REKLAMA
Anywhere logo

GHOST IN THE SHELL: Sztuczne, prawie doskonałe

2017-03-31
...

Wyobraźmy sobie mieniącą się neonowymi hologramami „metropolię jutra”, której mury scala niezawodna sieć komputerowa, a ulice zamieszkują humanoidalne roboty. Świat doskonały, ale całkowicie sztuczny, zmechanizowany. Wymarzony materiał dla kina science fiction. Filmowcy z uwielbieniem przyglądali się z bliska tej syntetycznej tkance – badali jej wytrzymałość, sprężystość, a także… unerwienie, zdolność do (współ)odczuwania emocji. Wystarczy wspomnieć o kultowym „Łowcy androidów” (1982) Ridleya Scotta, w którym Replikanci próbują dociec (możliwej) istocie własnego jestestwa. Temat kryzysu tożsamości i pamięci nie traci na aktualności, a za sprawą „Ghost in the Shell” zyskało kolejną, efektowną odsłonę.

Akcja „Ghost in the Shell” rozgrywa się w futurystycznej Japonii. Z pragnienia stworzenia ciała idealnego powstaje Major (Scarlett Johansson). Cyborg ten jest jednak wyjątkowy, gdyż posiada w sobie pierwiastek ludzki. Mózg zabezpieczony w obcisłym, robotycznym gorsecie, niczym duch w tytułowej skorupie. Kruchej, lecz odnawialnej, niezłomnej. Major nie jest człowiekiem. Jest czymś więcej, jak mawia Dr Oulet (w tej roli nagrodzona Oscarem Juliette Binoche), jej genialna stwórczyni. Bohaterka została powołana do życia, aby nieustannie poszerzać pole (antyterrorystycznej) walki. Ale co w momencie gdy w jej głowie zadomowi się po raz pierwszy skaza w postaci wątpliwości? Czy Major zdolna jest jedynie do posłuszeństwa, czy możliwy okaże się w jej przypadku również bunt? Filmowy wariant „Ghost in the Shell” zdaje się nawiązywać do schematu innej produkcji z zjawiskową Scarlett Johansson w roli głównej. W „Wyspie” (2005) Michaela Baya przedmioty nagannego etycznie eksperymentu uzyskują (utraconą?) świadomość i buntują się przeciwko koncernowi, który ich stworzył i do pewnego stopnia skrzywdził.

Film Ruperta Sandersa (,,Królewna Śnieżka i łowca”, 2012) nie jest bezpośrednim klonem swojego animowanego poprzednika (wyreżyserowanego przez Mamoru Oshię). Choć twórca opiera fakturę wizualną i szkielet fabularny swojego dzieła na ikonicznych momentach wspomnianego anime, snuje on ostatecznie oddzielną opowieść, która pod wieloma względami staje się wyrazistsza od swojego mglistego, metafizycznego protoplasty. Amerykańska adaptacja słynnej mangi skupia się przede wszystkim na genezie Major i eksploatacji jej zabójczego potencjału. Warto zauważyć, że reżyser nie używa ekranu jako tablicy do rozrysowania filozoficznej wykładni na temat ontologicznych zagadnień prawdziwości bytu, wygenerowania syntetycznej duszy (sic!), granicy między tym co sztuczne, a prawdziwe. „Ghost in the Shell” broni się przede wszystkim jako trzymające w napięciu, hipnotyzujące widowisko, które z pewnością doczeka się sequelu.

 

Dystrybutorem filmu jest UIP (United International Pictures) Polska

Tekst: K. Kisiel

REKLAMA