena - reż. Magdalena Miklasz

Po historię Alicji, która wpadła do krainy czarów, sięgano wielokrotnie w kinie czy teatrze. Książki angielskiego pisarza Lewisa Carroll’a to jeden z najczęstszych wystawianych tekstów zarówno w teatrze dla dzieci, ale też w interpretacjach dla dorosłych. Tym razem do tego surrealistycznego świata zaprosiła nas reżyserka Magdalena Miklasz, która na scenie warszawskiego Teatru Syrena opowiada znaną doskonale historię dziewczynki, która w psychodelicznej podróży do krainy czarów poznaje siebie i własne pragnienia. Mierząc się tym samym ze światem i dorosłością. Oczywiście, jak wiadomo, nie będzie to łatwa podróż, momentami wręcz brutalna. A na swej drodze spotka przeróżne, często groteskowe postaci. Jak zapowiadali twórcy, wariacja na temat Alicji miała być inspirowana twórczością Tima Burtona, który na swoim koncie ma także ekranizacje dwóch części przygód z krainy czarów. Ale świat pełen ekscentryków i dziwolągów, którym operuje Burton, jest tutaj raczej odległy. Co nie oznacza, że świat, który na scenie wykreowała Magdalena Miklasz, jest przez to gorszy.

alicja_w_krainie_czarow

Sukces udał się połowicznie. Najbardziej wybrzmiewają sceny z udziałem najstarszej Alicji (grana na przemian przez trzy dziewczynki w różnym wieku), w którą wcieliła się Anna Antoniewicz. Scena płaczu w jej wykonaniu jest doskonała. Rozpoczyna się od wyrzucania przez bohaterkę maleńkich, niebieskich kulek do ping-ponga, by zaraz utonąć w morzu spadających z góry coraz większych piłek. Podobnie jest ze sceną rozciągania rąk i nóg tytułowej Alicji, które w prosty, ale pomysłowy sposób rozciągają się i zmniejszają. Ale takich majstersztyków działających na wyobraźnię dzieci i dorosłych jest jak dla mnie za mało. Za mało tym bardziej, że książki Carroll’a powinny prowokować naszą wyobraźnię, jeszcze bardziej ją pobudzać. Gubi się to wszystko w miałkich scenach, które zwyczajnie nudzą. Są momentami przegadane, tracą tempo i zainteresowanie widzów, szczególnie najmłodszych. To także poniekąd wina aktorów, których bardzo często nie słychać ze sceny. Również piosenki nie rzucają na kolana, a szkoda, bo odpowiadała za nie sama Gaba Kulka i oczekiwania były tym większe. Poprawność z odrobiną wariacji – jak na krainę czarów to niewiele.

REKLAMA