REKLAMA
Anywhere logo

TWARZE #2: Bette Davis i Joan Crawford

2017-03-19
...
Kiedy na początku lat 60. padł pomysł, żeby zestawić na planie filmowym dwie legendarne aktorki – Joan Crawford i Bette Davis – producenci zaczęli pukać się w głowę. To nie miało prawa wyjść. Wszyscy doskonale wiedzieli, że w Hollywood nie było większych rywalek. One po prostu się nienawidziły! Jeden z braci Warner wykrzyczał, że nie zainwestowałby nawet centa w film z tymi „dwiema przebrzmiałymi, walniętymi sukami”! Zainwestował. I wyszedł na tym zwycięsko.

Ta historia jest jak najlepszy filmowy scenariusz. Scenariusz, który momentami mrozi w żyłach krew, przypominając najlepszej klasy horror albo naszpikowane suspensami filmy Alfreda Hitchcocka. Miejsce akcji to stare, dobre Hollywood, będące u progu przełomu. Żegnało się bowiem z kartonowym graniem, na rzecz mocno realistycznych filmów. Wśród bohaterów z jednej strony Bette Davis – jedna z największych aktorek w historii kina, o której mówiono „prawnuczka Czarownicy z Salem”. Z drugiej Joan Crawford, gwiazda kina niemego i filmów lat 30. i 40. Obie niezwykle utalentowane i nagradzane. Słynące z charakterystycznych ról, ale także zachowań i kontrowersyjnych wypowiedzi. Dwie bohaterki, rywalki, które łączył jeden, wspólny cel. Być tą pierwszą, najlepszą. Być w tym gwiezdnym cyrku zwycięzcą. Zapamiętaną w świadomości masowej na wieki. Legendą za życia. Jednak w historii kina zawsze będą występować jako duet. Pomimo iż na planie filmowym spotkały się tylko raz. Był to rok 1962, a za kamerą kultowego „Co się zdarzyło Baby Jane?” stanął Robert Aldrich.

twarze_4

Pomysł na film był bardzo prosty. Historia dwóch starzejących się sióstr, które umęczone życiem i skazane tylko na siebie zaczynają się sobą dusić, rywalizować i wytykać brudy z przeszłości. Któż inny miałby to zagrać jak nie Bette Davis i Joan Crawford? Ich konflikt rozpoczął się jeszcze kilka dekad wcześniej, kiedy to obie starały się o rolę w filmie „Kusicielka”. Ostatecznie wygrała Bette, w efekcie finalnym ponosząc jednak porażkę. Na planie filmowym bowiem próbowała bezskutecznie uwieść swojego partnera, Franchota Tone’a (prywatnie męża Crawford), tylko on nie był tymi miernymi zalotami zainteresowany. Powiedział jej, że jeśli chciałaby go uwieść, musiałaby spytać jego żony, jak to się prawidłowo robi. To był dla Davis policzek. Doskonale wiedziała, że talentem bije koleżankę na łopatki, gorzej z urodą i stylem. Ale nie zamierzała tak tego zostawić. Rozpoczęła się wielka hollywoodzka wojna. Rozgoryczona Bette Davis zaczęła ostro grać, rozpowiadać na Joan plotki, że ta swój sukces osiągnęła przez łóżko, sypiając ze wszystkimi z wytwórni MGM oprócz Lassie... Było w tym sporo prawdy, ponieważ Crawford nigdy nie ukrywała, że jest uzależniona od seksu, jednak przypisana przez jej koleżankę łatka była nadepnięciem na odcisk.

Joan Crawford właściwie nie wiedziała, dlaczego Bette Davis doczepiła się do niej, wytaczając jej wojnę. Swoją drogą nie była jedyna, na liście „prawnuczki Czarownicy z Salem”, obok niej byli m.in.: Jack Warner, Errol Flynn czy Miriam Hopkins. Początkowo Crawford chciała się nawet zaprzyjaźnić z Davis, wysyłając jej na plan upominki czy kosze kwiatów. Ale nie dla Bette było takie podlizywanie. Wszystko, co dostała, odsyłała do adresatki. To ją tylko nakręcało do tego, by poniżyć koleżankę. Kiedy dowiedziała się, że Joan zagra w wymarzonej roli na podstawie sztuki Szekspira, od razu skomentowała to na łamach prasy, mówiąc, iż ogromnie się cieszy i gratuluje swojej koleżance roli, poza tym będzie to dla niej pretekst, aby nauczyć się czytać...

