REKLAMA
Anywhere logo

Jacek Górecki: NA AFISZU #16

2017-03-23
...

„PŁYŃ” - Piotr Rogucki

W-arte – reż. Roma Gąsiorowska, Pii Partum, Wojciech Urbański

 

Poszukiwania w sztuce są jak najbardziej potrzebne. Konieczne! Odkrywanie nowych przestrzeni, łączenie stylów, języków, różnych dziedzin sztuki. Tak, żeby nie tkwić ciągle w przekonaniu, że wszystko już było. Wszystko zostało powiedziane. Więc co dalej? Miejscem, w którym to wszystko zostaje zburzone ma być W-arte – stworzona przez aktorkę Romę Gąsiorowską przestrzeń artystyczna. Inauguracją tego miejsca był spektakl „Płyń” w reżyserii wspomnianej Romy oraz Pii Partum i Wojciecha Urbańskiego. I jak można się było tego spodziewać po artystce - nic nie jest tu takie oczywiste. Nic nie jest wprost. W tym wydarzeniu płynie się w wiele kierunków na raz. Wszystko bazuje na tekstach z albumu „J.P. Śliwa” Piotra Roguckiego z zespołu Coma, który w tym projekcie zarówno śpiewa, jak i gra (nie wszyscy wiedzą, że Rogucki skończył PWST w Krakowie). W opowiedzeniu historii o kondycji dzisiejszego świata, w którym gdzieś uleciały wartości i ideały, partnerują mu Tomasz Schuchardt, Matylda Damięcka oraz młodziutka, obłędna Irena Melcer (zapamiętajcie to nazwisko!). Ale właściwie wszyscy tu są na podobnej pozycji. Chodzi o to, by wspólnie za pomocą bazy jaką jest tekst oraz improwizacja stworzyć spójną opowieść, z której wysuwa się pytanie: gdzie w tym globalnym śmietniku podziało się człowieczeństwo?

na_afiszu_16

Zadanie nie było łatwe. Znaleźć odpowiednie środki dla współczesnej sztuki trudnej do określenia. A więc przyjmijmy hasło „performans” albo jeszcze lepiej „projekt”. Jakże modne i ułatwiające nam dziś wszystko hasło. Do projektu użyto nowych technologii, telebimów, relacji na żywo, projekcji (video-art z genialną Agatą Kuleszą grającą sfrustrowaną matkę). Połączono abstrakcyjny spektakl z koncertem. Grano, śpiewano, recytowano, wychodzono do publiczności... wszystko po to, by pobudzić zmysły widzów. Przekroczyć to, co powinno być tak oczywiste w teatrze czy sztuce. I w tym tkwi cała wartość tego miejsca. Miejsca, które nie jest tylko nastawione na suchy odbiór, na prezentację sztuki, którą nawet może i odbierzemy, ale połowicznie. Tu chodzi o oddanie się jej w całości. Zarówno W-arte jak i spektakl „Płyń” idą tą drogą. Idą dalej. Dotykają ludzkich zmysłów. Oni je prowokują, liżą. Ale nie w sposób nachalny i bluźnierczy. To przecież nie sprawia nam przyjemności (o czym się dzisiaj w teatrze zapomina). Tutaj nastawia się raczej na umysł, któremu widz musi się poddać, by uruchomić wszystkie inne receptory. W innym wypadku spektakl czy wydarzenie „Płyń” odrzuci na wstępie. Potraktuje je jako chaos. Zatem jeśli chcemy naprawdę przeżyć jakieś nowe doznanie poprzez sztukę, to w wypadku „Płyń” mamy to zagwarantowane. Tutaj ta symboliczna „czwarta ściana” w teatrze zostaje dla widzów zburzona. Jest tylko jeden mały warunek. Wszystkie pasy bezpieczeństwa, spiny, kije wsadzone gdzie się da i sztywne garsonki zostawmy przed wejściem. Trzeba się Romie i jej załodze zwyczajnie poddać! Inaczej nigdzie nie popłyniemy... będziemy ciągle stać w miejscu.

REKLAMA
REKLAMA