twarze_3

Takie słowne obrażanie nie było na wzgórzach Hollywood żadną nowością. Tutaj każdy tak samo posiadał przyjaciół jak i wrogów. Chociażby aktorka Doris Day, o której pianista Oscar Levant rozpowszechniał informacje, że poznał ją zanim jeszcze była dziewicą... Podobnie było w przypadku aktorki Jeanne Moreau, która notorycznie obrażała na łamach prasy swojego kolegę Burta Lancastera. Wspominane konflikty Bette Davis były więc codziennością. Ale i Joan Crawford miała swoje za uszami. Jako młodziutka aktorka wystąpiła w jednym z najważniejszych filmów w swojej karierze – „Grand Hotelu” Edmunda Gouldinga. U jej boku m.in. wielka Greta Garbo, która wymusiła na producentach, by jej nazwisko w napisach pojawiło się nad młodszą koleżanką. Rozwścieczona Joan nie dała za wygraną i w odwecie puszczała na planie filmowym płyty Marleny Dietrich, której Garbo nie znosiła.

Kiedy pojawił się pomysł nakręcenia filmu na podstawie książki „Co się zdarzyło Baby Jane?”, największy problem mieli producenci. Jack Warner, właściciel studia Warner Bros., tak to skomentował: „Nie zainwestowałbym nawet centa w film z tymi dwiema przebrzmiałymi, walniętymi sukami”. Ale po pewnym czasie przygotowania do realizacji ruszyły pełną parą. Pierwsza propozycję dostała Joan Crawford, która z miejsca się zgodziła. Sama również zaproponowała to swojej „ukochanej” koleżance. Udała się więc do jej teatralnej garderoby. Kiedy portier poinformował Bette Davis, że czeka na nią pewna dama, ta wyśmiała go, dodając, że nie zna żadnej damy... Ale do spotkania doszło i Crawford wręczyła jej egzemplarz książki. Była radosna i zafascynowana tym pomysłem, który tonowała oczywiście Davis. Była to kreacja, podskórnie wiedziała, że ten projekt może być w jej zwietrzałej w ostatnich latach karierze przełomem. Przełomem, który przypomni wszystkim gwiazdę filmu „Wszystko o Ewie”, nominowanego do Oscara w czternastu kategoriach. Przyjęła książkę, wyjechała na wieś i tam ją przeczytała. Po czasie zadzwoniła do wytwórni i oznajmiła, że zgadza się na ten film, ale będzie miała dużo warunków, które są nie do przeskoczenia. 

Spóźnienia i zachcianki na planie były tutaj na porządku dziennym. Czasem trzeba było wywrócić wszystko do góry nogami, by tylko gwiazdy mogły poczuć się bardziej komfortowo. Tak było chociażby z obrazem, który w pierwotnej wersji miał być kolorowy, jednak pod naciskiem Bette Davis nakręcono film czarno-biały. Aktorka tłumaczyła się z tego po latach, że tak naprawdę chodziło jej o podkręcenie klimatu. „Tragedia nigdy nie powinna wyglądać pięknie!”, dodawała. Ale i tak wszyscy wiedzieli, że był to zabieg marketingowy, krok spowodowany obawami, iż w kolorze widzowie zorientują się, jak bardzo postarzała się i zniszczyła była amantka kina. Żeby i to zatuszować, Davis zażądała mocnego, wręcz karykaturalnego makijażu, który pokrył twarz białym, zakrywającym niedoskonałości pudrem. Miała olbrzymie kompleksy, zawsze powtarzała, że najlepszy wiek dla kobiety to trzydzieści pięć lat. Poza tym grała w filmie siostrę Joan Crawford. Ta karykaturalność była zamierzona i jak najbardziej trafna. Jej demoniczna kreacja złożona ze świetnej charakteryzacji i podłego zachowania do dzisiaj uznawana jest jako jeden z najważniejszych czarnych charakterów w historii kina.

twarze_2

Atmosfera na planie była ponoć nie do zniesienia. Twórcy i techniczni marzyli tylko o tym, by zakończyć zdjęcia. Aktorki rywalizowały ze sobą o wszystko, o każde ujęcie, lepsze oświetlenie, zbliżenie czy pochwałę reżysera. Do tego dochodziło podkładanie sobie kolejnych kłód pod nogi, by tylko wykończyć rywalkę. Bette Davis zażądała w kontrakcie, że na planie mają być ustawione wyłącznie automaty z coca-colą, wiedziała doskonale, że to rozdrażni Joan Crawford, która była wówczas od niedawna wdową po kolejnym już mężu... dyrektorze generalnym Pepsi. Davis nie musiała długo czekać na policzek. W scenie, kiedy jej bohaterka ciągnie młodszą siostrę po ziemi, wylewała siódme poty. Wszystko przez ciężkie kamienie, którymi wypchała sobie fartuch Joan Crawford. Davis nadwyrężyła sobie plecy i musiała poddać się szybkiej rehabilitacji, ale zrewanżowała się za to kolejnym policzkiem. I tak w scenie, kiedy to miała udawać, że kopie słabszą po głowie, zrobiła to przypadkowo za mocno, czego efektem były szwy na głowie Joan. To dolało tylko oliwy do ognia i tak, choć wydaje się to niewiarygodne, Crawford poszła o krok dalej. Podczas kręcenia ujęcia Davis miała zajadać się czekoladkami, ale pod papierkiem zamiast słodkich pralinek znalazła odchody... Wojna trwała w nieskończoność. 

Po wielkim sukcesie kasowym i artystycznym filmu producenci od razu zaczęli przygotowywać jego kontynuację, choć żadna z pań po raz drugi do tej samej wody nie chciała wejść. Bette po namowach zgodziła się, stawiając tradycyjnie ultimatum, iż film ma otwierać scena, w której jej bohaterka kładzie kwiaty na grobie zmarłej siostry. Film nie doszedł do skutku. Po udanej premierze obie pozowały do zdjęć i udzielały wywiadów. Przed nimi było jeszcze jedno zadanie... walka o oscarową nominację. To była wielka bitwa, która polegała na rozpuszczaniu wśród komisji plotek, a nawet zamieszczaniu w gazecie anonsów, będących dla drugiej czarnym PR-em. Ostatecznie nominację otrzymała tylko Bette Davis, była to dla niej wielka szansa pobić dotychczasowy rekord i zdobyć trzeciego aktorskiego Oscara. Jednak po otwarciu koperty wyczytano nazwisko Anne Bancroft, której na gali nie było, ponieważ grała wówczas spektakl w teatrze. O ewentualne odebranie nagrody poprosiła swoją przyjaciółkę Joan Crawford... która swoją przemowę zaczęła od słów: „Przepraszam, mam Oscara do odebrania”. Możemy sobie wyobrazić minę Bette Davis.

Dziś świat przypomina sobie o dwóch nieco przyblakłych gwiazdach, które prócz efekciarskiego konfliktu były przede wszystkim świetnymi aktorkami. Ale ta historia i tak inspiruje i prowokuje do kolejnych plotek. Już na początku marca premiera pierwszego odcinka długo wyczekiwanego serialu „Feud”, opowiadającego o spotkaniu obu gwiazd na wspominanym planie filmowym. W obsadzie same wielkie nazwiska z Susan Sarandon jako Bette Davis i Jessicą Lange jako Joan Crawford na czele. Czy, podobnie jak odgrywane przez nie postaci, na planie toczyły ze sobą wojnę? Dowiemy się wkrótce.

Jak każda historia, tak i ta musi mieć swoje zakończenie. Napis „The End”, gdzie i tym razem wkrada się klimat z Hitchcocka. Polała się krew. Może nie dosłownie, ale trup padł. Joan Crawford zmarła 10 maja 1977 roku w Nowym Jorku. To był smutny dzień dla kina. Odeszła niezapomniana Mildred Pierce i Flaemmchen z „Grand Hotelu”. W jednym z pierwszych wywiadów po jej śmierci Bette Davis skomentowała to krótko:O zmarłych nie wypada mówić źle, tylko dobrze. Joan Crawford zmarła... To dobrze”. I to jest idealna puenta tej demonicznej relacji. Tego krwawego cyrku, na arenie którego zwycięzca mógł być tylko jeden. Była to stara, schorowana Bette Davis – przynajmniej w jej mniemaniu. Ile w tym całym galimatiasie było prawdy, nigdy się nie dowiemy. Do dzisiaj ta historia przynosi przecież niezłe zyski. A oto chodzi w tym biznesie, więc nie warto zgłębiać, co tak naprawdę zdarzyło się w Hollywood. Poza tym fabryka snów przyzwyczaiła nas do takich bajek, którymi my, zwykli, szarzy ludzie chcemy się karmić. Aż chciałoby się więcej takich pojedynków, takich historii, skandali... tylko że to Hollywood już nie to samo co dawniej. Wywietrzało z ludzkich emocji.

Zdjęcia: mat. prasowe/ Warner Bros

REKLAMA